Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
pogubiłam się
Autor Wiadomość
werkaia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-20, 23:01   pogubiłam się

Witam
Piszę na tym forum pierwszy raz, jak nigdy dotąd, potrzebuję wsparcia. Jestem 12 lat po ślubie, mam 2 małych dzieci. Mój mąż chce nas opuścić, mówi, że mnie nie kocha, chce rozwodu, żebym się zgodziła, a ja go kocham niezmiennie od początku, tylko trudy codziennego życia natłok obowiązków sprawił, że poświęcałam mu zbyt mało uwagi. Ja jestem gotowa podjąć próbę zmiany siebie, ratowania małżeństwa, on tego już nie chce. Kryzys trwa od roku, ale ja teraz dopiero jestem świadoma, co się naprawdę dzieje. On nie i widzi dla nas szansy.
Dodatkowo mąż ma stwierdzoną chorobę afektywną dwubiegunową, po roku leczenia, bez dobrych rezultatów, poddał się, przestał brać leki. Była też zdrada w manii.
Jest takie przysłowie "jak trwoga to do Boga". Ja przez wiele lat byłam od Boga daleko, teraz chcę się do Niego zbliżyć, czytać Pismo i zmieniać swoje życie. Chcę przez to ratować moje małżeństwo i powierzyć je Bogu. Cy to może się udać?Czy jest szansa, że mąż znów mnie pokocha? Co robić? Chcę dla moich malutkich dzieci ojca,a nie rozbitej rodziny. Choć życie z mężem nie było nigdy łatwe, chcę przy nim trwać, ale to co ja chcę nie ma znaczenia, on nie chce dać nam szansy, mówi tylko o rozwodzie i wiem, że jest bliski złożenia pozwu. Moje życie odwróci się do góry nogami, zmiana miejsca zamieszkania, przedszkoli, otoczenia, konieczność porzucenia pracy. Nie wiem, czy to choroba kieruje mężem, czy może naprawdę przestał cokolwiek do mnie czuć.
Co mam robić? Jak przy nim trwać, skoro on nie chce nas pod swoim dachem? Jak się modlić aby Bóg wysłuchał moich próśb.
 
 
rona
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-20, 23:17   

werkaia napisał/a:
Co mam robić? Jak przy nim trwać, skoro on nie chce nas pod swoim dachem?


Mam bardzo podobną sytuację. Z tym, że mąż twierdzi, że ze mną nie chce być, ale z dziećmi owszem i dlatego jeszcze jakoś mnie znosi.
Wiesz, ja wychodzę z założenia, że przecież siłą mnie z domu nie wyrzuci (chyba nawet nie może), ale z drugiej strony co to za życie, z ciągłą świadomością bycia niechcianą i niekochaną?!
Będę się za Ciebie modliła.
 
 
tereska
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-21, 10:39   

Napisałaś, że mąż ma chorobę dwubiegunową i chce się leczyć. Czy sąd uzna jego pozew w takiej sytuacji za wiarygodny. Czy to co mówi teraz nie jest objawem choroby?
 
 
Balka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-21, 20:20   

Kochana Werkaio,

wiem, co przeżywasz, bo mój mąż także choruje na CHAD (chorobę afektywną dwubiegunową).

Tak, żądanie rozwodu wynika z choroby. Pojawia się ono zawsze w tej samej fazie epizodu chorobowego, zazwyczaj na początku każdej manii. Ja przeżyłam już 3 (trzy) takie żądania rozwodu, powracają one co 4-5 lat (epizody maniakalno-depresyjne u mojego męża są bardzo długie). Za każdym następnym razem jest coraz ostrzej. Pierwszy raz tylko sobie o o tym rozwodzie pogadywał i straszył. Za drugim razem żądał rozwodu słownie, ale zdecydowanie. Za trzecim razem, nie uprzedzając mnie o tym, złożył pozew, ale go wycofał na jeden dzień przed rozprawą sądową. Ponieważ się nie leczy, więc jest prawdopodobne, że w kolejnym epizodzie wróci do tematu rozwodu.

