Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2008-04-25, 00:55
nie podoba mi się nazwa tego podforum- rozwod czy ratowanie
Autor Wiadomość
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-05, 23:11   

Andrzeju....jak juz niejednokrotnie wspominałam ...cenię Cię (i pewnie nie tylko ja) za to co robisz, ale.....
czy Ty się czasem nie zapędzasz?
Nałóg "urzeduje" na forum od dłuzszego czasu i biorac pod uwage jego wszystkie posty ewidentnie daje do zrozumienia ze rozwodom mówi NIE......przynajmniej ja tak to odczytałam.Wskazuje nam nasze błedy, zachęca do modlitwy,działania, czasami leje zimną wodą, zdarza sie ze zbyt lodowatą....ale pomaga.
Zastanawiam sie teraz czy przeczytałes choć kilka innych postów nałoga, zresztą nie tylko Jego.
Mozliwe ze forma w jakiej to napisał była nieodpowiednia....spontaniczna, ale czy trzeba od razu tak.....

"zgorszenie związane z nakręcaniem w społeczeństwie spirali rozwodowej"
"co budzi Twoj sprzeciw"
"czy mógłbyś wskazać takie konkretne przykłady rozwodów cywilnych sakramentalnych małżonków, które byłyby mniejszym złem"

sorry za zuchwalstwo, ale czy Ty Andrzeju mógłbyś udzielić jakiejś konkretnej rady jak wyjść z kryzysu, co zrobić gdy...., jak przekonac sąd do naszego "NIE".....nie jako administrator, ale jako Andrzej.

....jak dla mnie bardzo nieładnie i mimo iż nie jestem w takiej sytuacji(rozwodowej).....poruszyło mnie i współczuje osobom,
które w takiej się znajdują.

Nie zgadzam sie na rozwód, nie wyrazam zgody, ponieważ nie pozwala mi na to moja wiara, kłóci sie to z tym co przysiegałam/łem...."ale".... sąd mało to obchodzi i orzeka rozwód.
....i tu tkwi problem właśnie w "ale".

Bóg zna serca ludzi i wie, czym się człowiek kieruje.
I ZAWSZE szuka dobra, nawet w największym grzeszniku. I nie przypisuje nikomu złych inencji
 
 
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-06, 10:45   

A ja się zastanawiam, czy słowa Papieża, księży, biskupów - są na pewno skierowane przeciw nam? Czy raczej nie do naszych mężó/żon?
Przecież nie my łamiemy przysięgę, nie my rozbijamy rodziny, nie my wyrzekamy się małżonków.
Może warto zastanowić się, do kogo są skierowane?

Z wypowiedzi:
czy mógłbyś wskazać takie konkretne przykłady rozwodów cywilnych sakramentalnych małżonków, które byłyby mniejszym złem niż zło wynikające ze złamanie przymierza z Bogiem i mniejszym zarazem złem od zła wynikającego ze zgorszenia rozwodowego skutkującego krzywdą innych małżonków i ich dzieci (wiemy, że rozwody są zaraźliwe)?

Do kogo skierowane są te pytania? Do nas, czy do naszych mężów? Kto łamie przysięgę: my czy nasi małżonkowie? Kto sieje zgorszenie: my czy nasi mężowie, żyjący z kochankami?
 
 
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-06, 12:59   

ELZD1- znaczy się to taki chwyt socjotechniczny jest- takie prowokujące pytanko he he he .
Olka ma moim zdaniem rację- to jest podburzenie i prowokacja.
I to jeszcze nałogowi zadane- który jest jaki jest- ale nigdy nie popierał rozwodów.
Mam nadzieję że inteligencja nałoga nie śpi- i nie da się wkręcić.

mnie natomiast wybitnie ineteresuje temat dotyczący- kto dał prawo Andrzejowi do potępiania kogokolwiek.
Bo szukałam- i nie widzę nigdzie- z czego to jego "prawo" wynika.
Więc dyskutuję obecnie tylko w temacie znaczenia słowa potępienie.
 
