Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Choroba/uzależnienie czy podłość - oto jest pytanie....
Autor Wiadomość
porzucona_33
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-13, 11:58   

Cytat:
A jednak mąz Balki potrafił kontrolować się na tyle,że do domu nie sprowadzał kochanki czyli jakieś panowanie nad sobą miał.
Przeraziło mnie głownie to ,że Balka postawiła tylko granice"tylko w moim domu nie może przebywac kochanka". A z moim mężem może?


Być może dla niektórych wytłumaczenie, że to choroba psychiczna jest swego rodzaju mechanizmem obronnym. W ten sposób sobie tłumaczą rzeczywistość i tak im łatwiej. Mi się to w głowie nie mieści. Zaburzenie psychiczne, które tłumaczy zdradę małżonka - dobrze, że mój mąż o tym nie słyszał bo by się w sądzie powołał i przegrałabym sprawę :) Jak dla mnie, żadna choroba psychiczna nie tłumaczy zdrady, dopóki ktoś ma na tyle rozeznania, że ma rodzinę, żyje, pracuje, romansuje na boku - to znaczy, że pomieszania zmysłów nie dostał, ogarnia swoje sprawy i robi to całkiem świadomie. Nawet umiał się zorganizować z telefonami do kochanki, całe popołudnie w krzakach siedział :) Moim zdaniem cały wątek to jest bezsilność kobiety, która nie ma wpływu na zdradzającego męża i nie umie się od niego odciąć a jednocześnie zaakceptować rzeczywistości, w której się znalazła.
 
 
Anita11
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-13, 13:20   

Dokładnie tak samo myślę.
Przykro mi Balko i Werkaio jeśli sprawiam Wam ból. Jednak czy lepiej uciekac w świat złudnego poczucia:"To nie prawdziwa zdrada tylko choroba" czy może lepiej stanąć w prawdzie?
Nie podważam realiów tej i innych chorób psychicznych, ale żyjemy w świecie gdzie coraz więcej czynów moralnie złych zakrywa się płaszczykiem CHAD,seksoholizmu,ADHD i innych.
 
 
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-13, 13:34   

Anita ,
dorzuć jeszcze "depresję" i DDA
 
 
werkaia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-18, 23:28   

Nie pisałam, przeżywam straszne rozterki emocjonalne, piszecie, że choroba psychiczna nie usprawiedliwia takich czynów, pewnie i nie, ale ja sama nie mogę poradzić sobie ze swoimi uczuciami wobec męża i coraz bardziej uświadamiam sobie, że ja jestem zaburzona, bo nie umiem się od niego odciąć, choć pewnie powinnam postawić granice. Nie chcę aby moje małżeństwo się rozpadło, ale też nie chcę być tak poniżana przez jego czyny. Mimo tylu krzywd, które wyrządził mi i dzieciom, ciągle gdzieś w sercu mam dla niego ciepłe uczucia (i to pewnie jest chore).
Rozmawiałam z księdzem w konfesjonale, powiedział mi, ze rozwód sam w sobie nie jest grzechem, bo małżeństwo sakramentalne i tak trwa, rozwód nie jest jego końcem i czasem tak trzeba właśnie postawić granice, nie można pozwolić się krzywdzić a dzieci zwłaszcza.
Rozmawiam z prawnikiem o składaniu pozwu, ale jedna moja strona krzyczy: zrób to, odetnij się od niego, a druga mówi nie, przecież go kochasz. Jestem rozdarta na pół, zagubiona, nie wiem, co robić. Nie potrafię zdecydować, jak zawsze zresztą.
 
 
AWS
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-19, 18:42   

werkaia napisał/a:
rozwód nie jest jego końcem i czasem tak trzeba właśnie postawić granice, nie można pozwolić się krzywdzić a dzieci zwłaszcza.

Separacja równie skutecznie broni przed krzywdzicielem.
 
 
smutna_twarz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-19, 23:28   

Anita11 napisał/a:
Dokładnie tak samo myślę.
Przykro mi Balko i Werkaio jeśli sprawiam Wam ból. Jednak czy lepiej uciekac w świat złudnego poczucia:"To nie prawdziwa zdrada tylko choroba" czy może lepiej stanąć w prawdzie?


A o jakiej prawdzie mowa? Może źle zrozumiałam, ale mam wrażenie, że podtekst jest typu: stań w prawdzie i powiedz sobie uczciwie, że mąż to drań i świnia...
A przecież nikt się takim nie urodził. Coś się w jego życiu wydarzyło, że podejmuje wybory, które krzywdzą jego samego.