W Twojej i dzieci sytuacji ważne jest zabezpieczenie finansowe. W manii chorzy potrafią wydać wszystkie pieniądze, zaciągać wielkie kredyty, sprzedać okazyjnie dom etc. Czy jesteś zabezpieczona? Ja mam z mężem dokonaną notarialnie, polubownie, rozdzielność majątkową. Trzeba to zrobić, ale nie w jego manii! Poczekaj do depresji, a najlepiej remisji.

W kwestii rozwodu pamiętaj o dwóch ważnych sprawach:

(1) podejdź do tego spokojnie, nie panikuj, nie kłóć się z mężem, nie oskarżaj, uspakajaj go, łagodź sytuację (jest naprawdę chory i to nie jest jego w pełni świadome zachowanie) i staraj się przeczekać lub przeciągać sprawę - aż do czasu, kiedy ta faza epizodu choroby minie. Bo potem już kompulsywna potrzeba rozwodu na jakiś czas przechodzi. Jeśli do złożenia pozwu dojdzie, znajdź dobrego adwokata (najlepiej kobietę), powiedz koniecznie o chorobie męża i proś o odwlekanie (tj. najlepiej odkładanie) rozprawy, aż mężowi zmieni się faza. W razie czego na rozprawie trzeba sprawę choroby podnieść.

(2) postępowanie i zachowania Twojego męża są kształtowane przez chorobę, więc nie oczekuj logiki zdrowego (a tylko "niedobrego" czy "niemoralnego") człowieka. To znaczy mąż może zdradzać, czy wynieść się z domu niezależnie od tego, czy złoży pozew rozwodowy czy nie. Mój mąż przy drugiej manii uciekł z domu, od kilku lat mieszka za granicą z konkubiną i nieślubnym dzieckiem, ale na początku kolejnej manii znowu "przypomniał sobie", że chce się ze mną rozwieść.

No i najważniejsze - modlitwa. Bardzo dobrze, że wracasz do Boga, do Kościoła, do sakramentów - Pan Bóg Cię wesprze w takim czasie i w taki sposób, jaki dla Waszego małżeństwa i Waszej rodziny będzie najlepszy.

Werkaio, chcę Ci jeszcze napisać coś bardzo ważnego. Jeśli na serio chcesz ratować męża i Wasze małżeństwo, to pierwszą i najważniejszą rzeczą jest to, żebyś jak najwięcej nauczyła się o jego chorobie. Odnoszę wrażenie, że nikt Ci dotychczas tego nie powiedział. Dopóki nie będziesz rozumiała, co to jest CHAD, jak to działa, jak Twój mąż funkcjonuje i myśli, to i sama będziesz cierpiała, popełniała błędy i jemu nic nie pomożesz.
W internecie jest dostatecznie dużo dobrych źródeł - czytaj, notuj albo drukuj sobie, zapamiętuj, przypasowywuj to do swojego męża.

Mądrze obserwuj męża i poznaj jego formę choroby. CHAD ma chyba tyle form, ilu jest chorych. Długość epizodów jest różna, od kilkutygodniowych (nawet krótszych!) do kilkuletnich. Wiele jest elementów wspólnych, ale z różnym natężeniem. Jak przebiegają manie, jak depresje, ile czasu to trwa, czy remisje są długie i pełne, czy ich prawie nie ma etc. Od kiedy mąż choruje, jakie objawy wskazują na początek manii itd.
Jeśli ma stałego psychiatrę - idź do niego/niej Ty na wizytę (koniecznie!) i wypytaj o wszystko w sprawie diagnozy męża, rokowań, leczenia.

W chorobie afektywnej dwubiegunowej sam chory niezwykle rzadko chce sie leczyć. Zazwyczaj odstawia leki na początku manii, twierdząc, że nie pomagają. Zwykle oszukuje z braniem leków. Potrzebuje dużego i mądrego wsparcia ze strony współmałżonka lub rodziny, pilnowania tego leczenia. Co nie jest łatwe i niestety często bezskuteczne.

