Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Seksoholizm - co zrobić z małżeństwem?!
Autor Wiadomość
Eromik
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-17, 21:51   

Norbert,

:-D wcale nie wyszedłeś na bufona :-D
A ty masz jakieś narzędzia diagnostyczne którymi różnicujesz ludzi z marginesu a tych pogubionych????
Jak żyje o takich nie słyszałam więc nie odróżniam.
 
 
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-17, 22:25   

Eromik napisał/a:
A ty masz jakieś narzędzia diagnostyczne którymi różnicujesz ludzi z marginesu a tych pogubionych????

hee no pewnie że nie
...bo nie jestem stacją dignostyczna....

ale mysląc o marginesie???
....choc w sercu uwazam ze to i tak zły zwrot...
(no cóz nic innego nie przychodzi mi do głowy)....

zatem wracając do marginesu ..mam na mysli tych ..co robia cos w pełnej świadomości że krzywdza innych.....

baaa nawet sa dumni z tego że potrafia dokładnie wskazac gdzie (jak to sie mawia) raki zimuja......


co do zagubionych???
tu chyba niewiele trzeba wyjaśniac

poza tym że ktos musi sie pojawic na ich drodze by sie odszukali w tym zagubieniu

Eromik ...jak to sama napisałas
..nie da sie wyrazic wszystkiego przez internet....bo to pusty i zimny ekran monitora..i jedynie klawisze na klawiaturze.....
i czasami wychodzi albo brak zrozumienia..albo dziwne odczucia..albo nafochanie

i nie miej do mnie zazłe ze staram sie zrozumiec trud przez jaki przechodza
walczący z uzaleznieniem

bo bez względu..jacy byli ..czy jacy teraz sie stają
to wiem że oprócz okiełzania swego nałogu... staja także wobec drugiego problemu asymilacji rodzinnej

pozdrawiam
 
 
szukający
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-18, 00:19   

A więc pisze co następuje. W odpowiedzi na uwagi skierowane do mnie.
1. Ojciec wyjechal, za granicę, kiedy ją już miałem dzieci. Wychowywalem się u jego boku. A matka czy taka cierpiąca? Skoro całe życie go ponizala? Nie wiem.
2. Napisałem że jestem w kryzysie, w swoim opisie, ponieważ podczas rejestracji nie było opcji poprostu żonaty.
3. Jestem tutaj bo szukam, próbuje uniknąć błędów.
4. Eromik. Zgadzam się z norbertem, że ci uzależnieni od czegokolwiek to jak laxigen dla ciebie.
5. W życiu można sobie tłumacZyć, że ją sam dla siebie jestem najważniejszy. Ale Jezus mówi. Cokolwiek uczyniliscie jednemu z braci moich najmniejszych, mniescie uczynili. Rozwaga każe myślec, że dotyczy to także tego, czegosmy nie uczynili.
6. Myślę, że za mało w was życia, a za dużo cytatów, linkow....

Kiedyś, kiedy w jakimś problemie, napisałem do kogoś z sychara, ten ktoś powiedzial mi, żeby bardzo ważyć co tu piszą. Bo piszą często w myśl mozgopioracej zasady: najwiekszy problem, to nie mieć problemu.
 
 
Eromik
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-18, 01:18   

Troszkę spasowałeś Norbert, to dobrze.
Chyba musimy sobie coś wyjaśnić.
1. Napisałeś, w postach u góry że robiłeś kroki i terapię na Skaryszewskiej u Jacka R.
Dlatego napisałem Ci, że nie wierzę, że z tego adresu pochodzą takie rewelacje jak ta, że terapia współuzależnienia odczłowiecza, bo te słowa są krzywdą.
Nie robiłam Ci żadnej analizy.
2. Mój punk widzenia osób uzależnionych jest bardzo jasny i czytelny, nikt na całym świecie nie ma patentu ani żadnego pewnego sposobu wyprowadzania nikogo z nałogu. Gdyby taki ktoś był dostałby Nobla. Nie ma żadnej pewności czy wspierająca rodzina jest pomocą czy przeszkodą, nie ma żadnej pewności, że osoba wyalienowana z rodziny podejmie leczenie czy nie. Ponieważ, początek zdrowienia z nałogu rozpoczyna się w sercu chorego, w tajemnicy jego serca, którą zna tylko Bóg.
Ale jedno jest pewne, postępowanie osoby uzależnionej wobec rodziny, żony, dzieci jest przemocą, tak jak nałóg dotyka ciała, psychiki i duszy tak osoba uzależniona dokonuje swoim postępowaniem przemocy wobec tych trzech sfer i wobec swojej osoby i najbliższych. Chociażby zaniedbując rozwój i wsparcie swoich dzieci.
Dlatego jestem przekonana, że trzeba zrobić wszystko aby zminimalizować krzywdę jaką wyrządza i może wyrządzać uzależnienie wobec najsłabszych, którzy niosą na sobie cierpienie nie do udźwignięcia. Separacja chorego pozwala na ocalenie chociaż tych najsłabszych. Nikt nie potrafi mi wytłumaczyć dlaczego dzieci uzależnionego mają nieść ciężar jego choroby. Wytłumaczysz mi to Norbert? a Ty szukający? Dlaczego żony i dzieci uzależnionych mają za czyjś nałóg zapłacić swoim życiem? Kto i komu na to pozwolił?
Dlaczego uzależniony jest biedny i trzeba mu pomóc, a niczemu nie winne dzieci mają być bohaterami? Kilkuletnie dziecko musi być strongmenem? Jak to jest wytłumaczcie mi, bo ja nie rozumiem.
Czy to co pisze jest wymiotne? jest laksygenem?
Jestem osobą współuzależnioną na której w dzieciństwie stosowano przemoc psychiczną przez życie z nałogowcem, a potem dziedzicząc w spadku cały deficyt DDA doznawałam przemocy nałogu w małżeństwie. Nie jestem jedna, jest nas miliony w Polsce. Może bardziej warto pomóc tym najsłabszym? Czy ja kiedyś napisałam, że należy krzywdzić uzależnionego? Nie, nigdy, ale za to zawsze będę mówić, że należy chronić przed krzywdą najsłabszych.

