Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Świadectwo
Autor Wiadomość
Tilo
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-08, 12:38   Świadectwo

Od czasu, gdy moje małżeństwo rozsypało się w gruzy minęło już kilka lat - na tyle odległych, że wspomnienia większości tamtych katastrofalnych zdarzeń zatarły się już w pamięci, choć blizny po nich nosić będę już na zawsze. Pewnie nie zabrzmi to najmądrzej, ale wydaje mi się, że to właśnie odróżnia chłopca od mężczyzny - blizny, ślady doświadczeń, dzięki którym dojrzewamy, nabieramy dystansu do spraw błahych, zaczynamy przywiązywać wagę do rzeczy naprawdę istotnych. I tyle mądrości wioskowego filozofa. No prawie, bo dodać jeszcze trzeba, że dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że gdyby dano mi możliwość uniknięcia tamtych doświadczeń, to nie skorzystałbym z niej. Dzięki nim - mam taką nadzieję - jestem lepszym człowiekiem - a na niektóre swoje zachowania z dawnych lat patrzę z obrzydzeniem.

Scenariusz typowy, jakich wiele - małżeństwo z kilkuletnim stażem, małe dziecko, codzienna walka o zachowanie własnej indywidualności, wolności, pomimo że przecież staliśmy się jednym ciałem. Żadne z nas chyba nie potrafiło się wznieść ponad własny egoizm.
Nigdy nie miały w naszym małżeństwie miejsca jakieś nadzwyczajne wydarzenia, ekstremalne zachowania, które mogłyby uzasadniać rozważania o separacji albo rozwodzie. Ot, zwykła para, która w zderzeniu z prozą życia uświadomiła sobie, że ich życie nie jest wyjątkowe, że najpewniej żadna góra za ich sprawą nie zostanie przeniesiona - teraz już wiem oczywiście, że dobre wychowanie dziecka i bycie dobrym mężem, ojcem to większe osiągnięcie. Ale wtedy priorytety były poustawiane inaczej - błędnie, całkiem wbrew zasadzie, że na pierwszym miejscu powinien być Bóg, potem żona i dzieci, i reszta dalej.

Wdała się w romans z kolegą z czasów licealnych, takim zwykłym, nijakim, który jednak najpewniej dawał jej to czego, wtedy potrzebowała, uwagę i czułość. Jej zachowania w tamtym czasie były wręcz podręcznikowe, często się o tym czyta, nie tylko na Sycharze. Nagłe, niezwykłe przywiązanie do telefonu komórkowego, który stał się nieodłącznym towarzyszem, nawet w trakcie toalety. Nocne przesiadywanie przed komputerem, niespodziewane zmiany rozkładu zajęć w pracy. Długo by pisać, tylko po to, żeby odhaczyć typowe symptomy zdrady ze standardowej listy.
Tutaj chyba nie zostanę uznany za wariata, więc napiszę to wprost - sądzę, że została opętana przez złego, świadczy o tym cały wachlarz zachowań, niechęć, pogarda do Kościoła, choć wcześniej była osobą bardzo - o wiele bardziej niż ja - religijną. Wygłaszanie dziwacznych, stojących w jaskrawej sprzeczności z jej dotychczasowymi poglądami i zasadami moralnymi, w tym też o charakterze uniwersalnym - opinii o dzieciach, małżeństwie, sposobie pojmowania szczęścia. Psycholog pewnie wytłumaczyłby, że wyrwała się z okowów chrześcijańskiej mentalności i po zachłyśnięciu się tą nowo odkrytą wolnością zaczęła podważać cały porządek świata. Ja jednak twierdzę, że była opętana.

Krzyczałem, płakałem, błagałem, obiecywałem, przepraszałem. Wszystko to na nic. Pierwsza rada jaka pada na Sycharze, gdy się ktoś zwraca o pomoc - módl się. No więc, potwierdzam trzeba się modlić. Bardzo się zmieniłem - fizycznie, psychicznie i co najważniejsze pod względem duchowym. Pierwszy etap walki o odbudowanie małżeństwa trwał pół roku, potem był kolejny i kolejny, kolejny trwa teraz i pewnie kolejne - oby przez długie lata - przed nami. Bo budowanie małżeństwa to proces nieustanny, nie wolno o tym zapominać.

