Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Czy warto w ogóle ratować narzeczeństwo?
Autor Wiadomość
duszka
[Usunięty]

  Wysłany: 2016-12-11, 23:37   Czy warto w ogóle ratować narzeczeństwo?

Zaczęłam opisywać sytuację, ale skasowałam finalnie, bo dużo się tego nazbierało.
Związek 6,5 roku. 32 i 36 lat.
Miał być ślub, nie było. Została tylko sukienka. Rozstał się ze mną narzeczony, wcześniej przełożył ślub. Teraz co jakiś czas pisze smsy: typu: wybacz mi, że Cię skrzywdziłem/czy ja obwiniałem Cię za moje emocje,bo tak myślę że cię mocno tym krzywdziłem/różne rozkminy czemu się tak zachowywał/"też mam swoje deficyty"/że niby widzimy ten sam cek, a nie umiemy się porozumieć w samej drodze do niego i że głupie to.
-wygląda to tak, jakby wcale nie chciał się rozstać.

Wina ewidentnie leży po obu stronach
Dodam, że nie chce teraz wrócić. Puścił "mnie wolno" jak sam pisze. Nie powiedział, że rozstaje się ze mną ostatecznie, sam nie wie. W życiu ma duży problem z podejmowaniem decyzji. Historia jak zagmatwana i różnie bywało, ale się bardzo kochaliśmy/kochamy. I zawsze się staraliśmy. Aż do teraz. Zdrada nie wchodzi w grę, nie było jej.
Mieszkamy teraz w różnych miastach, bo ja wyjechałam. Nie mogłam już tam być. Jestem emocjonalnie rozwalona. Rzuciłam pracę tam też.

Mogę przedstawić sytuację, ale to dużo informacji...
I teraz pytanie:
Czy warto ratować w ogóle narzeczeństwo? Czy to świadczy o tym, że małżeństwo może nie wyjść?
Czy jak nie umiemy się porozumieć to znaczy, że trzeba sobie odpuścić? Czego nie potrafię zrobić, chociaż chyba nie mam wyjścia.

[on ma za sobą dwa poważne związki, w których jeden -zdradziła dziewczyna, drugi: odwołany ślub,narzeczona go zdradziła/wielka trauma,2008 r.]

Z góry przepraszam, jeśli to forum nieodpowiednie do tego. Możecie skasować. Po prostu nie umiem sobie poradzić w żaden sposób z rzeczywistością :(
 
 
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 06:21   

Wtaj Duszko :-) Słusznie zrobiłaś nie opisując zbyt szczegółowo swojej sytuacji, to mądre postępowanie.
Pytasz, czy to właściwe forum.... Być może właśnie najwłaściwsze, bo masz szansę uczyć się na błędach innych. Co prawda nie ten dział ;-) , bo mamy u siebie Kącik dla narzeczonych, ale na razie tak to zostawmy :-)

Przeglądałaś może nasze forum? Sporo wątków znalazłabyś podobnych do swojej sytuacji, tylko kilka/kilkanaście lat później.
W takich sytuacjach zawsze sugerujemy "zajmij się sobą" - tj. w oparciu o Boże światło oglądamy siebie, swoje deficyty, które miały wpły na tę sytuację, a następnie rozeznajemy, co w tej konkretnej sytuacji będzie wolą Bożą.
Bo zakładam, że jesteś osobą wierzącą?
 
 
duszka
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 10:12   

Dziękuję Ci za odpowiedź.
Tak, jestem osobą wierzącą. Teraz się na nowo nawróciłam, kolejny raz po może rocznej przerwie...
 
 
Kari
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 10:50   

Duszko, bardzo dobrze (wg mnie), że zmieniłaś miejsce zamieszkania, otoczenie. Doradzałabym na ten moment całkowite odcięcie kontaktów, żeby zregenerować siebie, przeżyć można powiedzieć żałobę po związku, uporać się z traumą, która niewątpliwie była Twoim udziałem.
To co napisała Nirwana : "zajmij się sobą", ja bym dodała wielowątkowo, czyli nie tylko analizowanie swojego udziału w tej sytuacji, ale też budowanie siebie i swojego świata na nowo. Warto w ogóle ten świat na nowo odkryć i znaleźć w nim miejsce dla siebie.