Wiesz Norbert, ta terapia współuzależnienia, jakkolwiek Ty to nazywasz, przywróciła mi życie, pozwoliła mi spojrzeć na życie inaczej, i zrozumieć wiele rzeczy. Pozwoliła mi wrócić do Boga i faktycznie uwierzyć w to, że moja osoba jest dla Boga ważna. I teraz moja relacja z Bogiem jest najważniejsza, bo od tego wszystko się zaczyna.
Dlatego, proszę Cię nie krzywdź innych takimi bolesnymi stwierdzeniami.
 
 
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-18, 08:42   

Eromik napisał/a:
Troszkę spasowałeś Norbert, to dobrze.

hee co to znaczy spasowałes to dobrze??

znaczy się chłopiec trochę jest grzeczny to pozwalam mu wyjśc z kąta???
eromik...eromik mało jeszcze tak naprawde cos ci pomogły te twoje terapie poza odnalezieniem siebie w rzeczywistości

a teraz długaaaaaaaaaaaa droga przed toba...(taki jest mój punkt widzenia)

Eromik napisał/a:
Napisałeś, w postach u góry że robiłeś kroki i terapię na Skaryszewskiej u Jacka R.
Dlatego napisałem Ci, że nie wierzę, że z tego adresu pochodzą takie rewelacje jak ta, że terapia współuzależnienia odczłowiecza, bo te słowa są krzywdą.


12 kroków jako terapie na uzaleznienia???
to jakas totalna bzdura(prosze zapoznaj się ku czemu służy ten program)
Eromik napisał/a:
Mój punk widzenia osób uzależnionych jest bardzo jasny i czytelny, nikt na całym świecie nie ma patentu ani żadnego pewnego sposobu wyprowadzania nikogo z nałogu. Gdyby taki ktoś był dostałby Nobla. Nie ma żadnej pewności czy wspierająca rodzina jest pomocą czy przeszkodą, nie ma żadnej pewności, że osoba wyalienowana z rodziny podejmie leczenie czy nie. Ponieważ, początek zdrowienia z nałogu rozpoczyna się w sercu chorego, w tajemnicy jego serca, którą zna tylko Bóg.
Ale jedno jest pewne, postępowanie osoby uzależnionej wobec rodziny, żony, dzieci jest przemocą, tak jak nałóg dotyka ciała, psychiki i duszy tak osoba uzależniona dokonuje swoim postępowaniem przemocy wobec tych trzech sfer i wobec swojej osoby i najbliższych. Chociażby zaniedbując rozwój i wsparcie swoich dzieci.


kolejny raz zapytam rozmawiałaś kiedys uczciwie z innymi wychodzącymi z nałogu???

czy tylko masz swoje zdanie powstałe na skutek własnych terapi-jakie pozwoliły ci odzyskac zycie(jak piszesz)
i teraz wszystko i wszystkich do jednego wora...

a ja napisze nie ma takiego wora...w jaki da sie wcisnac wszsytkich..

a terapie dla właśnie współuzaleznionych traktuja uzaleznionych(nazwijmy to sprawców)przedmiotowo...
i zamiast udawadniac mi że kolor biały nie jest białym
to poczytaj pierwse lepsze ulotki i opracowania...
Eromik napisał/a:
Dlatego jestem przekonana, że trzeba zrobić wszystko aby zminimalizować krzywdę jaką wyrządza i może wyrządzać uzależnienie wobec najsłabszych, którzy niosą na sobie cierpienie nie do udźwignięcia. Separacja chorego pozwala na ocalenie chociaż tych najsłabszych. Nikt nie potrafi mi wytłumaczyć dlaczego dzieci uzależnionego mają nieść ciężar jego choroby. Wytłumaczysz mi to Norbert?


hee i tu cię mam !!!
eromik najprostrza metoda ..i nie gniewaj się stricto faszystowska...

