Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
żona odeszła - pomocy
Autor Wiadomość
administrator 
Administrator

Dołączył: 16 Mar 2006
Posty: 520
Wysłany: 2006-07-17, 22:14   żona odeszła - pomocy

Wyslane przez: Krzysiek
Email:

Witam

Nie wiem od czego zacząć. jesteśmy po ślubie przaktycznie 6 i pół roku. mamy 6-cio letnią córeczkę. nie chcę opisywać całego mojego małżeństwa, ale najważniejsze fakty. miesiąc temu ode mnie odeszła, a dokładniej 7 maja się wyprowadziła. już w kwietniu zauważyłem, że się oddala, chociaż przez ten czas było prawie w porządku. robiłem jej wyrzuty, że ciągle siedzi u koleżanki kiedy ja potrzebuję jej obecności w domu (od kilku miesięcy przeżywałem depresję i z niczym nie potrafiłem sobie poradzić), zaczęłem podejrzewać że kogoś ma skoro się odsuwa. próbowałem jakoś do niej dotrzeć, ale robiłęm to zbyt impulsywnie, a czasami wręcz kłutniami. w pewnym momencie powiedziałem, że jak tak ma być to się wyprowadzę. mówiła mi, że nie chce żebym się wyprowadzał. później przez tydzień była u mamy, a ja sam siedziałem w domu. i przyszedł ten felerny moment. ja pojechałem do swojej mamy z córką, żeby pomóc na działce robić szklarnię. pytała się kiedy wrócę, że nie może mi kazać przyjechać wcześniej skoro ona siedziała u swojej mamy tydzień. 2 maja coś mi odbiło i postanowiłem pojechać do domu sprawdzić co robi i jej nie zastałem. zaczekałem, aż wróci, a wtedy z wyrzutami że się z kimś spotkała i że mnie zdradziła, ale się pogodziliśmy i nawet więcej. wróciłem do mamy i w nocy znowu naszły głupie myśli, że może jednak mnie zdradziła i wysłałem durnego SMS-a: "że zdrady jej nie wybaczę i że nie chcę jej widzieć". później się okazało, że była u koleżanki. następnego dnia rano zaczęła mi wypisywać SMS-y z czego dwa nadal mam zapisane w telefonie: "że mnie kocha i tylko to się liczy", "że mnie kocha i nie chce żebym się wyprowadzał", ja zadzwoniłem do niej i powiedziałem że też ją bardzo kocham, ale chcę znać prawdę, że porozmawiamy jak przyjadę. wieczorem przyjechałem do domu, a tu jakbym dostał młotkiem w głowę - oznajmiła mi, że się zastanowiła i podjęła decyzję że to jest koniec i że się wyprowadza, że mnie nie kocha, i że kłamała w SMS-ach. zarzucała mi rzeczy z którymi niestety muszę się zgodzić: że nie okazywałem jej uczuć, szacunku, że piszę SMS-y z innymi dziewczynami. w tym momencie zastanawiam się co było prawdą, czy kłamała przez ostatni czas, że mnie kocha, czy mogła być na tyle podła żeby czuć co innego, a mówić jeszcze inne słowa. przez ostatni miesiąc zrobiłem sporo żeby odzyskać żonę, ale wszystko bez żadnego efektu. stwierdziła, że nigdy się nie zmienię. nawet nie pomógł fakt, że chodzę do psychologa żeby nad sobą pracować. powiedziała, że chce rozwodu, i że już napewno nie będziemy razem. nawet udało mi się zaciągnąć żonę do psychologa (podstępem), rozmawiała, nawet wyrzuciliśmy sobie nawzajem nasze smutki. niestety nie przyniosło to żadnego skutku.

chociaż jest parę kwestii, które pozwalają mi myśleć pozytywnie. na początku za wszelką cenę chciała mi oddać obrączkę, a kilka dni temu jak chciałem ją od niej pożyczyć to odpowiedziała, że to jest jej obrączka i mi jej nie da.

dziwi mnie też fakt, że jednak ze mną rozmawia o tym co było. wydawało mi się, że gdyby rzeczywiście sądziła, że to koniec to nie widziałaby sensu takich rozmów.

zaznaczę, że ponad 3 lata temu już raz się wyprowadziła ode mnie, ale trochę w innych okolicznościach. mieszkaliśmy wtedy u mojej mamy. żona i mama nie potrafiły się ze sobą dogadać. ja też trochę wtedy zawiniłem. ale wróciliśmy do siebie po 5 miesiącach, chociaż normalnie zaczęliśmy rozmawiać po ponad 3 miesiącach. ostatnio powiedziała, że napewno nie będzie powrotu tak jak wtedy i żebym się nie łudził, i żebym zrozumiał że mnie już nie kocha.

nie potrafię tego wszystkiego zrozumieć, nie wiem na czym stoję, nie wiem co mam robić. chociaż chodzę na konsultacje do psychologa, ale mam ciągle wątpliwości.

wiem powiecie, że potrzeba czasu, żebym był cierpliwy, ale to jest ciężkie szczególnie że bardzo kocham moją żonę i przy każdej rozmowie to powtażam. chociaż w ostatnio staram się nie poruszać tematu naszego bycia razem.

jak mam udowodnić, że chcę się zmienić, że zrobię wszystko żeby tak było, żeby mi uwierzyła. żona stwierdziła, że bobrze jak się zmienię, ale już nie dla niej.

POMOCY!!!!!!!!!
walczyć dalej, czy dać sobie spokuj???????????

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Krzysiek
Email:

zaznaczę, żę żona też bardzo mnie kochała i mam nadzieję, że nie da się odkochać w 2 czy 3 miesiące.

powiecie, że napewno nie odkochała się.
może próbuję się odkochać na siłę, a jest bardzo upatra.

powiecie, że jej też nie jest łatwo bo wspomnień nie da się usunąć, że napewno nocami o mnie myśli, że chciałaby się przytulić. ale czemu jednak nie chce wrócić.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 8