Mamy taki stereotypowy obraz choroby psychicznej: człowiek z pianą na ustach miota się i gada od rzeczy. A przecież zaburzenia psychiczne mogą być bardzo różne. Dlaczego stwierdzenie choroby ma być ucieczką w świat złudnego poczucia??????

Dla chorego - z punktu widzenia odpowiedzialności za czyny - nie ma znaczenia, czy uważa się za chorego czy nie. Tzn, jeśli nie czuje żalu za zło, które wyrządził, to nie będzie go czuł niezależnie od tego, czy to zło wynikało z choroby czy nie. Natomiast przyznanie się: "jestem chory" zwykle skutkuje podjęciem leczenia lub przynajmniej poszukiwaniem sposobów leczenia.
Z kolei dla osoby skrzywdzonej informacja :"mąż nie jest zły, jest chory" może być kluczowa, bo znacznie ułatwia wybaczenie, które w efekcie jest początkiem zdrowienia i leczenia ran. Osobiście uważam, że właśnie ta postawa jest trudniejsza, łatwiej nam wygrażać, że mąż okazał się draniem - dlatego zupełnie co innego uważam za "stanięcie w prawdzie" oraz "ucieczkę w świat złudnego poczucia"



Cytat:
Nie podważam realiów tej i innych chorób psychicznych, ale żyjemy w świecie gdzie coraz więcej czynów moralnie złych zakrywa się płaszczykiem CHAD,seksoholizmu,ADHD i innych.


A może jest trochę inaczej - może to nie czyny złe zakrywane są płaszczykiem, tylko po prostu coraz więcej w naszym społeczeństwie zaburzeń? Z pokolenia na pokolenie coraz więcej dzieci wzrasta w rodzinach dysfunkcyjnych, te zjawiska będą się niestety pogłębiać. Uzależnienia są w czołówce, jeśli chodzi o skutki wzrastania w rodzinach, które są niepełne, gdzie brak równowagi emocjonalnej, gdzie rodzice nie mają czasu dla dzieci...

Tu na forum bardzo popularny jest program 12 kroków. Może warto przypomnieć, że został on stworzony przez dwóch alkoholików - ot takich samych "drani" i "łajdaków", co to krzywdzili swoich bliskich, kłamali, okradali i zdradzali... W czasach, kiedy go tworzyli i zakładali pierwsze grupy AA również alkoholizm nie był definiowany jako choroba.
 
 
Olga1968
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-20, 12:41   

Wykrzywianie rzeczywistości w postaci wytłumaczenia, że to choroba jest niestety mocno szkodliwe. Powiedzenie, że ktoś jest chory i dlatego tak postępuje, zamiast powiedzenie, że jest podły i robi coś z premedytacją jest wygodniejsze.
Za moich szkolnych czasów nie było dzieci z ADHD, były za to łobuzy, nie było dyslektyków, były lenie śmierdzące. Wtedy rodzice poświęcali więcej uwagi dzieciom, na to co robią, jak się uczą, z kim się zadają, dziś rodzice gonią za pieniądzem, a poza tym czasem tak wygodniej, że dziecko siedzi przed komputerem, łomocze w kolejną idiotyczną grę, którą kupili mu rodzice. Siedzi w domu i wydaje nam się, że mamy dziecko pod kontrolą, bo jest w domu. Guzik prawda, agresja z gier, przenosi się na realne życie w szkole i tu jest problem. Kiedyś jak się dzieciak wyganiał po podwórku, przychodził brudny do domu, to w szkole był w miarę grzeczny. Jasne zdarzały się ewenementy jak mój kolega Marek :mrgreen: Tego energia roznosiła ciągle, był od potopu świata. Nikt mu nie wróżył świetlanej przyszłości. Miał być bandytą, złodziejem i generalnie degeneratem. Kim jest dziś? Jest księdzem, nadal energicznym i szalonym, ale teraz to swoje szaleństwo wykorzystuje w pracy z młodzieżą, trudną młodzieżą. Kochają go za jego głupie pomysły i szanują, bo to ich ksiądz Marek. Drugi przykład to ja sama. Wcielenie durnoty i genialnych pomysłów. Grałam z chłopakami w gałę, zośkę, łaziłam po drzewach i w sumie wszędzie tam, gdzie udało mi się wleźć. Koronnym wyczynem było wejście po rusztowaniu remontowanego budynku i skoczenie z 2 piętra na pryzmę piachu. Ze złamaną łapą, ale szczęśliwa wkroczyłam do domu. Co zrobiła matka? Najpierw dała mi w dupę, a później zaprowadziła na pogotowie do zagipsowania. Usłyszała wtedy, zeby lepiej trzymać mnie w domu, bo śmiercią naturalną to ja nie umrę. Jakie dostawałam kary? Przecudne, np tydzień chodzenia w spódnicy. Obciach, bo przecież nie wejdę w kiecce na drzewo, obciach bo nie pogram w gałę, obciach bo generalnie ja byłam wtedy chłopakiem, a chłopaki w spódnicach nie chodzą :mrgreen: Czy wyrosłam na degenerata, z zaburzonym postrzeganiem rzeczywistości i własnej płciowości? Nie, wyrosłam na silną kobietę, która po imieniu nazywa to co zrobił mi mąż. Może łatwiej by mi było gdybym powiedziała...Ojej, biedny ten mój Tomuś, alkoholik, hazardzista, babiarz, ale chorutka chudzinka, kocham go bo przecież mam być z nim w zdrowiu i chorobie. A guzik, pogoniłam, nie nazywałam jego ulubionych zajęć chorobą, tylko zwykłym gnojstwem, by nie nazwać dosadniej.
Łatwo nam powiedzieć oj chory, nie wie co robi. Nic z tego, gdyby był niepoczytalny, nikt by mu nie zezwolił na zawarcie małżeństwa. Skoro potrafi się ogarnąć, kiedy tego chce, znaczy nie jest niepoczytalny. Tyle w temacie, ulało mi się, bo kolejny raz wybielane są osoby, które świadomie i z premedytacją krzywdzą swoich bliskich.
 
