Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Nirwanna
2016-09-14, 06:53
Zdradził, nie żałuje, nie odchodzi
Autor Wiadomość
Hania-żona
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-12, 21:23   Zdradził, nie żałuje, nie odchodzi

Witajcie Kochani

Bardzo długo nie chciałam się tu zarejestrować, bo przecież jeszcze tydzień-dwa i Bóg uczyni cud. I powstaniemy, Mąż przeprosi. Jasne...

Nasz kryzys trwa już ponad rok. Dla jednych mało. Dla mnie – wieki całe. Jesteśmy małżeństwem od 9 lat. Jesienią ubiegłego roku i mój Mąż, i moja koleżanka (która ma również Męża i Dzieci), która z nim pracuje, zaczęli się ode mnie oddalać. Zimą czułam że jest coś bardzo źle. Kilka tygodni później mój Mąż powiedział wszem i wobec, że nie wie, czy mnie kocha, bo zupa za słona, bo gary nieumyte... Słuchałam tego i nie wierzyłam. Jeszcze we wrześniu Mąż czekał na mnie po powrocie z pracy z czekoladkami, byliśmy szczęśliwi we Wspólnocie, do której należeliśmy, obydwoje byliśmy zadowoleni ze swojej pracy, Dzieci mamy cudowne... A teraz taki straszny kryzys?

Coś mi jednak nie grało w jego tłumaczeniach. Coraz częściej zostawał dłużej w pracy. Pewnego razu znalazłam dowody zdrady z tą koleżanką. Mąż wszystkiego się wyparł a mnie uznał za wariatkę, która ma obsesję na punkcie tej kobiety.

Kolejne tygodnie stawałam na rzęsach, żeby obiady były dobre, naczynia umyte... Ale nic się nie zmieniało. W końcu znalazł się kolejny dowód zdrady, już nie do podważenia. Jakiś czas Mąż był skruszony. Ale potem oziębłość wróciła. Mąż zaczął mnie oskarżać o niepotrzebne kontakty z mężem koleżanki (które nie mają absolutnie żadnego podtekstu towarzyskiego i wszyscy o tym wiemy), o to, że rozmawiałam z naszymi przyjaciółmi i prosiłam ich o pomoc, o radę, o modlitwę.

Od tamtego momentu, Mąż raz mówił, że wszystko skończone, by kilka tygodni później powiedzieć, że jednak uczucie do koleżanki jest prawdziwe. Później mówił, że to skończył, ale bez żadnej skruchy.

Kochani, piszę do Was, ponieważ już nie wiem, co mam robić. Z jednej strony ten koszmarny czas jest czasem mojego nawrócenia, kiedy z osoby praktukującej i - jak sądziłam - wierzącej, stałam się teraz naprawdę wierząca. Zrozumiałam również to, co sama dołożyłam, że doszło do zdrady. Jestem naprawdę świadoma moich wad i chcę nad nimi pracować.

Co robić w sytuacji, gdy wszystko we mnie czuje, że mąż mnie dalej kłamie, że ten romans trwa? Gdy Mąż nie zmienia pracy bo nie widzi takiej potrzeby? Wszyscy dookoła mówią, żebym dłużej nie dawała się tak traktować. No bo jak dlugo można znosić oziębłość, ten wzrok pełen zawiści? Zdradził, nie żałuje, czuję się traktowana jak opiekunka jego Dzieci i służąca w domu. Unika rozmów ze mną.

Przebaczyłam. Czekam, aż "wróci". Ale wiem, że muszę postawić pewne granice. Tylko jak i gdzie?
Ostatnio zmieniony przez Nirwanna 2016-09-14, 06:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Nirwanna 


Imię małżonka/i: Andrzej
Jestem: po rozwodzie
Staż małżeński: 24
Dołączyła: 29 Paź 2008
Posty: 4955
Skąd: Podlasie
Wysłany: 2016-09-12, 22:00   

Witaj, Haniu, na forum :-)
Na pewno już wyczytałaś na innych wątkach, że internet nie jest anonimowy, stąd sugerujemy powściągliwość w podawaniu szczegółów osobistych - aby ujawnione, jeszcze bardziej nie poraniły Ciebie lub bliskich.

Pytasz
Cytat:

Przebaczyłam. Czekam, aż "wróci". Ale wiem, że muszę postawić pewne granice. Tylko jak i gdzie?