"chora jednostkę jaka uznamu za chora odizolowac od reszty społeczeństwa"

nie eromik odizolowanie następuje dopiero wówczas gdy zagrozone jest bezpośrednie zycie
ale najpierw trzeba byc człowiekiem by zrozumiec drugiego .
Parafrazując......

chronisz dzieci jakich zakładam ojciec nie radzi sobie ze swoim zyciem,ale jego nieporadnosc nie ma wpływu na bezpośrednie zagrozenie ich życiem tak??

a jaką bierzesz na siebie odpowiedzialnosc że dzieci te wychowaja się w połowicznej rodzinie i bez ojca??

czytaj dokładnie szukajacego...

matka ponizająca ojca nieradzącego sobie z nałogiem...

Eromik napisał/a:
Wiesz Norbert, ta terapia współuzależnienia, jakkolwiek Ty to nazywasz, przywróciła mi życie, pozwoliła mi spojrzeć na życie inaczej, i zrozumieć wiele rzeczy. Pozwoliła mi wrócić do Boga i faktycznie uwierzyć w to, że moja osoba jest dla Boga ważna. I teraz moja relacja z Bogiem jest najważniejsza, bo od tego wszystko się zaczyna.

przywróciła zycie???

i owszem ale czytaj dokładnie chocby posty bywalca (a z nią się wszak zgadzasz)

a przedtem nie potrafiłaś zyć???
zatem kto odpowieda że nie umiałas życ..chory mąz???

czy twoje błedy konstrukcyjne???

to ja podpowiem...
twoje błedy konstrukcyjne

zatem co zrozumiałas z terapi???

czy to że teraz mam się zmienić i pracowac nad soba bo??
sama nie potrafiłam zyc


czy odizolowac kogoś w rodzinie..bo to on winny temu że nie potrafiłam zyc???

eromik....dla mnie to dziwne
terapie,własne doświadczenie zawodowe
a takie błedy echhh
Eromik napisał/a:
Dlatego, proszę Cię nie krzywdź innych takimi bolesnymi stwierdzeniami.

a to już całkowiat wtopa :shock: :shock:

zgodnie z tym czego winnas się nauczyc chocby pod wpływem własnych terapi,naświetlajacych
twoje relacje z mężem

jest to manipulacja uczuciami

ale mnie na to nie złapiesz :-P

eromik sama odpowiadasz za swoje odczucia,emocje,czy tez stan jak sie czujesz czy poczujesz

nie przerzucaj tego ciężaru na mnie

Eromik napisał/a:
Czy ja kiedyś napisałam, że należy krzywdzić uzależnionego? Nie, nigdy, ale za to zawsze będę mówić, że należy chronić przed krzywdą najsłabszych.

no sorry eromik a czy ty jestes Bogiem jaki decyduje

czy sławetnym gestem Julisza Cezara rzucic lwom ..albo darowac życie(czyli kciuk w góre-kciuk w dół)

mnie eromik chodzi o jedno
miej to swoje w sobie i albo na nim pozostań..albo szukaj wiecej i dalej

ale nie narzucaj swego innym (chocby Reginie )
głosząc wszem i wobec że to co masz jest numero uno
pozdrawiam


p.s i mam nadzieję że Danka jako moderator tego działu
nie odbierze mojej stanowczości w poście jako ewentualny atak na cos lub kogoś

nauczony włąsnym doświadczeniem wole uprzedzic fakty :-) :-)
Ostatnio zmieniony przez Norbert1 2012-04-18, 09:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-18, 09:12   

Norbert,syty głodnego nie zrozumie...Wiesz jak trudno wybaczyc? wiesz jak trudno odejść od takiej osoby po latach zycia z alkoholoikiem, narkomanem, osoba która notorycznie zdradza, od psychopaty....?
nie wiesz, nie przeżyłęś tego...masz empatie dziś jak słusznie zauważyleś dziś dopiero nie dlatego ze coś uświadomiłes sobie, ale bardziej dlatego, że sam doświadczasz dziś odrzucenia, sam dziennie sie starasz a mimo twojej dobrej woli, wyciąganej ręki druga strona jest oziębła, torpeduje twoje wysiłki...jakie to budzi uczucia...od złości, gniewu, po poczucie żalu, smutku, niemocy i tak w kółko...każdego dnia wstajesz z nadzieją będe sie staral mocniej, będe bardziej wyrozumiały może w końcu nadejdzie ten dzień...Norbert ty jesteś też tą osoba, która czuje sie że pewne rzeczy zaniedbała, coś swoim zachowaniem przez to utraciła dlatego łatwiej też przyjmowac konsekwencje..ale i tak boli.