Dziś jesteśmy szczęśliwymi rodzicami dwójki dzieci, drugie przyszło na świat 1,5 roku temu - i to był chyba ten moment, kiedy nasze małżeństwo wyszło z kryzysu, bo opór przed posiadaniem potomstwa był u żony bardzo silny. Staramy się żyć dobrze, czasem wychodzi nam lepiej, czasem gorzej, spowiadamy się, przyjmujemy Komunię. Pewnie - kłócimy się, obrażamy na siebie, robimy głupie, małostkowe rzeczy, nie jesteśmy idealni. Ale się bardzo staramy.

Świadectwo na Sycharze to spłata długu, jaki zaciągnąłem tutaj lata temu, gdy zrozpaczony szukałem pomocy, by ratować małżeństwo. Dobrze, że jest w sieci miejsce, gdzie małżonkowie nie przeczytają na dzień dobry, że rozwód doda ci skrzydeł.

Dziękuję Bogu za żonę i dzieci. I za to, że dziś jestem trochę bardziej facetem niż chłopcem.
 
 
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-08, 13:49   

Tilo

Dziękujemy Ci bardzo za świadectwo.
 
 
Samoa
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-08, 14:42   

Ja jednak twierdzę, że była opętana.

ktoś ci to potwierdził?
udałeś się do egzorcysty?
jak żona z tego wyszła?

przepraszam, że pytam bez złośliwości,
ale mnie to bardzo interesuje
 
 
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-08, 15:26   

Dziekuję za Twoje świadectwo.
 
 
Tilo
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-08, 15:59   

Samoa napisał/a:
Ja jednak twierdzę, że była opętana.

ktoś ci to potwierdził?
udałeś się do egzorcysty?
jak żona z tego wyszła?

przepraszam, że pytam bez złośliwości,
ale mnie to bardzo interesuje


Nie, nie.
Może ktoś odnieść mylne wrażenie, że pisałem o stanie opętania, który w powszechnym odczuciu przypomina widoczne dla wszystkich wokół szaleństwo. Nie jestem specjalistą od klasyfikacji stopnia natężenia chorób duchowych, ale wydaje się, że kojarzenie opętania wyłącznie z Anneliese Michel jest błędne. W każdym razie, uważam, ze zona była pod wpływem złego - w takim sensie użyłem określenia opętanie.
 
 
Pola10
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-09, 08:44   

Obserwując w ostatnim czasie zachowanie mojego męża w pewnym momencie uderzyła mnie myśl - on jest opętany. Nawet podzieliłam się tym spostrzeżeniem z bliską mi osobą. Podobnie jak Tilo nie mam tu na myśli opętania jakie dotyczyło np. A. Michel.
Chodzi właśnie o drastyczne zmiany poglądów i zachowania (w moim odczucie zdecydowanie na gorsze). Pisałam w moim wątku, że czasem wydaje mi się, jakby w skórze mojego męża był ktoś inny. Tak to odczuwam jako żona; jako osoba, która zna własnego męża lepiej od innych.
Jako ludzie wierzący wiemy o tym, że szatan nienawidzi małżeństw. I widzę, że ostatnio upatrzył sobie za cel także moje małżeństwo.
Tilo, dzięki za świadectwo. Na pewno nie potrafiłby napisać takiego świadectwa chłopiec. Bije od niego mądrość mężczyzny :)
 
