Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Kryzys - wiem, i co dalej?
Autor Wiadomość
Gianna
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-31, 09:56   

kasedo napisał/a:
Teraz planuje na Mikołaja...masaż tajski dla niego lub dla nas
przepraszam, że nie w temacie autora wątku, ale kasedo....naprawdę? masz na myśli najbliższego 06.12?...mąż u kochanki, a Ty chcesz jemu fundować masaż tajski?
Proszę Cię, zafunduj go tymczasem SOBIE!
Szanujmy się, bo jak sami siebie nie będziemy szanować, to nikt nas nie uszanuje, jak mawiała pewna ś.p. Pani Profesor....
Miłego poniedziałku! :-D
 
 
utka2
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-31, 11:16   

Gianna napisał/a:
Szanujmy się, bo jak sami siebie nie będziemy szanować, to nikt nas nie uszanuje, jak mawiała pewna ś.p. Pani Profesor....


i miała rację ...
 
 
kasedo
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-31, 12:48   

Gianna napisał/a:
Proszę Cię, zafunduj go tymczasem SOBIE!
Zamierzam..dziewczyny nie buzujcie....to tak mialo byc ....kiedys....przed ta niedzielą utko ;-) , teraz dostaje inne prezenty...moją modlitwę o każdej porze dnia i nocy, różaniec, Pismo Święte z naszej 1 rocznicy ślubu...
 
 
Piotr41
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-07, 03:36   

@ utka i kased - plany może i zacne, ale naprawdę gdybym ich już nie przećwiczył.
Wspólny weekend proponwałem zonie i owszem 3 lata temu,po jej zdanym egzaminie, ale zasłoniła się innymi obowiązkami (jakże ważnym bo przecież dzieckiem).
Później przestałem na cokolwiek nalegać, namawiac a ostatnio liczyć. Nie dociera nic.

I wiem że moja nieudolnośc w temacie na pewno nie jest bez znaczenia, ale pytanie takie:czy jeśli moja żona nie chce słyszec o powrocie na "naszą" górę - w sensie dzielenie razem łazienki ( od kilkunastu lat dzieli ją z mamą i córką na dole), dużego pokoju jako miejsca naszego dla nas i trzech pokoi dla dzieci i nas - to czy ja mam szansę na coś więcej?
Ten stan trwa od 13 lat, od kiedy zmarł teść, sprowadzilismy się na pietro gdzie mieszka teściowa żeby nie bała sie być sama.
Teraz żona oskarża mnie o to że ten podział to moja wina.
O co chodzi?
Ja tego naprawde nie ograniam.
W dodatku niepokoi mnie jedna sprawa- juz kilka razy podczas seansów kłotni wyśmiewa i drwi z mojej wiary. I to mnie bardzo niepokoi.
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-08, 13:54   

Piotr41 napisał/a:
Wspólny weekend proponwałem zonie i owszem 3 lata temu,po jej zdanym egzaminie, ale zasłoniła się innymi obowiązkami (jakże ważnym bo przecież dzieckiem).
Później przestałem na cokolwiek nalegać, namawiac a ostatnio liczyć. Nie dociera nic.

No, sorry, zaproponowałeś raz, raz odmówiła i koniec? Nigdy więcej? Zaproponuj znowu. Poproś, zeby wybrała miejsce, w które naprawdę chciałaby pojechać. Zbij jej argumenty. Powiedz, że jej się należy. Ponamawiaj troche.

Nie masz nic do stracenia. Najwyżej odmówi.
 
 
Piotr41
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-14, 09:04   

Dłuższa przerwa po której wracam i zmieniło się to, że złozyłem wymówienie z pracy, tej która mnie najbardziej obciąża i pochłania najwięcej czasu.
Ciekawe że mozna zwolnić sie z pełnego etatu, a jeszcze mam 1/3 etatu i gdzie pracować, a od marca umówioną nowa pracę. I wszystko było by OK, ale odnoszę wrażenie że właśnie mojej żonie ( i jej mamie) ten fakt sie najmniej podoba. Jako jedyne nie wsparły mnie i nie wykazały zrozumienia.
Podczas jakieś sprzeczki, moja zona wyraziła myśl, że jak będzie mnie więcej w domu to gorzej.
Nie wiem czy słusznie, ale to wyjaśnia chyba dlaczego tak dużo musze pracować :-? , był to przez lata paradoks którego nie mogłem ogarnąć.
I teraz uwaga moja jest taka:jesli nikt mnie do tego nie przymuszał, i pracowałem tyle to z wolnej woli, to dlaczego moja decyzja o pracy wywołuje w domu taki opór (pierwsze starania podjąłem rok temu) i dlaczego budzi wobec mnie takie negatywne odczucia?
Nie ukrywam że robie to tez dla siebie, bo praca zmianowa na 100% etatu plus 120 godzin innych zajęć od 6 lat mnie wykańcza, ale miałem nadzieję że przynajmniej kiedy odpadną popołudnia i weekendowe dyżury to będzie mnie więcej w domu i będzie lepiej, tymczasem jest odwrtonie.
To wszystko pod przykrywką, że stracę dotychczasowe umiejetności, że nie wróce do dawnych zajęć i.t.p.