A jak sie czuje osoba, która nie była "winna" używając tego niefortunnego zwrotu, która jednak wciąż wspierałą, wciąż czekała aż mąż alkoholik sie opamięta, zaprzestanie ten czy inny uzalezniony wynosic ostatnie pieniądze z domu i nie ma co dzieciom dać zjeść, kiedy przychodzi bije matkę, i przed dziecmi ją poniża, potem jednen, jedna z drugim wychodzi do kasyna na całą noc, a w domu ty znów sama z chorym dzieckiem, zastanawiasz sie co powiedziec kolejny raz na pytanie dlaczego mamusiu taty nie ma, dlaczego on mnie nie kocha? dlaczego tata Maji jest inny, przytula ją, chodzi na plac zabaw uczy jeździć na rowerku, broni, a mojego nigdy nie obchodzi kolejny sukces w zawodach, kolejne wyróżnienie i pochwała, kolejne świadectwo z paskiem, dlaczego nie tłumaczy i nie zna moich przyjaciół, ...oh historii wiele.

Wiesz jak trudno wyjść z takiego uzależnienia od drugiej osoby, czasem odejść nawet i mimo krzywd doznanych mieć empatie, zrozumienie?

Może po przeczytaniu tego uznasz, że empatie może mieć i zrozumienie taka kobieta pomimo, że odeszłą
Ta osoba może sie wydawać komuś bezlitosna , nie wspierająca ale tylko temu kto nie przeży łtego co ona. Nie doznał tych krzywd i cierpienia, nie widział ogroma problemów psychologicznych u jej dzieci, u niej samej, nie przeżył tego wszystkiego...

bo

W społęczeństwie naszym jest przekaz trwać i cierpieć, przekazywany z pokolenia na pokolenie, choć coraz mocniej jednak ten przekaz sie zmienia i chwała Panu za to. Coraz więcej jest jednak kazań z ambony uświadamiających ludzi w tym, coraz mocniej policja interweniuje na korzyśc ofiary, choć to i tak za mało....ale świata nikt nie zbawi swoim uświadamianiem od razu. te wszystkie kobiety i uchroni kolejne pokolenia dzieci od dysfunkcji jakich sie uczą w takich domach....



więc pisze co następuje. W odpowiedzi na uwagi skierowane do mnie.
1. Ojciec wyjechal, za granicę, kiedy ją już miałem dzieci. Wychowywalem się u jego boku. A matka czy taka cierpiąca? Skoro całe życie go ponizala? Nie wiem.
2. Napisałem że jestem w kryzysie, w swoim opisie, ponieważ podczas rejestracji nie było opcji poprostu żonaty.
3. Jestem tutaj bo szukam, próbuje uniknąć błędów.
4. Eromik. Zgadzam się z norbertem, że ci uzależnieni od czegokolwiek to jak laxigen dla ciebie.
5. W życiu można sobie tłumacZyć, że ją sam dla siebie jestem najważniejszy. Ale Jezus mówi. Cokolwiek uczyniliscie jednemu z braci moich najmniejszych, mniescie uczynili. Rozwaga każe myślec, że dotyczy to także tego, czegosmy nie uczynili.
6. Myślę, że za mało w was życia, a za dużo cytatów, linkow....

Kiedyś, kiedy w jakimś problemie, napisałem do kogoś z sychara, ten ktoś powiedzial mi, żeby bardzo ważyć co tu piszą. Bo piszą często w myśl mozgopioracej zasady: najwiekszy problem, to nie mieć problemu.



szukający,

jak po przeczytaniu powyższego umieć...czynić dobro, gdy wciąż zło wokół?
gdy brak sił i nadzieji na poprawe tej osoby? gdy samemu sie już odczłowieczyło po tych wszystkich latach życia przy boku osoby uzaleznionej... jak wspierac kolejny raz, jak już sie nawet nie wie co to miłość, co to litość, tylko nauczyło siębyć twardym by przetrwać... bo inaczej były myśli samobójcze... jak? trwać mimo, że ta osoba nie chce, dalej trwa w swoim uzależnieniu?
piszesz "Wychowywalem się u jego boku. A matka czy taka cierpiąca? Skoro całe życie go ponizala? Nie wiem. "

zatem skąd u ciebie opinia o matce, kto ci ją ukształtował? kto ci wpoił przekonanie to matka ojca poniżała? dziś jesteś dorosły możesz więcej ale potrzeba stanąc z boku by sprawiedliwie ocenic.... czasem to wymaga wiele bólu, zobaczenia siebie jako małęgo chłopca, który nie miał od nikogo wsparcia? matka wrzeszcząca, ojciec nieobecny ani ciałem ani duchem nawet jak był.... kto mocniej powodował wrzaski i poniżania?
 
 
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-18, 09:48   

bywalec napisał/a:
Norbert,syty głodnego nie zrozumie...Wiesz jak trudno wybaczyc? wiesz jak trudno odejść od takiej osoby po latach zycia z alkoholoikiem, narkomanem, osoba która notorycznie zdradza, od psychopaty....?
nie wiesz, nie przeżyłęś tego...masz empatie dziś jak słusznie zauważyleś dziś dopiero nie dlatego ze coś uświadomiłes sobie, ale bardziej dlatego, że sam doświadczasz dziś odrzucenia, sam dziennie sie starasz a mimo twojej dobrej woli, wyciąganej ręki druga strona jest oziębła, torpeduje twoje wysiłki...jakie to budzi uczucia...od złości, gniewu, po poczucie żalu, smutku, niemocy i tak w kółko...każdego dnia wstajesz z nadzieją będe sie staral mocniej, będe bardziej wyrozumiały może w końcu nadejdzie ten dzień...Norbert ty jesteś też tą osoba, która czuje sie że pewne rzeczy zaniedbała, coś swoim zachowaniem przez to utraciła dlatego łatwiej też przyjmowac konsekwencje..ale i tak boli.

