Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
3,5 roku
Autor Wiadomość
julek
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-21, 19:41   3,5 roku

Witam wszystkich,
3,5 roku temu, po 33 latach (to nie żart) odeszła ode mnie żona, mówiąc na odchodne, że nigdy mnie nie kochała (mamy troje dzieci i czterech wnuków). Od tego czasu było mało nocy, w których nie przychodziłaby do mnie we śnie (w większości PO fakcie). Ja jej dawno przebaczyłem, modlę się za nią codziennie i mój stosunek do niej w ciągu dnia jest obojętny.
Jestem człowiekiem wierzącym, chodzę na spotkania wspólnoty Odnowy w Duchu św, prowadzę bloga na temat modlitwy Jezusowej (którą codziennie praktykuję), dużo czytam.
Czy coś jest ze mną nie tak ?
Czy to w ogóle coś oznacza ? (te sny)
Pozdrawiam i liczę na odzew.
 
 
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-21, 20:11   

Witaj Julek na naszym forum

O ile mi wiadomo, sny nie mają żadnej specjalnej mocy. Wiara w sny i próba ich tłumaczenia, może być wręcz poczytana na grzech.
W snach przetrawiamy to, co przeżyliśmy w ciągu dnia lub wcześniej w swoim życiu. Przeżywasz rozpad swojego małżeństwa i pewnie dlatego ciągle w nocy jeszcze to "trawisz".

Bardzo dobrze, że jesteś w jakiejś wspólnocie. A może byś zajrzał i do naszej wspólnoty? Lista naszych ognisk jest tutaj:
http://sychar.org/ogniska/
Może któreś jest blisko Ciebie? No, chyba że wolisz jakieś dalej od Ciebie.

To, ze żona powiedziała, że Ciebie nie kocha, raczej nie ma żadnego znaczenia. Wielu z nas w takiej sytuacji jak Twoja, tez to słyszało. Jest to raczej standard.

Na koniec chciałbym Ci przypomnieć, że internet nie jest anonimowy. Dlatego pisząc staraj się nie podawać szczegółów, które umożliwiłyby identyfikację Ciebie.
 
 
julek
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-22, 08:42   

Witam
Bardzo dziękuję za odpowiedź. dziękuję też za możliwość rozmowy, to ma duże znaczenie. Nie rozmawiam o tym z nikim...
Od razu wyjaśniam, że zajmuję się wyjaśnianiem swoich snów ;) Raczej interesuje mnie, jak mają inni. Wydaje mi się, że trwa to u mnie trochę długo. Ale każdy jest inny... A u mnie widać potrwa to dłużej.
Może to świadczyć o tym, że jednak nie końca uporałem się z problemem. Nie wiem, może do końca nie przebaczyłem (choć przebaczałem kilka razy, dwa razy modlitwa o uwolnienie, nawet egzorcyzm - tak!). Prostuję też słowa żony: nie powiedziała, że mnie nie kocha, tylko że nigdy nie kochała. Jest to zasadnicza różnica.
Mam niedaleko pracy ognisko Sychar. Problemem jest tylko to, że dojeżdżam do pracy pociągiem 1,5 h w jedną stronę, a pociągów, zwłaszcza wieczorem, jest mało. Nie chcę wychodzić w połowie spotkania, bo mi pociąg ucieknie...

Nasze życie nie było usłane różami, rozstanie było w zasadzie ulgą. Jednak ciągle wracają wspomnienia, pojawiają się emocje. Z uczuciami nie ma szans, wiem że nie wygram z nimi. Robię swoje i już. Ale one i tak wracają.

Sprawa byłaby nie warta zachodu, gdyby nie to, że po trzydziestu paru latach takich ciągłych burz mam zupełnie zniszczone zdrowie. I postępuje to nadal.

Zostaje tylko to: Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga. Jak bowiem obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy. (z dzisiejszego czytania)

Pozdrawiam serdecznie
 
 
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-22, 09:17   

julek napisał/a:
Mam niedaleko pracy ognisko Sychar. Problemem jest tylko to, że dojeżdżam do pracy pociągiem 1,5 h w jedną stronę, a pociągów, zwłaszcza wieczorem, jest mało. Nie chcę wychodzić w połowie spotkania, bo mi pociąg ucieknie...


warto pójść , może ktoś z twoich stron też tam chodzi i dojeżdża samochodem ???