Teraz idą świeta i jak co roku kiedy mają do nas przyjechać moi rodzice sa wokół tego kłótnie.
I tu uwaga dla mnie - nadal nie umiem rozmawiać i nie umiem odpowiadać na agresję ze strony mojej żony.
Dużo pracy przede mną.
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-14, 12:08   

Piotr41 napisał/a:
I tu uwaga dla mnie - nadal nie umiem rozmawiać i nie umiem odpowiadać na agresję ze strony mojej żony.

To jest na pewno jeden z powodów, dla których twoja żona boi się tego, ze będziesz dłuzej w domu.

Jeśli potrzebujesz praktycznych wskazówek w temacie - napisz na PW, mogę trochę podpowiedzieć choćby z własnego doświadczenia ;) ale też z literatury.
 
 
pachura
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-14, 14:21   

tiliana napisał/a:
To jest na pewno jeden z powodów, dla których twoja żona boi się tego, ze będziesz dłuzej w domu.


Żona się boi? Przecież Piotr41 napisał że to ONA zachowuje się agresywnie względem niego.
 
 
Piotr41
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-14, 16:07   

pachura napisał/a:
Żona się boi? Przecież Piotr41 napisał że to ONA zachowuje się agresywnie względem niego.


To nie oznacza że ja mam sie zachowywac tak samo. Tyle wiem, ale wiem też, że bardzo trudno to wprowadzić w życie. To jest tak zwane porozumienie nez przemocy.
Inaczej przemoc rodzi przemoc, ja krzyczę bo ty krzyczysz, ja cie znieważam bo ty mnie znieważasz.
To tyle w teaorii, w życiu kiedy górę biorą emocje, juz tak prosto nie jest. Dlatego nad tymi emocjami trzeba panować, inaczej będziemy się w nieskończoność ranić.

moderacja: poprawiono cytowanie
Ostatnio zmieniony przez 2016-12-14, 18:40, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-14, 16:33   

pachura, a jak myślisz, skąd bierze sie agresja?

Nie rozgrzeszam nie tłumaczę żony Piotra.
Ale fakt faktem, jak między małżonkami generalnie dzieje się źle, jest dużo trudnych emocji i napięć, to jak będą ze sobą przebywać więcej, to raczej tych emocji i napięć też będzie więcej. I tego pewnie obawia się żona Piotra - dla mnie jest to w pełni zrozumiałe, logiczne wręcz. Pewnie w skład tego wchodzi również jej obawa o to, że sama będzie bardziej agresywna.

A co z tym wszystkim zrobić to jakby zupełnie oddzielna sprawa.
 
 
Pavel
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-15, 01:03   

pachura napisał/a:
tiliana napisał/a:
To jest na pewno jeden z powodów, dla których twoja żona boi się tego, ze będziesz dłuzej w domu.


Żona się boi? Przecież Piotr41 napisał że to ONA zachowuje się agresywnie względem niego.


Jedno nie wyklucza drugiego.
Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze tak byc moze.
W oczach mojej zony bylem przytlaczajacym ja "potworem".
Powody?
Cos by sie z pewnoscia znalazlo i we mnie, ale juz tak patrzac z dystansu wiem, ze mimo wszelakiej niewiedzy i wszystkich wad ktore mialem (lacznie z niewlasciwa komunikacja) obiektywnie nie bylem taki jakim mnie widziala.
Tyle, ze jej subiektywne spojrzenie bylo takie a nie inne.
Ona tak czula.
A ja w zyciu sam bym nie wpadl na to, ze ona mnie tak moze odbierac.
Teraz staram sie wszystko co moze zrozumiec negatywnie tlumaczyc tak, aby nie zostac zle zrozumianym.
Bo jak mowia i pisza "madre glowy" - to, co mowimy, to jedno. Jak to odbiera druga strona - moze byc zupelnie czyms innym niz sie nam moze wydawac.
 
 
Piotr41
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-27, 13:45   

Cytat:
"Cos by sie z pewnoscia znalazlo i we mnie, ale juz tak patrzac z dystansu wiem, ze mimo wszelakiej niewiedzy i wszystkich wad ktore mialem (lacznie z niewlasciwa komunikacja) obiektywnie nie bylem taki jakim mnie widziala.
Tyle, ze jej subiektywne spojrzenie bylo takie a nie inne.
Ona tak czula.
A ja w zyciu sam bym nie wpadl na to, ze ona mnie tak moze odbierac.
Teraz staram sie wszystko co moze zrozumiec negatywnie tlumaczyc tak, aby nie zostac zle zrozumianym.
Bo jak mowia i pisza "madre glowy" - to, co mowimy, to jedno. Jak to odbiera druga strona - moze byc zupelnie czyms innym niz sie nam moze wydawac."