A jak sie czuje osoba, która nie była "winna" używając tego niefortunnego zwrotu, która jednak wciąż wspierałą, wciąż czekała aż mąż alkoholik sie opamięta, zaprzestanie ten czy inny uzalezniony wynosic ostatnie pieniądze z domu i nie ma co dzieciom dać zjeść, kiedy przychodzi bije matkę, i przed dziecmi ją poniża, potem jednen, jedna z drugim wychodzi do kasyna na całą noc, a w domu ty znów sama z chorym dzieckiem, zastanawiasz sie co powiedziec kolejny raz na pytanie dlaczego mamusiu taty nie ma, dlaczego on mnie nie kocha? dlaczego tata Maji jest inny, przytula ją, chodzi na plac zabaw uczy jeździć na rowerku, broni, a mojego nigdy nie obchodzi kolejny sukces w zawodach, kolejne wyróżnienie i pochwała, kolejne świadectwo z paskiem, dlaczego nie tłumaczy i nie zna moich przyjaciół, ...oh historii wiele.

Wiesz jak trudno wyjść z takiego uzależnienia od drugiej osoby, czasem odejść nawet i mimo krzywd doznanych mieć empatie, zrozumienie?

Może po przeczytaniu tego uznasz, że empatie może mieć i zrozumienie taka kobieta pomimo, że odeszłą
Ta osoba może sie wydawać komuś bezlitosna , nie wspierająca ale tylko temu kto nie przeży łtego co ona. Nie doznał tych krzywd i cierpienia, nie widział ogroma problemów psychologicznych u jej dzieci, u niej samej, nie przeżył tego wszystkiego...

bywalcu alez ja to rozumiem :lol: :lol:

i bynajmniej ani nie atakuje..eromik..ani nie pisze że postawa jaką przyjeła jest beee

wiesz co jest najprostrze???

właśnie to że ktoś uczciwie i z serca pisze kurcze chciałam inaczej,ale nie potrafie,nie umiem

walcze z tym w sobie
ale
krzywda mnie przytłacza

sama wiesz bywalcu to jest ta włąściwa droga
prawda o sobie

a dzieki tej prawdzie o sobie skoro ktos ją w sobie zna
rozumie i takie kobiety jak Regina
jakie mają jeszcze siłe stac,wspierac ,walczyć
a efektem tego może być ???

zamiast pisac komuś to jest niewłasciwa postawa

przeanalizowac to i spojrzeć

może czegoś jeszcze nie widze ,czegoś nie rozumiem

bywalec napisał/a:
W społęczeństwie naszym jest przekaz trwać i cierpieć, przekazywany z pokolenia na pokolenie, choć coraz mocniej jednak ten przekaz sie zmienia i chwała Panu za to. Coraz więcej jest jednak kazań z ambony uświadamiających ludzi w tym, coraz mocniej policja interweniuje na korzyśc ofiary, choć to i tak za mało....ale świata nikt nie zbawi swoim uświadamianiem od razu. te wszystkie kobiety i uchroni kolejne pokolenia dzieci od dysfunkcji jakich sie uczą w takich domach....


bywalcu tak naprawdę między Bogiem..a prawdą...

trzeba nielada rozeznania..by właściwie wszystko ocenic....

ja jestem zbyt cienki na wnioski
-nawet i w moim własnym życiu
...ale nauczyłem się tylko jednego poprzez własne doświadczenia

sztuki stapania po lodzie i ostrozności

pozdrawiam
 
 
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-18, 10:23   

Norbert1 napisał/a:
trzeba nielada rozeznania..by właściwie wszystko ocenic....


po to sa właśnie Norbet akcje pomocy ludziom na rzecz wychodzenia z takich relacji, uświadamiania ich...że niewidomy z głuchoniemym daleko nie zajdą. Potrzebny jest im przewodnik, a czasem nawet rozdzielenie ich jak mediator nie potrafi do nich dotrzeć, każdemu z osobna inny fachowiec umiejący im ich jężykiem coś przekazać. Ale daremny trud jak ktoś nie chce, uważa że nie potrzebuje pomocy, lub najzwyczajniej w świecie woli życ po swojemu. Czyli czepia sie kolejnej ofiary i razem idą na oślep obijając się, poniżając, wyzywając od głupców.