A cytat z pisma pięknie pokazuje, by być w relacji też z ludźmi , by gdy pociechę da Bóg, dzielić się tym z innymi. Wspólnota "Sychar" to dobre do tego miejsce. :mrgreen:

Pogody Ducha
 
 
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-22, 20:50   

Cześć Julek, coraz częściej mam wrażenie , że straty po odejściu małżonki/a nie do końca da się całkiem "przerobić".
To znaczy - to tylko moje zdanie- pewna pustka, czy rodzaj bólu zostaje.

Czasem pytałam Boga, czy to mi minie, czy przyjdzie taki czas, że całkiem odejdą te emocje.
Obecnie już nie pytam- traktuje ten stan pewnego rodzaju "niedostatku", jako część mojego obecnego życia.
Można to nazwać oswojeniem.
 
 
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-22, 20:53   

Ważną rzecz napisał Jacek, że słowa o "nigdy-nie-kochaniu" nie trzeba brać do siebie. To klasyka gatunku :-) zwykle odchodzący tak mówią :-) , żeby dać sobie argument popierający ich desperacką decyzję.
 
 
julek
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-23, 12:02   

Dziękuję wszystkim :-) Już widzę, że pewnie zostanę tu na dłużej...
To bardzo sympatyczne, gdy porady dostaje ten, który specjalizuje się w udzielaniu rad na każdy temat i znany jest z tego, że wszystko wie :lol:
Ale szewc bez butów chodzi, a lekarz ma zwykle problemy z uleczeniem samego siebie...
Cytat:
Cześć Julek, coraz częściej mam wrażenie , że straty po odejściu małżonki/a nie do końca da się całkiem "przerobić".

Chyba tak... Nie na darmo rozwód zajmuje 1 miejsce w rankingu stresów. A podobno są w nas pozostałości mniejszych stresów i traum, aż z życia płodowego nawet.

Ja ostatnio doszedłem (doszedłem ?) z kolei do tego, że uczciwie jest dziękować Bogu za nasze krzyże. Tak ! Nie jestem żadnym masochistą. Po prostu zrozumiałem, że chwała Boża objawia się najbardziej, gdy jesteśmy poddawani próbie. Czy wśród błogosławionych znajdują się ci, którzy fajnie i wesoło przeżyli swoje życie ? Czy wszyscy nie chcemy być błogosławieni ?
Ale to czasem takie trudne :-(

ps: zabawny błąd w moim drugim poście - oczywiście że NIE zajmuję się wyjaśnianiem swoich snów :-)
 
 
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-23, 18:25   

Julek, ja jestem po rozstaniu z mężem już 8 lat, a wciąż mi się zdarzają z nim sny, ostatnio dzisiejszej nocy :-) Są w wydźwięku neutralno-przyjemne, czasem klasycznie życiowe (coś mamy załatwić, ktoś się spóźnia, ciężko gdzieś dojechać). Ja je odbieram po prostu jako informację, że jest on wciąż istotną osobą w moim życiu. I tyle.
Wiesz, może gdzieś we śnie przeżywasz autentyczne uczucia, w przeciwieństwie do obojętności za dnia? Nie wiem, gdybam, ale może podumaj o tej deklarowanej obojętności? 33 lata nie leci sobie, ot tak, w kosmos.
 
 
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-23, 19:00   

Gdy jesteśmy poddawani próbie to wzrastamy.
 
 
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-23, 19:51   

Julek

Ja, gdy dowiedziałem się, że żona ma kochanka, miałem codziennie następujący sen: walczyłem w tym śnie z kochankiem i nagle się budziłem. Taki sen miałem nawet do kilku razy w ciągu nocy. Chyba nie muszę tłumaczyć, że nie dało się wyspać a ja byłem w coraz gorszej kondycji.

Zdecydowałem się modlić za tego człowieka. Od tej pory ani razu mi się nie przyśnił, za co dziękuję Bogu.