 
Olga1968
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-20, 13:02   

Muszę jeszcze coś dodać. Jestem palaczką, kopcę faje, nałogowo. Czy jestem chora? Nie, jestem głupia, bo się świadomie truję. Moje uzależnienie, póki co szkodzi tylko i wyłącznie mi. Nie palę w domu, nie palę w miejscach niedozwolonych, nikomu nie dmucham w nos i nie narażam nikogo na bierne palenie. Gdybym znalazła się w sytuacji, że muszę wybrać, czy kupić jedzenie, czy faje, kupiłabym jedzenie, nie ma z tym problemu. Mam okresy, kiedy nie palę nawet kilka miesięcy, ot tak sobie, przestaję i koniec. Za jakiś czas wracam do palenia, ale wynika to tylko z mojej głupoty a nie z choroby, bo jestem gdzieś na grillu i wtedy mam ochotę zapalić i palę. Dlatego tłumaczenie wszystkiego chorobą, jest właśnie chore.
 
 
porzucona_33
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-20, 14:09   

Olga - świetny wpis! :)))
Ja też palę - ale ja palę bo jestem rozwiedziona, żyję w stresie i mam swoje powody - jakich nie mają niepalący:PP Ja sobie lubię czasami tak powiedzieć, żeby nie widzieć faktu, że jestem w nałogu i nie chce mi się wziąć za siebie :) ;)
 
 
DHL1
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-20, 16:07   

Olga1968 napisał/a:
Jestem palaczką, kopcę faje, nałogowo. Czy jestem chora? Nie, jestem głupia, bo się świadomie truję. Moje uzależnienie, póki co szkodzi tylko i wyłącznie mi. Nie palę w domu, nie palę w miejscach niedozwolonych, nikomu nie dmucham w nos i nie narażam nikogo na bierne palenie. Gdybym znalazła się w sytuacji, że muszę wybrać, czy kupić jedzenie, czy faje, kupiłabym jedzenie, nie ma z tym problemu. Mam okresy, kiedy nie palę nawet kilka miesięcy, ot tak sobie, przestaję i koniec. Za jakiś czas wracam do palenia, ale wynika to tylko z mojej głupoty a nie z choroby, bo jestem gdzieś na grillu i wtedy mam ochotę zapalić i palę. Dlatego tłumaczenie wszystkiego chorobą, jest właśnie chore.

No taaa tak samo sobie właśnie tłumaczy alkoholik-Ja jestem alkoholikiem??
mogę przestać pić kiedy będę chciał -nieraz nawet miesiąc nie zaglądam do butli.
Tak samo sobie tłumaczy hazardzista-ja jestem nałogowym hazardzistą?
gram i przecież wygrywam -a tym wygraniem buduje domowy budżet,zreszta mogę przestać kiedy chcę.
Tak samo sobie tłumaczy babiarz-i co że lubie kobitki-przecież jestem normalnym facetem,a w facecie to normalne że ciekawią go kobitki....
i tak można mnożyc przykłady.
Zatem czy uzależnienie jest rodzajem choroby???
Ano jest Olu jakims rodzajem pochorowania umysłu
bo ci ludzie bez specjalnej pomocy z zewnątrz,bez terapii,bez naprawienia co w nich złe i pogibane-sami sobie nie dadzą rady.
Palenie to akurat wersja light przy tym wszystkim -a i ona wielokrotnie spoczywa na pitoleniu .
Rzuce te faje i koniec-a ilez to zaparcia i motywacji włąsnej czasem to wymaga.