A wiesz jak idą dzieci za nimi, na początku na oślep, potem schematowo już nauczeni brną w ślepą uliczkę, bo skąd małe dziecko ma wiedzieć jaką drogą gdzieś dojść...

a dowodów naukowych na trwanie w złych stylach wychowawczych jest taki ogrom, że nie trzeba juz nawet tłumaczyć...wystarczy poczytac tu na tym forum, jak życie w takiej rodzinie odbiło się piętnem na ich dorosłym życiu, jakie mają problemy i w jakie związki same sie wikłają...będąc przy tym nieświadomym tego, jęsli pewnych rzeczy ktoś im nie wyjasnił, nie przeszli gduntownej terapii...

ale rozumię twoje zdanie, twoje cierpienie i empatie... ale empatia nie znaczy mówienia nie, nie znaczy godzenia sie na coś to przecież wiesz...kocham ciebie, siebie ale potrafie zadbać sam o swoje potrzeby i interesy, ten zdrowy egoizm tak tu napiętnowany za złe okreslenie już umie stosowac w swoim życiu, wiem czym jest a czym nie jesst... zdrowe dbanie o swoje potrzeby i interesy zyciowe... to mój obowiązek jako dojrzałej dorosłej osoby o siebie i dzieci... męza wspieram, przyjaciól ale nie stawiam przed siebie, znam proporcje wazności i kolejności.

Ale często tylko mi się wydaje, że znam
 
 
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-18, 10:49   

bywalec napisał/a:
ale rozumię twoje zdanie, twoje cierpienie i empatie... ale empatia nie znaczy mówienia nie, nie znaczy godzenia sie na coś to przecież wiesz...kocham ciebie, siebie ale potrafie zadbać sam o swoje potrzeby i interesy, ten zdrowy egoizm tak tu napiętnowany za złe okreslenie już umie stosowac w swoim życiu, wiem czym jest a czym nie jesst... zdrowe dbanie o swoje potrzeby i interesy zyciowe... to mój obowiązek jako dojrzałej dorosłej osoby o siebie i dzieci... męza wspieram, przyjaciól ale nie stawiam przed siebie, znam proporcje wazności i kolejności.

bywalcu hee

rozumiem cię całkowicie ;-)
jak równiez co to zdrowy egoizm i ku czemu słuzy...

znasz zreszta moje zdanie na ten temat.... :-) :-)

nikt nikogo nie winien dzwigac na plecach
...bo to bez sensu

a czemu??
bo zawsze można się narazic na:
własne przemęczenie tym dżwiganiem
lub
zostać oskarzonym przez dżwiganego że nie daje mu się dowolności zycia(własnych wyborów)
bywalec napisał/a:
Ale daremny trud jak ktoś nie chce, uważa że nie potrzebuje pomocy, lub najzwyczajniej w świecie woli życ po swojemu.

no tak
ale czasami bywa także najprostrza forma
że najzwyczajniej w świecie człowiek ograniczony (w swoim )
nie widzi tego ze mu potrzebna ta pomoc

i tu jest chocby cos ....właśnie w stylu "stapania po lodzie"

jak to mu przedstawić jak ukazac.....

miłościa??

czy

radykalizmem???

bez względu co zastosuję..winienem wcześniej pomyslec co przezyje i ten człowiek
zbierając do kupy

swoje emocje..emocje dzieci...emocje tego człowieka

a nie przykładowo kierowac się tylko własnym....




pozdrawiam
 
 
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-18, 11:10   

Norbert1 napisał/a:
jak to pzredstawić jak ukazac.....

miłościa??

czy radykalizmem???


mnie nauczono, że miłością...
może miałam z przyjęciem tej teorii mniejsze problemy jako, że sama mam tendencją do takich uzależnien włąśnie z zależności wynikających z dzieciństwa...

ale według teorii tej jest:
- "Ludzie są wspaniali i mają dobre intencje, tylko niektóre zachowania są kiepskie".

i ja się tego trzymam, widze po przerobieniu swojej "naiwności", że ludzie czynią tak, nie dlatego że chca krzywdzić, ale że nie potrafią inaczej. To jednak nie jest powodem dla mnie, by samej trwac z czyms co jest złe i krzywdzące mnie. Nauczono mnie bronić sie, stawiać granice tak by samemu nie przekraczac w tej samoobronie granic innych. Ze skutkiem raz lepszym raz gorszym wciąż ucze się zdrowego egoizmu dla siebie, dla innych by samemu dla nich nie być kimś kto rani, nie współczuje, ;lub jest naiwny i mało przewidujący. Przecież słowa zapewnienia to tylko chęć wyrażenia postawy, za nią muszą iś czyny. Bez nich słowa są puste, ja powinnam umiec widzieć dla własnego dobra czy te słowa mają pokrycie z rzeczywistoscią w jakiej jestem...
 
