Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
To milosc,czy brak bliskiej osoby?
Autor Wiadomość
administrator 
Administrator

Dołączył: 16 Mar 2006
Posty: 520
Wysłany: 2006-07-17, 22:04   To milosc,czy brak bliskiej osoby?

Wyslane przez: Ewa

Jestem 10lat po slubie.Moj maz pochodzil z rodziny gdzie pieniadze zarabia sie nie uczciwa praca lecz tak zwanymi przez nich "interesami" czyli cos taniej kupic,gdzies drozej sprzedac,a co miesiac chodzic do urzedu po kuroniowke lub wziasc porzyczke a pozniej witac komornika w drzwiach raz w tygodniu.Ja nigdy sie nie zgadzalam i nie pozwalalam mojemu mezowi na "interesy".Zaraz po slubie jak poznalam lepiej rodzine mojego meza,postanowilam ze lepiej bedzie jak sie wyprowadzimy gdzies dalej zeby nie mieli za duzego wplywu na mojego meza,niestety te 700km nic mi nie pomoglo.W sumie chociaz bylismy szczesliwym malzenstwem to zawsze jego zdaniem czul sie jak na "lancuchu" bo nie mogl jak jego bracia i tata "interesow" z nimi robic.Uczciwie pracowal,zarabial niezle pieniadze,ja rowniez mialam dobrze platna prace.Budowalismy dom i zawsze jak uzbieralismy wieksza sume zeby wiosna kupic drzwi czy okna do domu,to mojego meza rodzinka miala lepszy pomysl na wydanie naszych pieniedzy i namowili go na kupno czegos,co przyniesie mu super dochod.Niestety po kilku tygodniach okazywalo sie ze jednak nie w to co trzeba zainwestowal i konczylo sie strata kilku tysiecy zlotych.W zeszlym roku wiosną,problem sie powtorzyl.Znowu zamiast na dom pieniadze poszly na "interesy" i do dzisiejszego dnia ich nie zobaczylam.Nie wytzrymalam.Okolo 8miesiecy temu zaczely sie awantury.Zaczelam najpierw mezowi uswiadamiac jaka ma rodzine.Rodzice mieszkaja tylko razem,ale nic wiecej ich nie laczy.Bracia sa zadluzeni.Nikt z jego rodzenstwa nie ma szczesliwego malzenstwa i nie tworzy prawdziwej rodziny.Tylko my jedyni powinnismy byc przykladem dla nich wszystkich.Niestety nikt z nich nie bral nas za przyklad,wszyscy wysmiewali meza ze "baba" nim rzadzi ze nic sam nie moze zrobic.Nikt z nich nie zauwazyl tez ze ta "baba" ciezko pracuje od rana do wieczora zeby pomoc mezowi w budowie domu i utrzymaniu rodziny.Wszyscy nas krytykowali i wysmiewali.Nic mi jednak to uswiadamianie meza nie pomoglo,skonczylo sie tym ze maz stwierdzil ze sie czepiam jego i jego rodziny i ze chcem go odsunac od rodzicow i rodzenstwa.Wszystkie pieniadze ktore zarabial wydawal na "interesy".Musialm sama utzrymywac rodzine,mieszkanie,oplaty,moj maz nie dawal mi grosza,wszystko inwestowal w to co bracia mu podpowiedzieli.Zaczely sie problemy.Jezdzil po kraju i za granice tu kupic,tam sprzedac.Jezeli mial w pracy nocki,potrafil prosto po pracy jechac do innego miasta cos kupic,a godzine przed nastepna nocka wpasc do domu,wypic kawe i do pracy.Ktoregos dnia tak sie spieszyl,ze malo nie spowodowal wypadku.Policja zatrzymala go na posterunku i stalo sie.Zabrali mu prawo jazdy,wlepili kilka tysiecy mandatu,a szef w pracy stwierdzil ze bez prawa jazdy nie moze wykonywac dotychczasowej pracy i... Nie pomyslcie sobie ze go zwolnil,nie dal mu inna prace.Niestety mojemu mezowi ona nie odpowiadala,poklucil sie z szefem i stwierdzil ze sie nad nim wyrzywa psychicznie.Po kilku tygodniach wiecznej klutni z szefem,maz oswiadczyl mi ze psychicznie nie wytrzymuje i postanawia sie zwolnic i wyjechac w rodzinne strony poniewaz tak mu rodzinka doradzila.Zostawil mnie sama z dzieckiem i wyjechal do innego miasta,zaczac jak on to mowil "nowe zycie" Ja mialam pomieszkac i popracowac jeszcze kilka miesiecy bo dosc dobrze zarabialam,a moj maz mial w tym czasie dom skonczyc,zostalo w sumie wykonczenie scian i podlog.Niestey stalo sie inaczej.Tatus czyli moj tesc stwierdzil ze zamiast kafelek niech kupi cos a pozniej drozej sprzeda,nawet mu pomogl finansowo bo moj maz nie mial takiej sumy.To byla juz przesada,nie mialam juz zrozumienia do tej rodziny ani ochoty do nich wracac. Oswiadczylam to mezowi,a on sie wcale nie przejal.Zyl swoim "nowym zyciem",handlowal,bawil sie,zaczal ubierac w