Tak. Granice są. Tam, gdzie Ty je postawisz i będziesz ich konsekwentnie pilnować. Polecam dwie książki "Miłość potrzebuje stanowczości" Dobson, oraz "Granice w relacjach małżeńskich" Cloud i Townsend.
Oraz tak - masz dalej modlić się za męża i jego nawrócenie. Ale tu się odezwałby zapewne Ignacy Loyola i powiedziałby Ci: "módl się jakby wszystko zależało od Boga, ale działaj jakby wszystko zależało od Ciebie". Pomyśl i rozeznaj może właśnie na modlitwie - co realnie jesteś w stanie zrobić, aby obronić siebie i dzieci przed krzywdą?

Zachęcam Cię do zapoznania się z naszymi materiałami sycharowskimi, w tym z nagraniami rekolekcji oraz z naszą sycharowską broszurą (tu jest w pdf-ie do pobrania) - na górze forum są linki do tych materiałów.

Pomodlę się za Ciebie i Twoje małżeństwo.
_________________
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
 
 
Hania-żona
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 08:30   

Dzizś rano mnie Duch Święty olśnił.

Po kolejnym spięciu, które niekoniecznie było potrzebne, dotarło do mnie, że moje uwagi w stylu: "Czemu tego nie robisz, skoro zawsze wcześniej tak było?" nie budują jedności, tylko strasznie dzielą. Ja, jako osoba zdradzona i skrzywdzona, oczekuję często od Męża zachowań, które dadzą mi motywację do traktowania go coraz lepiej. Jednocześnie boję się traktować go dobrze i serdecznie, w obawie przed tym, że będzie sobie myślał, że przeszłam do porządku dziennego z jego zdradą i jest mi z tym dobrze...

Oczywiście, mam dni, że się staram. Przygotuję coś smacznego do jedzenia, gryzę się w język, kiedy na jego cięte odzywki też mam ochotę odpowiedzieć podobnie. Ale wtedy przychodzi zawsze myśl: "No wiesz, Ty masz się starać a on ma to gdzieś, nawet cię nie przytuli przecież!". I mój zapał mija. I czekam na jego działania, które nie nadchodzą. Powoduje to we mnie narastające napięcie, które później znajduje ujście w takich własnie sporach...

Równolegle Mąż ciągle tworzy okazje, w których mi dowala. Np. wieczorem, kiedy jest pora kolacji, kąpania dzieci, on wychodzi i nie wraca o godzinie, o której mówił, tylko znacznie później.

Jak pogodzić to wszystko? :(
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 09:09   

Miłość to nie transakcja handlowa - ja ci coś dam i ty mi też. Właśnie dlatego to jest miłość, że nie wymaga koniecznie wzajemności. Pewnie - wzajemność jest mile widziana, oczekiwana nawet, ale nie jest warunkiem koniecznym do tego, żeby kochać. Uniezależnij te gesty od tego, czy mąż je odwzajemni, niech wynikają tylko z tego, na co sama jesteś gotowa i co sama chcesz dać.

Co do granic, nie podpowiem ci teraz. To jest bardzo trudna sprawa. Musisz odpowiedzieć sobie na pytania, nie tylko gdzie te granice postawić, ale też jak jesteś w stanie ich bronić. Nie stawiaj granic, na obronę których nie jesteś przygotowana... Jeśli trzeba, daj sobie jeszcze czas.
Masz obowiązek chronić siebie przed krzywdą... ale trzeba to zrobić mądrze, zeby było skuteczne. Poczytaj książki, które zaproponowała Nirwanna. Może ci trochę rozjaśnią obraz.
 
 
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 09:25   

Witam
Żywisz jakiś specjalny kult do męża i dzieci ?
Tak ich też traktujesz ?
Na czym np. polega ta "cudowność" tych dzieci ?
Kadzisz im , składasz pokłony , usługujesz ?
No , bo wiesz , normalnie to polska pisownia
nie poleca używania dużych liter .


Czy to była ( jest ) tzw. "zdrada emocjonalna" ?
Jeżeli tak , to by mogło tłumaczyć "nie żałowanie" męża .
Ludzie bardzo różnie podchodzą i odbierają czy to zdradę fizyczną czy tę emocjonalną .
To , że mąż się zakochał nie jest jeszcze zbrodnią .
Ważne co było dalej i czy było .
Na podobnej zasadzie można powiedzieć , że czytanie romansów
czy nawet oglądanie seriali to też zdrada ,
bo utożsamiasz się no. z jakąś bohaterką "romansującą" .

Na same uczucia wielkiego wpływu nie mamy , ale na to co robimy
powinniśmy mieć .

Czy ty lubisz siebie ?



Wiem , że może trochę ostro , ale szkoda czasu na głaskanie .
Inni to zrobią . :mrgreen:
 
 
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 09:42   

tiliana napisał/a:
Miłość to nie transakcja handlowa - ja ci coś dam i ty mi też.