Narzeczony wystosował konkretny komunikat i tego trzeba się trzymać, nie prowadząc rozważań, że może on jednak chce, mimo, że nie chce. Zostaw go całkowicie, jeśli wolą Boga będzie, żebyście jednak kiedyś byli małżeństwem to okoliczności się pojawią.
W moim pojęciu to nie jest kandydat do małżeństwa, ma jakieś swoje poważne problemy, z którymi nie wiadomo czy się upora. I dobrze się stało, że do ślubu nie doszło, bo tak jak Nirwana napisała są tu osoby w tej sytuacji tylko trochę lat później.
A Ty masz czystą kartę. Poczuj się wolna i uciesz się tą wolnością.
Daj sobie czas, bo to czego doświadczyłaś po prostu boli, pomaga na to zaangażowanie się w różne sprawy (wypełniony grafik), dużo znajomych i Bóg jako najbliższa Osoba.
 
 
duszka
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 11:26   

Właśnie to jest ciężkie, że to nawet nie jest bardzo konkretny komunikat. Co jakiś czas do mnie pisze smsy... Czasem myślę, że mam już sprany mózg.

Takie informacje. Z listu rozstaniowego:
Widzisz powiedzialas, ze nie potrafie radykalnie zakonczyc. Bo w sumie to ja taki nie jestem. Ty oczekiwalas, ze ja Ci powiem, ze na pewno z Toba nie bede itp. A ja Ci powiedzialem, ze ja nie znam przyszlosci, nie mam zielonego pojecia co mi sie wydarzy w zyciu, bo cale zycie planowalem i nic z tego nie wychodzilo.

<<< to mnie rozwala totalnie.

Macie rację, że muszę zająć się sobą. I odciąć się. Ale ciężko. Zaczęłam odmawiać NP też.

Zastanawiam się tylko czy odpisywać mu na smsy typu:
wybacz mi, że Cię skrzywdziłem/czy ja obwiniałem Cię za moje emocje,bo tak myślę że cię mocno tym krzywdziłem(niestety złamałam się i odpisałam lakonicznie po tygodniu: Tak, robiłeś tak.
To mi pisze na to, żeby mu napisać w czym to się objawiało bo często nie widzi swoich reakcji czy emocji.
Nie chcę lekceważyć tego co pisze, z drugiej strony nie wiem po co do mnie to pisze...
On jest w terapii od ponad roku. Mam wątpliwości co do kompetencji tej terapeutki(niektóre rzeczy mi opowiadał...) choć on jest zadowolony. Moim zdaniem ma rys narcystyczny
Też mam za sobą chodzenie do psychologa, ale teraz czuję, że nie potrzebuję, że i tak muszę się sama z tym zmierzyć.

To niby nie małżeństwo, a cierpienie podobne :(
 
 
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 11:35   

Duszka

Wyobraź sobie, że jesteś już po ślubie ze swoim byłym narzeczonym. I co wtedy?
Wiem, że to boli, ale na pewno mniej, niż gdyby to było już po ślubie. Wtedy konsekwencje są poważniejsze.

duszka napisał/a:
Moim zdaniem ma rys narcystyczny

To uciekaj, gdzie pieprz rośnie. Chciałabyś mieć za męża piotrusia pana?
 
 
duszka
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 11:46   

Zatrzymuje mnie to, że on jest naprawdę otwarty na zmiany. Chodzi na terapię i jest otwarty na to co mówię.

Pewnie też bym tak komuś obcemu doradziła, co innego jeśli dotyczy to nas, Jednak czuję, że to bardzo wartościowa relacja. Wiele naszych przyjaciół trzyma za nas kciuki pomimo wszelkich trudności.

Ten rys narcystyczny to są moje podejrzenia, więc nie prawda objawiona.
Bardzo Wam dziękuję za odpowiedzi.
 