I nie obwiniaj siebie. Nawet, jeśli nie byłaś idealna (a kto z nas jest?), to i tak Waszym największym problemem jest CHAD męża.

Pytaj o wszystko, jeśli będę umiała Ci poradzić, to na pewno odpowiem.

Niech Cię Bóg błogosławi i strzeże.
 
 
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-21, 20:48   Re: pogubiłam się

werkaia napisał/a:

Była też zdrada w manii.


Mąż tak powiedział?
Czyli zdradził, ale to efekt choroby a nie chęci na skok w bok?
 
 
Balka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-21, 21:59   

Grzegorzu,

niemal wszyscy CHAD-owcy w manii cierpią na hiperseksualizm. Choroba powoduje nieustanną, kompulsywną potrzebę "skoków w bok" (w wirtualu i realu). A przy tym tracą oni wszelkie zahamowania w tym zakresie, są pozbawieni uczuć wyższych. Obiekty swoich zachowań seksualnych traktują przedmiotowo, niektórzy z chorych często je zmieniają. Czasem też mają urojenie zakochania, czyli z dnia na dzień "przestają kochać" współmałżonka, a "zakochują się" w jakiejś mniej lub bardziej przypadkowej osobie. Niekiedy choroba powoduje pozorną "zmianę" preferencji seksualnych (np. na homoseksualne lub jakieś ...filie). Po wyjściu z manii, w depresji chory boryka się z wielkim poczuciem winy, wstydu, obciachu etc. Dużym niebezpieczeństwem są wtedy próby samobójcze.
 
 
werkaia
[Usunięty]

  Wysłany: 2014-04-22, 21:22   

Dziękuję za Wasze odpowiedzi, o CHAD wiem już naprawdę dużo, naczytałam się w Internecie, rozmawiałam z psychiatrą męża. Sama chodzę do psychiatry od roku, biorę leki, i do psychologa, bo ja tez źle znosiłam jego depresje, które przeważają u niego. Jego lekarka zaleca mu szpital i spróbowanie z litem, ale on nawet nie chce o tym słyszeć od ok. miesiąca nie bierze leków i mówi, że dobrze się czuje i brać nie zamierza.

Tak, obawiam się, że zaczyna się mania (znów zaczął palić dużo marihuany) Miał jedną ostrą manię, wtedy zdradził. Sam nie powiedział, dowiedziałam się przypadkiem. Teraz mówi, że zdradził, bo mnie już wtedy nie kochał i miał nadzieję, że po zdradzie go zostawię, a ja mu wybaczyłam. Leczy się już od dobrych kilku lat, początkowo na samą depresję, od roku ma zdiagnozowaną CHAD. Teraz mówi, że leczyć się już nie będzie. On ma typ mieszany choroby, wg psychiatry nie miał jeszcze remisji, bo niedobrze reaguje na leki (miał ich już naprawdę dużo).
My też rok temu zrobiliśmy rozdzielność majątkową u notariusza, ale tak naprawdę ona nie daje wcale tak wiele.
Święta spędziliśmy osobno (chciał tego), wczoraj wróciłam do domu i spędziliśmy udany wieczór, ale oczywiście potem zaznaczył, że rozwodu chce nadal. On się strasznie zawziął w tej decyzji, wraca ona już od roku, kiedy to pierwszy raz o rozwodzie powiedział, od tego czasu wracało to chyba trzy razy. nie wiem, co zrobię, jeśli ten pozew złoży. Czy dla sądu to że jest chory ma jakieś znaczenie?
Staram się modlić i powierzać moje małżeństwo Bogu, co też nie przychodzi mi tak łatwo. Bardzo przeżywam decyzję męża i nie mogę się z tym pogodzić, że chce nas opuścić. Nie rozumiem go, naprawdę niejeden mógłby pozazdrościć: niebrzydka, wierna i kochająca żona, małe dzieci, dom itp. wiem, że muszę czekać na jego krok, ale wielokrotnie go prosiłam i wręcz błagałam, żeby nie odszedł, ale on jest jakiś bez serca, nieugięty. Nie chce podjąć próby naprawienia naszego związku. To tak bardzo boli.