 
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-18, 11:31   

bywalec napisał/a:
"Ludzie są wspaniali i mają dobre intencje, tylko niektóre zachowania są kiepskie".


no cóż ja tez tak myslę i tym kieruje się w zyciu..
a co do tego zdania (napisu)

kiedys wisiał w ośrodku przeciwdziałania przemocy w rodzinie na Belgijskiej
:mrgreen: :mrgreen:
 
 
Regina22
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-18, 11:36   

Bywalec

Libido mi nie spadło;) Czuję się atrakcyjna pomimo ubytków być może dlatego że nigdy nie dano mi odczuć ze jest inaczej i mąż również nigdy nie powiedział nic złego na temat mojego wyglądu. Normalnie i regularnie współżyjemy nie mamy z tym problemu może był na początku kiedy zdecydowaliśmy się stosować NPR. Przyznam ze gdy nie wiedziałam że jest uzależniony nie układało się dobrze wynikało to z faktu że mąż sam się zaspokajał że ze mną już nie mógł. Nie wiem dlaczego tak mu zasugerowała ta terapeutka ale mąż żywo zareagował na to negatywnie więc raczej dobrze.
Nie z internetu się dowiedziałam o diagnozie ale na stronie dla współuzależnionych pogadałam z ludźmi którzy powiedzieli na co zwrócić uwagę. Seksoholizm połączony z wydawaniem dużych sum pieniędzy na to potwierdził drugi psycholog i zasugerował terapię w grupie.

Bardzo ciekawa dyskusja się wywiązała przez noc :-)

Mam pytanie co wam dała terapia dla osób współuzależnionych czy możecie powiedzieć że ją przeszłyście i wiecie co i jak czy już tak do końca będziecie osobami wspołuzależnionymi i walczyły ze swoimi słabościami?

Bo zastanawiam się czy jedyną drogą do zrozumienia swoich zachowań jest przejście terapii?

Bo jak czytam Bywalec teraz Twoje wypowiedzi te ostatnie czyli:

ale rozumię twoje zdanie, twoje cierpienie i empatie... ale empatia nie znaczy mówienia nie, nie znaczy godzenia sie na coś to przecież wiesz...kocham ciebie, siebie ale potrafie zadbać sam o swoje potrzeby i interesy, ten zdrowy egoizm tak tu napiętnowany za złe okreslenie już umie stosowac w swoim życiu, wiem czym jest a czym nie jesst... zdrowe dbanie o swoje potrzeby i interesy zyciowe... to mój obowiązek jako dojrzałej dorosłej osoby o siebie i dzieci... męza wspieram, przyjaciól ale nie stawiam przed siebie, znam proporcje wazności i kolejności.
....mnie nauczono, że miłością...
może miałam z przyjęciem tej teorii mniejsze problemy
...i ja się tego trzymam, widze po przerobieniu swojej "naiwności", że ludzie czynią tak, nie dlatego że chca krzywdzić, ale że nie potrafią inaczej. To jednak nie jest powodem dla mnie, by samej trwac z czyms co jest złe i krzywdzące mnie. Nauczono mnie bronić sie, stawiać granice tak by samemu nie przekraczac w tej samoobronie granic innych. Ze skutkiem raz lepszym raz gorszym wciąż ucze się zdrowego egoizmu dla siebie, dla innych by samemu dla nich nie być kimś kto rani, nie współczuje, ;lub jest naiwny i mało przewidujący.

Czy słowa Danki o tym że Bóg jest najważniejszy. To ja doszłam do takich samych wniosków bez terapii. Jestem szczęśliwa, mąż nie jest najważniejszy choć ważny. Również mam hierarchię Pan Bóg numer jeden potem ja i rodzina. Dbam o swój rozwój duchowy, rozwijam zainteresowania i to co robi mąż nie jest dla mnie krzywdzące bo mnie nie rani tym co robi bo uświadomiłam sobie że to przymus wynikający z uzależnienia a nie działanie skierowane przeciwko mnie może dlatego nie mam do niego złości i żalu, co nie wyklucza w mojej postawie twardej miłości i stawiania granic.

Nie zatracam samej siebie w walce o jego wyzdrowienia. Dla mnie osobiście gorsze od opuszczenia mnie przez męża było by wrócenie do tej beznadziejności jaką się czuje jak nie jest się blisko Boga. Nie wiem czemu ale jak jestem z nim blisko to czuję że świat jest piękny, mam wiarę, nadzieję, ufność. Jak ktoś próbuje to zaburzyć albo ja sama się oddalam od razu mam niepokój, zagubienie.

Walczę do póki to co robi mąż mnie ani moich dzieci nie krzywdzi. Dla mnie krzywdą było by gdyby poszedł na prostytutki bo wiadomo zagrożenie zdrowia i życia, czy gdyby posunął się do molestowania dziecka czy gwałtu na mnie.
 