 
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 11:49   

Duszka

A jak wyglądał dom rodzinny Twojego narzeczonego?
Nie było tam alkoholu lub rozwodu?
 
 
duszka
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 11:53   

alkoholu nie było i rozwodu też nie.
Ojciec mojego byłego jest pracoholikiem. Więc mój były narz. właściwie wychowywał się bez ojca na codzień, przez kobiety. Ma problem z braniem odpowiedzialności za kogoś i ogólnie z męskością. Nie miał żadnych kumpli, tak naprawdę dopiero "za moich czasów" się pojawili, ja też zwracałam na to uwagę, żeby się spotykał z kumplami i przyjaciółmi facetami. A nie przyjaciółkami.
 
 
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 11:57   

Może być trudno... :-(
 
 
duszka
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 11:59   

Tak wiem to niestety i z tym się liczę.

Jednak ten związek miał bardzo dużo czułości, wysłuchiwania siebie... Nie wspomnę o wspólnych zainteresowaniach i reszcie zalet. Dlatego mi szkoda jak diabli.
Niestety komunikacja bardzo zawodziła mocno. Dużo złego OBOJE zrobiliśmy.
 
 
duszka
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 12:23   

Widzę, że nie mogę już edytować posta, więc dodaję drugi.

W życiu bym nie trafiła na to forum, gdyby mój były narz nie pisał tutaj 7/8 lat temu(!) jak zdradziła go narzeczona. Co za ironia losu :-? Coś kiedyś wspomniał o tym, że szukał tutaj pomocy i miriam mu pomogła... Mam czasem dobrą pamięć...
 
 
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 12:26   

Duszko, tak forum działa, że edytować swój post możesz tylko przez kilka chwil po wysłaniu, potem tylko moderatorzy mogą w nim zmiany nanosić.
 
 
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-12, 13:01   

Cytat:
Dodam, że nie chce teraz wrócić. Puścił "mnie wolno" jak sam pisze.
Nie powiedział, że rozstaje się ze mną ostatecznie, sam nie wie.

36 letni mężczyzna, sam nie wie?
duszka napisał/a:
Nie chcę lekceważyć tego co pisze, z drugiej strony nie wiem po co do mnie to pisze...

A jak myślisz, po co pisze? Domyślasz się wielu innych rzeczy a ja myślę, że ten temat powinien Cię zająć szczególnie, zwłaszcza że dwukrotnie wspominasz o domniemanym rysie narcystycznym. Czyli pewne aspekty jego osobowości zapewne na to wskazują skoro w ogóle o tym wspominasz. Nawet jeśli nie jest to prawda jak piszesz objawiona to jednak jest jakiś niepokój i podstawy by owa myśl się pojawiła.

duszka napisał/a:
on ma za sobą dwa poważne związki, w których jeden -zdradziła dziewczyna, drugi: odwołany ślub,narzeczona go zdradziła/wielka trauma,2008 r.]

Jesteś absolutnie pewna, że było właśnie tak jak on przedstawił te historie? Czy źródłem tej wiedzy jest tylko i wyłącznie jego "zeznanie"? Bo jeśli tak, to wg mojej opinii należałoby mieć dużą wątpliwość co do jego wiarygodności.

duszka napisał/a:
-wygląda to tak, jakby wcale nie chciał się rozstać.

Ależ on się rozstał, pozostawiszy Ciebie, jak piszesz, emocjonalnie rozwaloną.
Skąd zatem wnosisz że on się nie chce rozstać. Że pisze smsy, że nie pozwala Ci zamknąć tego rozdziału, że steruje Twoimi emocjami bądź karmi się nimi, że nie chce pozbawić się kontroli nad Tobą mimo że sam nie ma nic Tobie do zaoferowania?
duszka napisał/a:
Zatrzymuje mnie to, że on jest naprawdę otwarty na zmiany. Chodzi na terapię i jest otwarty na to co mówię.

Samooszukiwanie się ma różne twarze......To on kontroluje sytuację, nie Ty "rozgrywasz" ale wygląda że jesteś z powodzeniem "rozgrywana".

sorry za mocne słowa ale widzę, że póki co, mimo trudnego doświadczenia, jesteś wciąż nastawiona na autodestrukcję.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8