 
kasia
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-06, 13:17   

Ale nakręcacie :shock: siebie przede wszystkim i innych nieładnie.. Bogu Ducha winny a już POTĘPICIEL i w ogóle co jeszcze? Że chce trzymać kurs forum - obrona Rodziny - NIE ROZWODOM? Nałóg i nie tylko nałóg jeszcze do końca być może nie jest świadomy, że jedyne rozwiązanie, na jakie możemy się zgodzić - Rzymscy Katolicy- mieszkający w Polsce - to SEPARACJA. A jeszcze się zdarza przecież, że niektórzy porzuceni odliczają dzień, kiedy powiedzą ozwodowi "tak". My wtedy- pozostali uczestnicy forum mamy czas na to, żeby ich wspierać modlitwą i radą, żeby nie doszło do złamania przysięgi wierności. ALE - musi być jasność, że rozwód nie wchodzi w grę jako "ROZWIĄZANIE".
Na całe szczęście jest ktoś taki jak ADMINISTRATOR, który czuwa nad jasnością komunikatu jakim jest forum "SYCHAR".


Forum alternatywa:
http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=47394
 
 
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-06, 13:38   

Jesteś:
1. osamotniona w swojej analizie
2. pomylił ci się adres - nie nakręcacie- tylko jeden konkretny prowokuje oraz nakręca!!!!!!
3. nie dyskredytuj umiejętności postrzegania nałoga i nie gdybaj w jego imieniu
4. idę oglądać formułę jeden- z tendencyjnym suflerem gadać mi się nie chce.
 
 
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-06, 13:46   

elzd1 napisał/a:
Do tych potępiających:
Może, zamiast słów krytyki i oceny sumień, warto by napisać kilka słów wsparcia dla osób, które właśnie przeżywają dramat rozwodu? Zwyczajnie, po ludzku napisać: współczuję, jestem z Tobą, bardzo mi przykro, że to cię spotkało?
Za dużo wymagam? Bo "po ludzku"?
Łatwo jest potępiać, łatwo jest wskazywać drogę, łatwo komuś grozić Bożym gniewem, gdy stoi się z daleka i widzi tylko literę prawa.
Prawda, Basiu_priv? Z pozycji obserwatora wszystko jest takie proste.
Ja was nie potępiam, ale .....
W przeciwieństwie do Was - Bóg zna serca ludzi i wie, czym się człowiek kieruje.
I ZAWSZE szuka dobra, nawet w największym grzeszniku. I nie przypisuje nikomu złych inencji - ot tak, na wszelki wypadek.
Ja nie znam prawa kanonicznego. Wiem tylko, że Bóg jest ponad to ludzkie prawo.

-----------------------------------------
Każdy swój krzyż przez życie targa.
A jeszcze kamieni mu dołożą....
(znalezione w sieci)


Calkowicie popieram Elzd1...
Drodzy faryzeusze (to ci, dla których litera prawa była ponad wszytsko) -

Nie jestem szczęśliwa, że czeka mnie rozwód. Mam problemy z sercem. Bóle przypominajace te zawał serca.
Życie mi się zawaliło, koniec z marzeniami o dzieciach i domu, a jeszcze Wy tutaj dowalacie ?
Polecam przemodlić ten temat i takie zachowania. Ewentualnie porozmawiać ze spowiednikiem.

A tak naprawdę - po tym, gdy serce sie u mnie parę razy odezwało, nie robią już na mnie wrażenia teksty o "przedsionkach piekla". Marze tylko, aby zamknąć pewien rozdział życia, odseparowac się i dbać o zdrowie. I mieć uregulowaną sytuację rpawną, która jest dla mnie kluczowa. Andrzejowi podpowiadam - sepracja mi tego nie reguluje, bo w dokumentach nadal muszę tłumaczyć się z "posiadania" męża, z jego postępowań, o którychw tej chwili nie mam pojęcia. Dlatego rozwód rozwiąże mi chociaż problemy na tej płaszczyźnie.