Dziękuję Wam za modlitwę, na pewno będę tu pisać, bo pokrzepiające są Wasze słowa.
 
 
Balka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-22, 23:03   

Werkaio,

mój mąż też ma CHAD z manią mieszaną. Ufff, wyrazy współczucia. I podziwu, że mimo wszystko Twój mąż od kilku lat się leczy. W CHAD-zie trzeba czasem wypróbować wiele leków zanim się trafi na ten właściwy, działający.

No tak, chorzy najczęściej rzucają leki na początku manii, bo "lepiej się czują". Twój mąż powróci do leków, ale zapewne dopiero w kolejnej depresji. Jak długo trwała jego porzednia mania?

Piszesz, że wiele wiesz o CHAD, ale z dalszej części Twojego tekstu widać, że cały czas odbierasz zachowania i słowa męża, jakby był zdrowym człowiekiem. Przykładasz do niego logikę normalnego myślenia. To jest przyczyną Twojego cierpienia.

Nie przywiązuj wielkiej wagi do tego, co mąż mówi. Po pierwsze, w manii - jak zapewne wiesz - chorzy robią się gadatliwi, mają wręcz wewnętrzny przymus mówienia i gadają "byle co", zwykle rzeczy bardzo denerwujące, no bo sami są ciągle pobudzeni, a w manii mieszanej - poirytowani, gniewliwi i zaczepni. Łagodź go, jak tylko możesz, uspakajaj, nie "nakręcaj" ani siebie, ani jego. Jeśli będzie niebezpieczny (mój mąż dwa razy był) - nie wahaj się wezwać pogotowia (komórkę noś przy sobie).

Po drugie i ważniejsze - zarówno mania jak i depresja w specyficzny sposób powodują urojenia i zakłamują choremu postrzeganie rzeczywistości, zarówno teraźniejszości jak i przeszłości. Ponieważ mania mieszana powoduje w mózgu niemal stałe odczuwanie złych uczuć, wręcz nienawiści do bliskich, im się też wydaje (tak chory mózg ich oszukuje), że np. rok temu też tę samą osobę nienawidzili. To są wszystko urojone, chore uczucia, które znikają, gdy przechodzi mania! Nie przywiązuj żadnej wagi do jego słów i "wyznań" w manii, bo to są urojenia chorego mózgu.

Oczywiście problemem jest to, że on będzie teraz usilnie starał się postępować zgodnie z tymi urojonymi uczuciami. Będzie podejmował te "decyzje" wynikające z urojeń i może w tym wykazywać niezwykły upór. Trudno. Nic nie zrobisz prośbą, błaganiem, płaczem, szantażem, naprawdę nic. Piszesz "jest jakiś bez serca, nieugięty". Ja miałam wrażenie, jakby ktoś mojego męża zaczarował, jak z bajki o Królowej Śniegu, która zaczarowała małego Kaja i miał serce z lodu. Z tym, że w bajce jego siostrzyczka roztopiła to serce swoją łzą, a CHAD-owcowi NIC nie odmieni serca, dopóki nie minie mania. A to dlatego, że bardzo chory mózg (pełen rozsianych stanów zapalnych, co byłoby widać na rezonansie magnetycznym) pozbawia ich jakichkolwiek uczuć wyższych i jakiegokolwiek rozumienia ludzkich uczuć! Tak po prostu jest i tego nie zmienisz niczym, poza lekami. Sole litu koniecznie należałoby spróbować, one właśnie wygaszają te stany zapalne w mózgu.

Piszesz: "nie chce podjąć próby naprawienia naszego związku". Ależ to jest w ogóle o lata świetlne od jego obecnej zdolności pojmowania czegokolwiek! Werkaiuś droga, CHAD to naprawdę ciężka choroba neurodegeneracyjna mózgu. Nie trać sił własnych na nierealne oczekiwania, że w tym stanie mąż coś "zrozumie", "doceni", "naprawi".