 
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-18, 12:07   

ja nadal uważam, iż sexuolog jest tą osoba pierwszą która wydaje diagnozę. Z jakiś przyczyn wasze pożycie jest małowystarczające dla męża, czegoś mu brak. Są różne formy małych dużych dewiacji, które stymuluja i podniecają a bez których ciężko takiej osobie osiągać satysfakcje z sexu, są pewne zdrowotne uwarunlowania, które mają wpływ na wieksze libido ale tego można sie dowiedzieć tylko od fachowca osoby będącej w temacie. Zbędne gdybania co i dlaczego, jedno jest pewne wizyta mogłaby wiele rozwiać wątpliwości, wnieść coś nowego.

jesli jesteś szczęsliwa bez terapii, bliżej Boga, to ok. Nasze starania powiedzenieci czegoś i tak nic nie dają, masz swoje przekonanie i jest ok. Przyczyną może być rzeczywiście dajesz sobie rade, choć ja mam inne wrażenie ale nie o moje wrażenie tu chodzi tylko twoje...lub najzwyczajniej w świecie nie jest to czas dla ciebie jeszcze...wszyscy mamy swój czas na przyjęcie czegos. Nikt nikogo nie zmusi ani do terapii ani do przyjęcia od innych sugestii jakiś jak sie samemu na to nie pozwala z jakiś przyczyn.

Regino, zycze wam wiele dobrego, zycze bys spotkała w koncu osobe, która wam nakresli powody i raczej uważam, iż terapia grupowa to później, prędzej indywidualna...bo to sfera bardzo intymna człowieka, opowiadać o niej innym cięzko, nawet jak to jest żona, otworzyc przed obcymi w grupie, jak mnie odczytają jeszcze ciężęj ...w gre wchodzi poczucie wstydu, innosci, jakis dewiacji...a nikt nie chce czuć sie inny, zle postepujący...dlatego woli unikac tematu

jedno jest pewne kocha cie mocno mąż a to podstawa wspolnie mozna duzo...
 
 
Regina22
[Usunięty]

Wysłany: 2012-04-18, 12:43   

Bywalec nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego co do mnie napisałaś zwróć uwagę:

Z jakiś przyczyn wasze pożycie jest małowystarczające dla męża, czegoś mu brak. Są różne formy małych dużych dewiacji, które stymuluja i podniecają a bez których ciężko takiej osobie osiągać satysfakcje z sexu, są pewne zdrowotne uwarunlowania, które mają wpływ na wieksze libido

Wiesz o co chodzi? Nie wiem czy tak uważasz czy po prostu tak napisałaś bez zwrócenia uwagi.

Nie wiem czego Was tam uczyli na terapiach ale ja wiem jedno że seksoholik nie jest seksoholikiem dlatego że żona jest brzydka, że mu seksu odmawia że jest mało wystarczająca dla niego albo dlatego że on ma libido większe. Jakby taki był problem to super bo zwyczajnie znalazł by sobie inną :mrgreen:

Mojemu mężowi nie brakuje seksu czy większej stymulacji on MUSI TO ROBIC musi się zaspokajać, musi siedzieć w pornosach, musi ukrywać to przede mną, musi mną manipulować, musi grać biednego byle tylko go tego nie pozbawić a dlaczego bo jest uzależniony nie ma kontroli, nie ma opanowania. Tak jak alkoholik stara się przestać pić i go organizm woła daj mi wódki i wpada w derilium tak seksoholik dosłownie czuje się chory. Mój mąż jak trzeźwieje potrafi załamać się z byle powodu, wpadać w szał, depresję czy czuje jakby go wszystko bolało, sięga po pornosa, rozładuje się i ulga do momentu kiedy ja nie przyjdę następuje wtedy klasyczne ja nic nie zrobiłem, nie wiem o czym mówisz, a potem nie chciałem, zobacz jak długo wytrzymałem, nie wiem co mam robić.

Ja jestem świadoma jego zachowań i mechanizmów uzależnienia dlatego nie wpadam w współuzależnienie z którego to chcecie mnie wyciągnąć a to właśnie dlatego że nie myślę tak jak ty. Bo gdybym nie daj tak pomyślała jak napisałaś podkreślam" Z jakiś przyczyn wasze pożycie jest małowystarczające dla męża, czegoś mu brak"a była taka sytuacja to jak pisałam nałóg też by mnie wciągnął czyli zaczęła bym się narzucać z seksem, nie był by współżyciem małżonków tylko zaspokajaniem potrzeb mojego męża, czytała bym setki porad jak być wprawioną kochanką a potem czuła bym się jak zwyczajna szmata, zdzira czy przedmiot.

[ Dodano: 2012-04-18, 12:57 ]
Pamiętajcie nigdy nie bierzcie sobie do serca tego co Wam mówi mąż alkoholik, mąż seksoholik czy jeszcze inny uzależniony w WAS winy nie ma

Chyba że w jakiś sposób ktoś faktycznie się do tego przyczynił przez zaniedbanie czy celowe działania. Mój mąż zaczął w to wpadać w wieku nastu lat nie miałam na to wpływu ale poprzez seks z nim przed ślubem, czy oglądanie z nim porno czy stosowanie zabezpieczenia nie jako przyczyniłam się do tego ze nie dostrzegłam w porę tego co jest złe w nim.Krótko mówiąc po części jestem sobie wina że mam męża z takim problemem ale nie dam sobie w mówić że to przeze mnie jest uzależniony tak samo wy nigdy nie dajcie sobie wmówić że w was jest wina że ktoś pije czy się zaspokaja.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8