I w tym miejscu wypada się zapytać-
na czym polega małżeńska odpowiedzialność za drugiego??
Jaka forma jest lepsza?
1/Czy świadome działanie w rozwiązywaniu wspólnego problemu??
Czy odcięcie się od problemów???-czasami bardzo wygodnickie

Zatem nazwałaś czyny męża po imieniu -super.
Pogoniłaś go by rozwiązywał problem sam-super.
Zresztą pewnie drań udaje i kombinuje .

OK

I co dalej????
 
 
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-20, 16:22   

Olga pisze|:

Cytat:
Skoro potrafi się ogarnąć, kiedy tego chce, znaczy nie jest niepoczytalny.


Otóż to!
Jak chcą to potrafią i to jak!
Już kochanki o tym najlepiej wiedzą jakie to czarusie z tych czadowców są. ;-) .
Wszak małżeństwa z nimi popełniają, kredyty biorą, dzieci im rodzą, zatem wiele wiarygodności muszą sobą owi "chorzy" przedstawiać, że kobity, mimo interwencji ich żon, z takimi chorutkimi się wiążą o nic się nie obawiając.

W naszym społeczeństwie wszystko musi być ometkowane. Zwykłemu draństwu terminy medyczne się nadaje, chyba żeby splendoru mu dodać.
I w żadnym wypadku nie nazywałabym uzależnień chorobami. Owszem skutki uzależnień dają obraz chorobowy, ale w moim odczuciu, same chorobą nie są.
Na nikogo nie spada jak grom z jasnego alkoholizm, narkomania, seksoholizm, uzależnienie od gier hazardowych czy nawet obżeranie się i wiele innych - to wszystko ma swój początek i zawiera w sobie WYBÓR, uruchomienie WOLI, gdzie chorzy np. na SM wyboru nie mają. Tak więc...

BTW, Olga podziwiam za przytomność umysłu i nie tylko :-)
 
 
DHL1
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-20, 16:28   

porzucona_33 napisał/a:
Olga - świetny wpis! :)))
Ja też palę - ale ja palę bo jestem rozwiedziona, żyję w stresie i mam swoje powody - jakich nie mają niepalący:PP Ja sobie lubię czasami tak powiedzieć, żeby nie widzieć faktu, że jestem w nałogu i nie chce mi się wziąć za siebie :) ;)

Otóż to
jak działa umysł uzależnionego??
palę bo sters. .pale bo powody..palę bo ciężka sytuacja osobista.
A przecież w takim stresie jakiegoś nieradzenia sobie z własną sytuacja można i ciągać za kieliszek-prawda??
Bo to odstresuje :mrgreen: :mrgreen:

A jak wnioskuje Olu to porzucona nie gada od rzeczy,nie trzęsie się na co dzień,nie majaczy,nie cieknie jej slina,nie ma skołatanego spojrzenia i nie wykonuje dziwacznych paranormalnych funkcji na co dzień.
Zatem zdrowa jak byk!!!(oczywiście byk w rodzaju żeńskim)
To nieważne że uzależnienie przedkłada na swój sposób myslenia, nie istotne że tak to tłumaczy.
No bo w 100% zdrowa to kobitka .
A jednak nie całkiem i nie do końca-wie że pali,zapewne wie że faje to zło-ale własne wewnętrze rozwiązania podpowiadają jej że tak włąśnie rozładuje się stres i problem...
Do czego zmierzam?