Z tego, co napisałaś, widzę, że choroba męża okropnie niszczy Ciebie. Powinnaś naprawdę zadbać o siebie, przede wszystkim mieć zdrowy dystans do zachowań i gadaniny męża. Są rzeczy, na które mamy wpływ i są takie, na które choćbyśmy pękły - wpływu nie mamy. I tam należy wyluzować, żyć trzeźwo i normalnie, zadbać o swoją autonomię (CHAD-owcy bardzo manipulują bliskimi i często doprowadzą ich do bardzo złego stanu zdrowia - psychicznego i fizycznego). W rodzinie mojego męża, gdzie CHAD jest od kilku pokoleń (no bo jest to wyłącznie dziedziczone), bywało, że chore osoby szalały przez całe swoje długie życie, a wcześniej wykańczały (dosłownie!) zdrowego współmałżonka. Ja cierpiałam ponad wszelkie wyobrażenie, kiedy mąż uciekł i nas zostawił. Dzisiaj dziękuję Bogu, że mnie od niego uwolnił na jakiś czas, żebym się odbudowała, stanęła na nogi i zobaczyła, jakie życie jest piękne! :-) )
Oczywiście nieustająco i gorąco się modlę o ratunek dla mojego męża, o jego leczenie i powrót i wierzę, że Pan Bóg ma nad tym wszystkim kontrolę. :-)

Niech Cię Pan błogosławi.
 
 
werkaia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-23, 21:48   

Balka, Tak, to prawda, choroba męża niszczy mnie i moją psychikę. Sama biorę leki, chodzę do psychiatry i psychologa. Mam w planach psychoterapię, bo muszę się jakoś pozbierać do kupy, zwłaszcza, jeśli nastąpi rozstanie.

Balka, z Twoich postów płyną bardzo mądre słowa,Piszesz " Piszesz, że wiele wiesz o CHAD, ale z dalszej części Twojego tekstu widać, że cały czas odbierasz zachowania i słowa męża, jakby był zdrowym człowiekiem. Przykładasz do niego logikę normalnego myślenia. To jest przyczyną Twojego cierpienia". Masz zupełną rację, nie mogę się pogodzić, że on jest już innym człowiekiem, zupełnie innym, potrafi być bez serca, uczuć, ranić mnie, nieraz jakby z premedytacją. Ciężko się pogodzić z takimi zachowaniami najbliższej osoby, nawet jeśli wie się, że jest ona chora.
Jak pisałam, przestał brać leki i teraz wyczuwam w jego zachowaniu zmiany, być może związane z nadchodząca manią: kupuje, ma dziwne plany biznesowe, jest bardziej rozmowny w stosunku do mnie,pali znów marihuanę. Boję się, co mnie czeka.
Moja i dzieci przyszłość, jest taka niejasna, tracę grunt pod nogami, nie wiem, co z nami będzie, gdzie będziemy żyli, najgorsze, że to on o tym decyduje (od jego decyzji o rozwodzie zależy moja wyprowadzka, utrata pracy itp).
Balko, jeszcze raz dziękuję Ci za Twoje posty i innym forumowiczom oczywiście tak, czytanie pomaga, pisanie tez ma terapeutyczną moc.
 
 
Balka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-23, 22:26   

Werkaio,

nie wiem, gdzie mieszkasz, ale w Warszawie przy IPiN-ie (Instytucie Psychiatrii i Neurologii) była jeszcze niedawno grupa wsparcia dla członków rodzin osób chorych na CHAD. Ja miałam za daleko, żeby jeździć na spotkania, ale moja córka umawiała się kilka razy indywidualnie na rozmowy z jedną z pań psycholog prowadzących tę grupę. Wiem, że była zadowolona z tej pomocy.

Napisz, czy to Cię interesuje, to poszukam ten kontakt.
 