Tiliano ,
zejdźmy na Ziemię . :mrgreen:
Nie oczekujmy cudów tylko przyzwoitości i rozsądku .
Nie po się człowiek żeni aby miał gorzej , tylko lepiej .
Także kobieta nie po to za męża idzie , aby sobie pocierpieć .
My się potrzebujemy , to taka symbioza .
I tak ma być , bo tak jest dobrze .

Miłością bezinteresowną możemy sobie obdarzyć dżdżownicę . :mrgreen:
 
 
Hania-żona
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 10:44   

mare1966 napisał/a:
Witam
Żywisz jakiś specjalny kult do męża i dzieci ?
Tak ich też traktujesz ?
Na czym np. polega ta "cudowność" tych dzieci ?
Kadzisz im , składasz pokłony , usługujesz ?
No , bo wiesz , normalnie to polska pisownia
nie poleca używania dużych liter .

Nie rozumiem do końca... Wyczuwam złośliwość.
Który rodzic nie uważa, że jego dzieci są cudowne? Pisząc o ich cudowności miałam na myśli sam fakt tego, że nam jako rodzinie było dobrze. Mogłam doprecyzować.

mare1966 napisał/a:
Czy to była ( jest ) tzw. "zdrada emocjonalna" ?
Jeżeli tak , to by mogło tłumaczyć "nie żałowanie" męża .

Mąż cały czas utrzymuje, że żadnego kontaktu cielesnego nie nawiązali. Ale co w takim razie z paragonami za prezenty - można kupować drogą biżuterię komuś, kto za to powie tylko dziękuję i zatrzepocze rzęsami? Co z dwuznacznymi wyszukiwaniami z komputera?
Sama jestem w tym bardzo pogubiona. "Dowody" mówią jedno, słowa męża - drugie.

mare1966 napisał/a:
Czy ty lubisz siebie ?

Pracuję nad tym. Skąd to pytanie?

mare1966 napisał/a:
Wiem , że może trochę ostro , ale szkoda czasu na głaskanie .
Inni to zrobią . :mrgreen:

Doceniam szczerość, dziękuję.
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 11:16   

mare1966 napisał/a:
tiliana napisał/a:
Miłość to nie transakcja handlowa - ja ci coś dam i ty mi też.



Tiliano ,
zejdźmy na Ziemię . :mrgreen:
Nie oczekujmy cudów tylko przyzwoitości i rozsądku .
Nie po się człowiek żeni aby miał gorzej , tylko lepiej .
Także kobieta nie po to za męża idzie , aby sobie pocierpieć .
My się potrzebujemy , to taka symbioza .
I tak ma być , bo tak jest dobrze .

Miłością bezinteresowną możemy sobie obdarzyć dżdżownicę . :mrgreen:


mare, a czy ty w swoim małżeństwie liczyłeś ile razy pocałowałeś żonę, a ile ona ciebie i to porównywałeś, żeby sprawdzić, czy nie masz manka?
Czy uzależniałeś to, jak ty okazujesz miłość za każdym razem od tego, czy żona to odwzajemni?

Ja nie. Jeśli czuję potrzebę okazania miłości, to to robię. Jeśli czuję potrzebę dostania miłości, idę z tym do męża, ale liczę się z tym, że nie zawsze otrzymam to, czego mi akurat potrzeba. Nie rozliczam ani siebie ani jego z gestów oddania, czułości, miłości.

Nie oczekuję cudów. Pisze o tym, jak ja rozumiem miłość.
I napisałam, że miłość oczekuje wzajemności...
Ale i tak uważam, że ta wzajemność nie jest absolutnie konieczna i będę się tego trzymać.
 
 
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 12:46   

Hania-żona napisał/a:
Nie rozumiem do końca... Wyczuwam złośliwość.
Który rodzic nie uważa, że jego dzieci są cudowne? Pisząc o ich cudowności miałam na myśli sam fakt tego, że nam jako rodzinie było dobrze. Mogłam doprecyzować.



No , to że doszukujesz się złośliwości także o nas coś mówi .
Nie znamy się .
Jaki miałbym w tym cel ?

Moje dzieci nie są cudowne , tylko zwyczajne
i tak je staram się traktować .
To tak w kontekście , że mamusie często zwłaszcza synom
robią krzywdę niańcząc ich do 30 .
I to nie jest miłość .
Robiąc z kilkulatka "boga" robimy z niego egoistę
na teraz i na całe życie .
No , ale może na wyrost nieco piszę .
Ja tylko traktuję słowa poważnie .