Znam dokładnie akurat taki typ kobiety uważającej skoro ja sama rozwiązywałam własne problemy ,skoro mam tą zdolność -to inni tez musza potrafić.
A jak tego nie robili to mistyfikacja.
Nie rozumie i nie rozumiała tylko ta kobieta że to co dla niej proste-dla innych nie jest prostym i w przeszłości także nie było-
i ci ludzie:
czegoś musieli się nauczyć by wiedzieć że coś można prościej

pozdrawiam
ps porzucona sorry za te skrajne przykłdy :lol:
Ostatnio zmieniony przez 2014-06-20, 16:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Olga1968
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-20, 16:33   

Norbert, widzisz ja mam problem z napisaniem tego co gadam :mrgreen: Chodziło mi o to, że ja jestem swiadoma swojego nałogu, wiem, że jestem uzależniona, ale póki co nie nazywam go chorobą, tylko głupotą, własną głupotą. Czy moje uzależnienie komuś szkodzi? Nie, bo tak jak pisałam, nikogo nie narażam na wdychanie mojego nałogu. Nikt nie chodzi przez moj nałóg głodny, czy bosy. Gdyby tak miało się stać, to wiem, że z fajami koniec. Za to nałogi mojego męża niszczyły rodzinę, nie wspomnę o psychice, ale o codzienny byt. Kiedy stawał przed wyborem buty dla dziecka, czy flacha, albo kolejne zakłady u buka, to przecież pada deszcz, młody może siedzieć w domu. Najpierw tłumaczyłam, później gderałam, na koniec darłam ryj i zawsze słyszałam, że jestem psychiczna i mam sie leczyć, bo on nie jest chory. Zadłużone mieszkanie? Matce powiedział, że przeze mnie bo ja wydaję kasę bez opamiętania. I miałam dalej tkwić w przekonaniu, że on jest chory? Robił to świadomie, nie był w amoku, opętaniu, czy innym dziwactwie, robił to bo lubił, tak jak ja lubię palić.
Co dalej? Nie mój biznes. Ratowałam, próbowałam, prowadzałam na terapię i jak krew w piach. To ja jestem psychiczna. Odpięłam więc łańcuch, puściłam wolno, dałam to o czym marzył. Teraz to już problem jego nowej partnerki. Może lubi zasypiać obok chłopa cuchnącego alkoholem, może lubi tyrać od świtu do nocy i płacić jego długi i alimenty. Różne są zboczenia i może to daje jej poczucie spełnienia. Niechby pił, niechby bił, byleby był. Pewnie znów zamotałam, ale ja zawsze zamotana jestem :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
 
 
DHL1
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-20, 17:15   

Olga1968 napisał/a:
Norbert, widzisz ja mam problem z napisaniem tego co gadam :mrgreen:
Co dalej? Nie mój biznes. Ratowałam, próbowałam, prowadzałam na terapię i jak krew w piach. To ja jestem psychiczna. Odpięłam więc łańcuch, puściłam wolno, dałam to o czym marzył. Teraz to już problem jego nowej partnerki. Może lubi zasypiać obok chłopa cuchnącego alkoholem, może lubi tyrać od świtu do nocy i płacić jego długi i alimenty. Różne są zboczenia i może to daje jej poczucie spełnienia. Niechby pił, niechby bił, byleby był. Pewnie znów zamotałam, ale ja zawsze zamotana jestem :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Olu nie gniewaj się że sprowokowałem Ciebie do napisanie dokładnie tego co jest sednem-sprawy. :mrgreen: :mrgreen:
Po prostu jak ktoś czyta to pierwszy raz -to może otrzymać zagubiona formę działania.
Teraz po powyższych słowach jest oki...bo to przekrój-obraz wsiego.

Masz rację ze spuściłaś ze smyczy..a skoro zostajemy w temacie smyczy,to sam uważam że wieloletnie prowadzanie na smyczy i ciągłe powtarzanie ..tu nie siusiaj ..tu nie wolno..tak nie wolno.
to człek jedynie
Zrywa gardło i głosi morały jak obuchem w ścianę :lol: :lol:
Trza czasami dokładnie w tej formie:
spuścić i niech lata-
bo pozostaje to jako jedyna forma tego że delikwent sam załapie,a jak załapie to znajdzie
i pomysły i środki na rozwiązanie problemów.

Rozumiem i dzięki że uzupełniłaś to w całość...
a co do papierosów...uffff
sam podejmuję z tym walkę...mam już mega świadomość
że:
szkodzą, że człek czasami nimi śmierdzi,że finanse(ile to z dymem leci :mrgreen: )
no ale też kombinuje jak mogę-by nie stanąc z ryjkiem przed lustrem i wypalić
Kończysz już -czy nie!!!

i tak sobie kombinuje i wykombinowałem e papierosa-no mam
i zobaczymy co dalej....
Lecz jak to nie patrzeć -to wciąż kombinacja
A skoro o kombinacji :lol:

Olu nie ma co kombinować dlaczego napisałem w tym temacie

to przez moja zadrę w sercu (jaka tkwi)
a zadra zwie się :
skreślenie z życia

pozdrawiam
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,18 sekundy. Zapytań do SQL: 11