 
Samboja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-24, 09:41   

Witacje,

Co prawda nie mąż a mój ojciec ma zdiagnozowaną tą samą chorobę i do tej pory jak zyje miał może z 20 nawrotów. Wszystkie to katorga dla rodziny (mój ojciec jest jednym z bardziej męczących przypadków w naszym mieście). Pomimo jego wybryków, zostaliśmy z nim, bo był chory. Zawsze jednak w pewnym momencie zaprzestawał brać lit. I znów była karuzela. Po ostatnim epizodzie, w którym mama musiał uciekać z domu złozyliśmy wniosek o ubezwłasnowolnienie. Długo tego nie robiliśmy, bo nie chcieliśmy mu odbierać godności, ale ostatecznie niewiele to zmienia, bo traktujemy go godnie, a w przypadku odmowy leczenia, lekarze chętniej go zabierali na oddział. Mama po latach w końcu się odważyła i załatwiła mu dom opieki (ojciec niedługo będzie w wieku emerytalnym a mama sama choruje) i ma powiedziane, że jak nie będzie brał leków to niestety, ale będzie tam przeniesiony. Wieloletnie epizody mojego ojca doprowadziły dziś do raka mojej mamy, walczymy, mnie i moje rodzeństwo też mocno zmieniły, nie miałam normalnego życia. Moja mama nie chciała sie rozwieść z moim ojcem, bo był chory, ale rozwiodła się formalnie, ze względów na finanse (ojciec zaciągał kredyty na potęgę).
Dlaczego to pisze, bo wiem jedno po tylu latach. Ta choroba nie znika. Nie można jej wyleczyć, ale to, co wiem to, że trzeba ja leczyć. Mój ojciec pojął to dopiero po 15 latach, gdy nad głową zawisło mu widmo porzucenia przez rodzinę. Teraz się pilnuje. Co miesiąc jeździ badać poziom litu. Odczuwa nasza miłość i wparcie, ale też czuje, że wymagane jest od niego by brał leki, to nasz warunek, jesli chce byc częścia naszej rodziny.
Bardzo Wam współczuje, podobnie i mojej mamie, która dziś zbiera żniwo swojego poświęcenia. Ja jestem dzieckiem takiej osoby i pisze jako dorosła osoba. Może dla kogoś moja historia będzie odniesieniem.
 
 
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-24, 10:20   

Samboja,
czy poziom litu w organiźmie jest jedynym lub jednym z wielu wskaźników wskazujących na chorobę?
 
 
Samboja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-24, 10:25   

Poziom litu nie wskazuje na chorobę, tylko odpowiedni poziom zapobiega nawrotom. Wiem, że mój ojciec musi mieć go "ileś", aby choroba nie powracała. Tak jest w tym przypadku. Lit oraz spokojne bez huśtawek emocjonalnych zycia go stabilizuje juz ładnych pare lat.

Jeśli zaś chodzi Ci o diagnozę, to raczej zachowania "nie w normie" są tu ważne.
Nie zmienia to faktu, że pewne pierwiastki są ważne dla naszego zdrowia psychicznego, niewielkie ilości litu i magnezu wspierają nasz układ nerwowy. Niedobory tych pierwiastków mają wpływ na nasza psychikę, stan emocjonalny.
 
 
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-24, 10:39   

Zdaję sobie sprawę, że pewne mikroelementy mają wpływ na nasze samopoczucie.

Ale czy zachowania "nie w normie" od razu można ubrać w termin medyczny?
Przecież czasem to są cechy charakterologiczne, które z czasem blakną w skutek starzenia się, np. pan w pewnym wieku nie będzie przejawiał już takich samych zainteresowań płcią przeciwną, nie będzie pochłaniał używek bo zdrowie mu już nie pozwala. Prozaicznie rzecz ujmując ludzie na starość często po prostu siadają na D.
Rozumiesz co mam na myśli, chodzi mi o coś co namacalnie wskaże, że owe zachowania mają taką a nie inną przyczynę.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 8