Masz dużo racji w tym co piszesz. To co mówimy i komunikujemy może zostać zupełnie inaczej odebrane przez drugą stronę.
Braki w komunikacji tez mają na to wpływ, ale przy rozsądnie prowadzonej debacie można je wyjasnić.
My mamy z tym problem. Staram się w trakcie gorących debat nie ulegać emocjom, może i jest jakas poprawa, ale nadal coś się we mnie gotuje. Wtedy najtrudniej przychodzi mi komunikacja, nie mam nawet woli sie w tym momencie pomodlić do Ducha św. o rozum.
Nie chce z drugiej strony żeby tak to we mnie trwało.
Tym czasem Wigilia i okres Świąt nie był dla nas okresem pokoju i miłości.
Jest mi z tym smutno, wiem że nie jest tak że bez mego działania się coś sie stało, ale padło w moją stronę fałszywe oskarżenie o atak na żonę.
Wracając do tematu "lęku" przed moją większą obecnością w domu, moja zona sama zechciała zauważyć że jakby się tego boi i nie chce. Uważa że redukuję pracę w tylko swoim celu, dla swojego dobra.
A ja się zapytam tak: jeśli nawet tak by było, to czy jest to cos złego? Najlepsze że nawet na tej zmianie nam nie ubędzie.
Robiąc ten krok, mam w pracy przeskok nie tylko ilościowy (bo nadal 100% etatu), ale przede wszystkim jakościowy - nie wykonuję już tak "prestiżowych "czynności jak wcześniej, ale nie pracuję na zmiany, noce i weekendy, wracam o określonej porze do domu i przynoszę więcej na konto. To wymagało przewartościowania i przeformatowania myślenia.
Trudno mi zrozumieć, dlaczego akurat te dwie osoby jako jedyne nie wsparły mnie, a nawet moją decyzję uważają za błędną. Przypomina mi się sytuacja kiedy kilkanaście lat temu szwagier za podobną decyzję zbierał przez lata te same baty. Że głupio zrobił bo odszedł od zawodu, bo go zona do tego namówiła i to jej wina. A nawet jeśli to? Przecież to są dorosli ludzie, podejmują decyzje. Teraz mnie sie dostaje.
Zresztą moja obserwacja jest taka i chyba sie nie pomylę, ale moja żona ze swoją mamą mają zadziwiająco podobne gusta i spojrzenie na świat. Na czele ze mną. Jeśli jedna zgłasza krytykę
na mnie, od razu włącza się druga. I tak na zmianę, bardziej lub mniej wprost, ale za każde uchybienie jest komentarz.
Wiem - nie jestem idealny, mam wiele uchybień z oportunizmem na czele, ale staram sie z tym walczyć. Na terapii dostałem zadanie z tym problemem sie zmierzyć. To nie jest łatwe, ale takie zachowania mi tego nie ułatwiają.
Chyba dość na dziś.
Wiem że dziś po powrocie do domu, kolejny dzień wyzwania przede mną.
Pozdrawiam.

*edycja moderatora - poprawiono cytowanie
Ostatnio zmieniony przez 2016-12-27, 14:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Piotr41
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-24, 02:40   

Piszę w takim temacie:jak tu żyć?

Taki wątek już gdzieś był, ale myślę że w swoim wątku na ten temat mogę mieć swoje przemyślenia.

Otóż podczas naszej ostatniej kłótni, a sytuacja jest u nas napięta cały czas, moja żona powiedział mi "żebym Boga między nas nie stawiał, najlepiej żeby został poza tym domem".
I oczywiście że jak chce chodzić do Kościoła to i owszem, i wolność mam.

Kiedy wcześniej spotykałem sie z przękaśliwymi uwagami n.t. mojej wiary i religijności, nawet dość złośliwymi zaniepokoiło mnie to i podczas któreś spowiedzi zapytałem spowiednika co o tym myśleć. Uspokoił mnie, że raczej nic złego się nie dzieje i nie mam powodu do większych obaw, że to nie jest związane z jakimś dzialaniem złego.

Być może niejasno się wyraziłem i przedstawiłem problem inaczej, ale widzę na przestrzeni lat że to się powtarza.
Czy nawet jeśli przyjmę wersję, że moja żona karmi się negatywnymi emocjami, a widząc że od Boga ostatnio odeszła mogę tak sobie obok tego przejść?

Widzę że mimo kroków które zrobiłem, atmosfera wokół mnie jest zagęszczona.

Od kiedy złozłem wymówienie z pracy jestem pod ciągłem atakiem, ciągle jest coś nie tak. Dostaje mi się za każde "przewinienie" i najmniejsze uchybienie jakie zrobię.
Czasem kiedy wracam z pracy,to nie wiem jak wejść do domu i na jaką minę się nadzieję.

Oczywiście napawa mnie to niepokojem i lękiem o przyszłość, z brakiem nadziei i perspektyw włącznie.
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-24, 08:54   

Piotr, a czy możesz po prostu ignorować te ataki? Nie zwracać uwagi na to, jaką minę ma żona, jak wracasz z pracy? Oddzielić to od ciebie?

To, co się w niej dzieje, w małym stopniu zależy od ciebie. Może wiec warto postawi ć granicę i przestać przyjmować na siebie odpowiedzialność za to, jak się czuje żona - ale też przestać pozwalać jej "jeździć" ci po psychice tymi ciągłymi przytykami?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 11