Również ja usłyszałem, że mimo przeżytych razem dwudziestu kilku lat, żona mnie nigdy nie kochała. Ale, jak to Ci już wcześniej pisałem, jest to standardowe działanie. W ten sposób osoba odchodząca sama się przed sobą tłumaczy. W psychologi nazywają to efektem wyparcia. Oni przez to czują się lepiej, bo nie jest prawdą, że zachowali się jak świnie, tylko oni "musieli" wreszcie odejść.
 
 
julek
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-24, 09:17   

Nirwanna
Cytat:
Wiesz, może gdzieś we śnie przeżywasz autentyczne uczucia

Oczywiście. Gdzieś to wszystko musi się podziać. W ciągu dnia jest odsuwane na bok, albo i odrzucane, ale siedzi w podświadomości, pamięci, czy jak tam zwał. Więc wraca, gdy nic nie tego tamuje i człowiek jest słabszy, bezbronny. Nie darmo Ojcowie tak obawiali się nocy i snów, mało spali, wstawali na czuwanie.
Tak, te uczucia są autentyczne, jak były 38 lat temu. Co więcej, pamiętam wszystkie inne zakochania ze swojego życia, czyż nie jest to niesamowite ?

Z uczuciami nie ma szans, nie oswoi się ich, ani nie zabije. Przychodzą, kiedy chcą. Tylko zapomnienie może pomóc. Ale to już łaska od Boga. O. Jalics pisze, że są one neutralne, ani dobre, ani złe i że nie są nami, tj. nie należą do nas. To trochę wyjaśnia ich naturę. Ja, mimo że znam ich naturę, na pewno w tej chwili nie do końca radzę sobie z nimi. Jak wielu innych ludzi. Dlatego też najlepszymi sposobem praktykowanym w świecie jest powtórne zakochanie, nowa żona, itp. I dalej, dalej z tym, aby zapomnieć, mieć to za sobą. Oczywiście, to nie wchodzi w grę.

Staram się za to czytać "znaki czasu" dla mnie, zawsze coś Bóg mówi i trzeba być wyczulonym. Ostatnio u W. Stinissena trafiłem na ten fragment w Pismie św. i podzielę się nim z Wami: Mt 19, 10-12 "Dobrowolna bezżenność
Cytat:
10 Rzekli Mu uczniowie: "Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić". 11 Lecz On im odpowiedział: "Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. 12 Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!"


Dodajmy do tego Łk 20,35-36 (nie cytuję, aby nie przedłużać; wyróżnię tylko fragment poniżej)

Cytat:
gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi


Kto może pojąć, niech pojmuje... Może niektórzy mają to już za sobą. Ja do tego dopiero dochodzę.



Jacek, ja się modlę za swoją żonę od dnia jej odejścia... Może za mało ? Ale na pewno szczerze.
Cytat:
Cytat:
 
 
Pavel
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-20, 16:33   

julek napisał/a:

Prostuję też słowa żony: nie powiedziała, że mnie nie kocha, tylko że nigdy nie kochała. Jest to zasadnicza różnica.


Jak pisali przede mna - ja dokladnie to samo uslyszalem od zony na poczatku kryzysu.
W dodatku moja zona dodala, ze wyznajac mi te prawde zrzucila z siebie ogromny ciezar.

Teraz, kiedy jest miedzy nami lepiej, gdy powoli budujemy malzenstwo na nowo, neguje to co wtedy powiedziala, zwalajac na emocje ktore wtedy byly w niej.

A jak jest/bylo w rzeczywistosci?
Nie wiem, wydaje mi sie jedynie, ze aby kochac trzeba dojrzalosci i rozumienia czym ta milosc w istocie jest.

julek napisał/a:
To bardzo sympatyczne, gdy porady dostaje ten, który specjalizuje się w udzielaniu rad na każdy temat i znany jest z tego, że wszystko wie


Cos takiego bylo i we mnie.
Kryzys mnie z tego "wyleczyl". Pracujac nad soba nabralem sporo pokory ;)
 
 
GregAN
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-21, 00:31   

julek napisał/a:
To bardzo sympatyczne, gdy porady dostaje ten, który specjalizuje się w udzielaniu rad na każdy temat i znany jest z tego, że wszystko wie :lol:
Ale szewc bez butów chodzi, a lekarz ma zwykle problemy z uleczeniem samego siebie...

julek,
pozwól, że podzielę się moim spostrzeżeniem, które sam wyniosłem dla siebie przebywając tu na forum:
- znacznie łatwiej mi przyjąć prawdy Pisma, rozważać je, niż samemu je wdrażać w swoje życie, być dla innych cichym przykładem.