 
Cierpliwy
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-09, 16:11   

Tu nie ma się co szczypać, krygować... Autor świadectwa zanim napisał, że żona była pod wpływem złego stwierdził, że pewnie ktoś uzna go za wariata...
To oczywiste, że diabeł uderza w sakrament małżeństwa. Dlatego pomaga pielęgnować u małżonków egoizm, brak cierpliwości, empatii i pokory. Dla diabła rozwałka małżeństwa to wielki sukces.
Po pierwsze niszczy życie małżonków i ich dzieci, które z kolei mają szansę w swoim małżeństwie powtórzyć rozwód rodziców i niszczyć życie swoich dzieci...
Jednak zniszczone życiorysy i psychika to nie największa przyjemność dla diabła. Najważniejsze jest to, że rozwód odsuwa sakramentalnego małżonka od przyjmowania Komunii Św. A ten który wejdzie w ponowny związek - nieformalny czy cywilny - jest odsunięty o stołu eucharystycznego, dopóki w takim związku trwa (czyli często do śmierci). O wiele trudniej tu o zbawienie...
Diabeł wie doskonale o tym - o czym my małżonkowie często zapominamy - że małżeństwo sakramentalne jest przede wszystkim po to ustanowione przez Jezusa, aby małżonkowie nawzajem prowadzili się do nieba, do świętości.
Dlatego mam do was prośbę, nie krygujcie się, nie wstydźcie się i nie mówicie, żeście wariaci, kiedy widzicie obecność złego lub skutki jego działania. To fakt. Wariaty to są ci, którzy obecności złego nie dostrzegają :-)
 
 
awe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-09, 19:20   

dzięki za świadectwo; może bedę wścibska, ale mógłbyś podzielić się tym, co było dalej?.....jak doszło do przebaczenia, pojednania? czyja to była inicjatywa? jak długo żyliście osobno? miejmy nadzieję, że tych świadectw-powrotów będzie więcej i może moglibyśmy w przyszłości uniknąć jakichś błędów?
Życzę WAM dużo miłości , tej przebaczającej i obdarowującej...... ;-)
 
 
Anita37
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-09, 21:47   

Dziękuję Tilo za Twoje świadectwo.
 
 
mary key
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-09, 22:04   

Dziękuję za świadectwo, każde kolejne świadectwo daje mi nową nadzieję, że mój mąż też dorośnie...
Tilo Chwała Panu :-)
 
 
Tilo
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-09, 22:14   

Pierwsze słowa przebaczenia wypowiedziałem niemal od razu wraz z przeprosinami i prośbami, żeby ratować małżeństwo - zgodnie ze schematem typowych zachowań, charakteryzujących osoby zdradzane, w pierwszych chwilach po tym gdy dowiadują się o zdradzie.
Gdybym nie był wtedy mocno przekonany o swojej wyjątkowości, tobym najpewniej mógł bez trudu przewidzieć, że taka książkowa akcja - deklarowanie gotowości natychmiastowego i bezwarunkowego pojednania - wywoła książkową reakcję, czyli stanowczą i pełną pogardy odmowę. Później popełniłem jeszcze mnóstwo innych błędów, spośród których warto wspomnieć o propozycji, abyśmy nadal dla dobra dziecka mieszkali razem, choć osobno - bez żadnych zobowiązań, co w gruncie rzeczy miało oznaczać wolność dla żony, bo ja nigdy nie dopuściłem myśli o powrocie do beztroskiego kawalerskiego życia.

Z perspektywy czasu trudno stwierdzić, czy któryś z tych błędów ostatecznie nie przyniósł dobrych skutków. Czas rozstania był bardzo krótki, ledwie kilkudniowy. Ponieważ więc mieszkając z sobą, dużo czasu spędzaliśmy razem, przeto chyba łatwiej mi było - choćby przez rozmowę - odwieść żonę od rozwodu. Dodać też jednak trzeba, że przyszedł w końcu czas, że musiałem zażądać od żony wyprowadzki, bo przecież - pozwolę sobie na niewyszukaną metaforę - na żyznym gruncie chwast rozkwita.

Brzmi to wszystko bardzo prosto. W rzeczywistości jednak tak nie było - z kluczowych zdarzeń przywołać można wizyty w poradni życia rodzinnego, kilkudniowy wyjazd do długoletnich przyjaciół - dobrego, pełnego wiary małżeństwa, spowiedź żony.

Prawdziwe i pełne przebaczenie – takie nigdy niewypowiedziane - pojawiło się tak naprawdę chyba dopiero wtedy, kiedy poczułem, że jestem gotów wybaczyć temu, który moją żonę zbałamucił - kiedy przestałem myśleć o tym, że gdy go spotkam, to dam mu po mordzie, bo "(…) Słowianin z duszą czystą, rzewnym sercem, musi na to wstać i komuś w mordę dać".
 
 
kitek
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-13, 19:29   

Dziękuję Tilo za świadectwo!!!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 8