orginalnych sklepach,nawet do solarium zaczal chodzic.Postanowil nasz dom sprzedac,poniewaz nagle sie okazalo ze jest w zlym miejscu,za daleko od rodziny i pracy.Mialam strasznego dola,nie jadlam,nie spalam,wogole zycie stracilo dla mnie sens,tylko dziecko bylo podpora dla mnie i musialam dla niego zyc i przetrwac.Nikomu sie nie zwierzalam,kazdemu powtarzalam ze zostane troche dluzej i zarobie jeszcze troche pieniedzy,nie mowilam nikomu o swoich problemach z mezem i ze moje malzenstwo sie rozsypuje.Po pracy uciekalam z domu zeby nie myslec,nie plakac,bo na co bym nie spojrzala przypominalo mi meza i wszystkie lata,przez ktore bylam naprawde szczesliwa pomimo ze zawsze mnie kazdy w tej rodzinie krytykowal,ale zawsze tlumaczylam sobie w dupie z nimi wazne ze jestem z mezem szczesliwa.Po miesiacu plakania i picia alkoholu zeby chociaz kilka godzin przespac w nocy,stwierdzialam ze musze sie wziasc w garsc.Zrobialam remont w domu,kupilam sobie nowe ciuchy,zmienilam styl ubierania sie i fryzure.Zaczelam rozmawiac z ludzmi o swoich problemach i najpiekniejsze jest to ze dopiero teraz zauwazylam ilu mam przyjaciol.Kazdy mi pomaga,podtrzymuja mnie na duchu,nikt nie pozwala mi na nude.Wszyscy zapraszaja mnie do siebie lub odwiedzaja mnie zebym tylko sama nie byla.Jednak to prawda co mowi przyslowie ze"prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie" Swieta wielkanocne spedzilam tez z przyjaciolmi,nie moglam jechac do rodzicow poniewaz nie mozliwe bylo wziecie urlopu w tym czasie.I te swieta wlasnie daly mojemu mezowi duzo do myslenia.Nagle moj maz zaczal do nas dzwonic i pisac smsy.(do tej pory nie zadzwonil ani razu,bo jak mowil,nie ma skad,pomimo ze mieszka u rodzicow ktorzy maja telefon w domu).Zaczelo do niego docierac ze jednak pieniadze i interesy to nie wszystko.Teraz namawia mnie zebym jednak zjechala do niego i zebysmy zaczeli od nowa.Niestety ja juz nie potrafie tam wrocic.Zerwalam wszystkie kontakty z jego rodzicami i rodzenstwem.Jedynym ratunkiem byloby jakby moj maz wrocil do nas i tutaj zaczelibysmy nowe zycie,ale tym razem juz bez jego rodzinki w roli glownej.Teraz rzeczywiscie moze kazdy mi zarzucic ze chcem go od rodziny odsunac,bo tak jest.Moj maz musi wybrac albo ja albo oni.Powiedzialm mu to ostatnio jak nas odwiedzil tydzien temu.I licze ze zrozumie moj bol i zal do nich.Teraz siedze i czekam,ale nie przezywam az tak bardzo calej tej sytuacji bo mysle ze on jeszcze az tak do konca nie zrozumial swojego bledu,widze ze potrzebuje jeszcze czasu i powiedzialam mu o tym.Bede czekala cierpliwie i wiem ze to napewno jeszcze troche potrwa.W miedzy czasie spotykam sie z innymi mezczyznami,umawiam sie na obiad czy kolacje i zawsze sobie tlumacze ze albo moj maz zdarzy wrocic albo zwiaze sie z kims innym.Tak naprawde po tym wszystkim nie mam zaufania do meza,ale czuje ze kocham go jeszcze.Jednak mimo tego marze zeby spotkac kogos,zeby sie zakochac i zaczac nowe zycie z kims innym.Boje sie mojej przyszlosci z mezem,skoro przez 10lat malzenstwa nie zrozumial na czym zycie w malzenstwie polega,tylko wiecznie sluchal rad rodziny,posunal sie do tego zeby mnie zostawic z dzieckiem sama,to moze bedzie znowu dobrze kilka lat a pozniej znowu wybuchnie i zacznie szalec z rodzina.Nie wiem co byloby dla mnie lepsze.Coraz czesciej mysle ze skoro juz tyle przeszlam i dalam sobie sama rade to moze nie namawic meza na powrod tutaj tylko lepiej zostawic sprawy tak jak sa i dalej sama zyc,bo nie wiadomo czy drugi kryzys przejde tak silnie. Nie wiem sama co robic i myslec.Moze nie potrzebnie martwie sie na przyszlosc,ale z drugiej strony to chyba normalne ze sie martwie,po tym co przeszlam.Nie rozumiem sama siebie,skoro czuje ze kocham meza to powinnam byc szczesliwa,ze robi jakies kroki.Dlaczego nie ciesze sie na mysl ze moze do nas wroci?Tylko ciagle mam obawy.Moze to nie milosc,moze brakuje mi poprostu bliskiej osoby,a jeszcze nie spotkalam kogos z kim chcialabym byc i dlatego mysle o powrocie meza.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 8