Nie twierdzę, ze wszyscy tak muszą mieć.
Ja tak.

julek napisał/a:
po 33 latach (to nie żart) odeszła ode mnie żona, mówiąc na odchodne, że nigdy mnie nie kochała (mamy troje dzieci i czterech wnuków)

Wiesz myślę, że jest w tym również coś pozytywnego.
Wiele osób wolałoby być w takiej sytuacji kiedy dzieci odchowane, wnuki na świecie a dopiero potem małżeństwo się sypie.
Boli na pewno, ale przynajmniej nie ma już bólu z powodu sprowadzenie do roli "ojca na widzenia".

A, że powiedziała co powiedziała... wiesz czym jest miłość,
wiesz jakie słowa, które nie powinny paść, mówi się w złości.
Czy mogłaby nie kochać Ciebie i dać Ci a potem wspólnie wychować Twoje troje dzieci ?
Nie ma potrzeby trzymać w sobie tych słów.

A że teraz jest szczęśliwsza będąc sama... niech będzie.
Niezbadane są nasze drogi i jak po nich kieruje nas Bóg.
To co jest teraz, niekoniecznie musi być jutro.
Może na coś jest nam potrzebny ten czas pomiędzy teraz a jutro ?
 
 
julek
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-21, 08:31   

Cytat:
ak pisali przede mna - ja dokladnie to samo uslyszalem od zony na poczatku kryzysu.
W dodatku moja zona dodala, ze wyznajac mi te prawde zrzucila z siebie ogromny ciezar.
Teraz, kiedy jest miedzy nami lepiej, gdy powoli budujemy malzenstwo na nowo, neguje to co wtedy powiedziala, zwalajac na emocje ktore wtedy byly w niej.
A jak jest/bylo w rzeczywistosci?
Nie wiem, wydaje mi sie jedynie, ze aby kochac trzeba dojrzalosci i rozumienia czym ta milosc w istocie jest.

Takie słowa są trudne do oceny. Często są to pewnie tylko emocje. Tylko czas pokazuje, co one są warte.
Wiem jedno na pewno i bez wątpliwości, choć oddaliłem się już nieco od tych spraw.
Jeżeli ktoś kochał naprawdę, to jego miłość pozwoli mu przetrwać kryzysy i burze.
Jeżeli nie przetrwał, to znaczy, że nie kochał naprawdę. Ale i że nie chciał przetrwać.
Nie jestem znawcą psychiki kobiecej, ale myślę że u nich jest tak samo.
Choć słyszałem, że kobiety nie potrafią kochać naprawdę ;-) może jakaś pani zabierze głos ?

Cytat:
Cos takiego bylo i we mnie. Kryzys mnie z tego "wyleczyl". Pracujac nad soba nabralem sporo pokory ;)

Oj tak... Jednak jeszcze troszkę tej pychy zostało, widzę to czasami. Pycha jest niesłychanie podstępna. Wkrada się wszędzie. Tylko całkowite zawierzenie Bogu, moja ślepa wiara (tak!) pomoże.

W sumie to teraz dziękuję Bogu, że mnie wyzwolił z mojej toksycznej sytuacji. Tak było w tej sytuacji chyba lepiej. Nie dyskutuję z Nim.

Ale wszystkim osobom w kryzysie radzę i błagam ich: nie rezygnujcie. Rozmawiajcie ze sobą o swoich uczuciach, badajcie je, rozmawiajcie z nimi. Nawet, jeżeli nie było prawdziwej miłości, co się zdarza i nie jest żadnym grzechem, może ona przyjdzie ? Tylko mężczyzna i kobieta razem są w pełni na obraz Boży.

Nie rezygnujcie ! Nie bójcie się zaryzykować.

Gdybym wiedział to, co wiem teraz, też bym nie rezygnował. Nawet w mojej toksycznej sytuacji...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10