Hania-żona napisał/a:
Ale co w takim razie z paragonami za prezenty - można kupować drogą biżuterię komuś, kto za to powie tylko dziękuję i zatrzepocze rzęsami?


To są tylko dowody , że męża zaćmiło i rzucił kasą .
Na zdradę tylko poszlaki .
Oczywiście nie wykluczam , że może też kłamać , ale póki co
dla mnie to stanowczo za mało .

Hania-żona napisał/a:
Pracuję nad tym. Skąd to pytanie?


Skoro pracujesz nad tym , to moje pytanie jest zasadne .
Czyż nie ?

------------------------------------------------------


Tiliano ,
no jasne że nie namawiam do pełnej księgowości .
Ale ty piszesz tak wzniośle jakbyś widziała w małżeństwie wolontariat .
Ja widzę normalność i interes dla obu stron .
To bardziej spółka z ograniczoną odpowiedzialnością .
Co widać zresztą na forum .
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 13:12   

mare1966 napisał/a:
Ale ty piszesz tak wzniośle jakbyś widziała w małżeństwie wolontariat. Ja widzę normalność i interes dla obu stron .
To bardziej spółka z ograniczoną odpowiedzialnością .

No właśnie, znowu piszemy o dwóch różnych rzeczach, stąd nieporozumienia. Ty piszesz o małżeństwie, ja o miłości i wzajemności w jej okazywaniu.

No i ty znowu o sytuacji "idealnej" i uogólnionej, a ja o obecnej, o danym przypadku.
 
 
Hania-żona
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 14:39   

Mare,

daleko mi do troskliwej mamuśki. Przeciwnie: ten czas kryzysu pokazuje mi, że za mało mnie było dla dzieci. Tzn, wszystko miały prócz mojej uwagi.

To, że pracuję nad sobą, nad poczuciem wartości, to fakt. Pytanie: dlaczego akurat to pytanie zadałeś?

Dowody... można je interpretować i tak, i tak. Nie będę pisała wszystkiego, co znalazłam. Ale czy zdrada emocjonalna jest "lżejsza", niż fizyczna?

**************

Szczerze: strasznie się boję, że Mąż odejdzie. Że nie będę umiała go zatrzymać. Moje reakcje na jego słowa, zachowania są skrajne. Albo jestem cicha i nic nie mowię, albo (częściej) krzyczę, wypominam, stoję często w pozycji ofiary.

Moja wyobraźnia mi też szkodzi podpowiadając obrazy tego, jak wygląda relacja Męża i koleżanki. Od męża tej kobiety wiem, że u nich w domu jest bardzo podobnie jak u nas. Chwilami mam wrażenie, że oni już sobie wszystko obmyślili, tylko czekają na moment, aż to ja wyrzucę Męża z domu.

A Mąż ciągle, ciągle robi mi kontrę argumentem, ze nie umie mi zaufać, nie wie czy będzie potrafił. Wszystko przez to, że kilkoro naszych wspólnych znajomych wie o naszej sytuacji.
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 14:53   

Szczerze: jak mąż będzie chciał odejść, to go nie zatrzymasz. Możliwe, ze już odszedl emocjonalnie. ale tylko możliwe, nie sugeruj sie tym.

A co do tego, ze on ci nie umie zaufać, bo komuś powiedziałaś o problemach... znam to z własnego podwórka. U nas ten argument "żył" przez półtora roku? albo i dłużej. Przestał być używany, jak maż się porządnie wziął za siebie i zaczął mierzyć ze swoimi problemami na poważnie. Ignoruj. To jest bardziej JEGO problem, ze ci nie umie zaufać, niz twój. To jemu to zaufanie jest bardziej potrzebne. Tobie też jest potrzebne zaufanie do niego... byle tylko nie wynikało z naiwnosci.
 
 
Felix
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 15:28   

W kontekscie rozmowy co jest zdradą? Jaka jest definicja. Czy zdradą jest pójście do "łóżka" czy może pocałunek. Co ze zdradą emocjonalną? czy takowa istnieje?
Czy moja żona utrzymując bliskie kontakty z nowo poznanym przyjacielem mnie zdradza? Gdzie są granice?
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 15:35   

Felix, moim zdaniem, nie chodzi o czyn, a o intencję bardziej. Czasami zdradą może być pocałunek, czasami jeden telefon, a czasami głęboka relacja nią nie jest. Spróbuj określić, czym jest wierność - nie tylko w kontekście seksualności... A będziesz miał odpowiedź na to, czym jest zdrada.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 11