Pozdrawiam dbających o czystość wiary... Również tych po rozwodzie...
 
 
miriam
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-06, 17:27   

Kasia nie jest osamotniona w swoich poglądach- ja myślę i rozumuję podobnie. Andrzej nie potępia nikogo , a nazywa jedynie rzeczy po imieniu czyli: zło-złem, a dobro- dobrem.
Rozwód jest złem ,a zgoda na niego także i zgorszeniem.
Jednak każdy ma prawo wyboru i sam Pan Bóg nie wtrąca się do naszej świętej wolnej woli nawet wtedy, kiedy źle robimy. Ale!!! Jeśli katolik stoi przed wyborem , a ktoś wskazuje mu właściwe i jedynie słuszne do przyjęcia rozwiązanie ( z punktu widzenia jego wiary), to jak można go za to potępiać???!
Jeśli ktoś uważa się za katolika , ale żyje wg własnych przekonań , to uważam, że coś jest nie tak z tą jego wiarą. Ja jestem katoliczką i staram się żyć wg zasad swojej wiary jak potrafię najlepiej. Czy źle zrobiłam, że wybaczyłam , ze pozwoliłam na powrót i dałam szansę mężowi na nowe życie razem? Czy źle zrobiłam, ze nie potępiłam tego ,który złamał przysięgę małżeńską? Uważam , ze zachowałam się właśnie tak, jak wymaga ode mnie tego moja wiara.
Małżeństwo jest jedną z dróg do naszego zbawienia. Oboje małżonkowie są odpowiedzialni za swoje zbawienie. Dając zgodę na rozwód nie dajemy szansy Jezusowi, aby nas wspomógł swoją łaską wynikającą z sakramentu małżeństwa.
Jestem na forum nie po to , aby się obnosić ze swoim szczęściem czy zwycięstwem . NIE!!! Tak jak większość przyszłam po wsparcie i zrozumienie , ale również ,aby zaświadczyć o sensie ratowania swojego małżeństwa , dzielić się swoim doświadczeniem , dobrym słowem i nadzieją ,że warto walczyć o godność swojego małżeństwa.
Co do cierpienia powiem tylko tyle ,ze każde odczucie jest subiektywne , a ja nie życzę nikomu tego, co przeszłam. Wszyscy tu jesteśmy bardzo poranieni.
I uwierzcie, nie jest mi łatwo do tego wracać , bo wszystko jeszcze świeże i pod blizną też jest nadal ból ... Tak się składa ,ze rozmawiałam na forum głównie z osobami , które są przed , w trakcie i po rozwodzie-nikogo nie potępiłam i nie oceniam . Wspieram jak potrafię najlepiej.
Ktoś niedawno zapytał mnie ,czy na rozprawę przyjdzie Pan Jezus....? Przyjdzie na pewno.... jako świadek , którym był również w dniu naszych zaślubin.
Pozdrawiam .Miriam.
 
 
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-06, 17:37   

kasia napisał/a:
Nałóg i nie tylko nałóg jeszcze do końca być może nie jest świadomy, że jedyne rozwiązanie, na jakie możemy się zgodzić - Rzymscy Katolicy- mieszkający w Polsce - to SEPARACJA. A jeszcze się zdarza przecież, że niektórzy porzuceni odliczają dzień, kiedy powiedzą ozwodowi "tak". My wtedy- pozostali uczestnicy forum mamy czas na to, żeby ich wspierać modlitwą i radą, żeby nie doszło do złamania przysięgi wierności. ALE - musi być jasność, że rozwód nie wchodzi w grę jako "ROZWIĄZANIE".
Na całe szczęście jest ktoś taki jak ADMINISTRATOR, który czuwa nad jasnością komunikatu jakim jest forum "SYCHAR".

Forum alternatywa:
http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=47394


Kasieńko Droga.
Wskaż mi chociaż JEDNĄ osobę, tutaj na forum, bywającą stale i systematycznie, która poleciała do sądu po rozwód bo jej się małżeństwo znudziło, która z utęsknieniem czeka na swoje "TAK" w sądzie. Wskaż mi choć jedną osobę na forum, która sama, z własnej woli, nie przymuszona okolicznościami - poleciała z pozwem rozwodowym.
Nie musisz publicznie, możesz na priva - żeby nie wytykać palcem.

A nałóg, i nie tylko nałóg - nie jest głupi, ani ja nie jestem, ani nikt inny tutaj. Nie wciskaj ciemnoty ludziom, bo to bardzo brzydko. Wszyscy jesteśmy ŚWIADOMI. I każdy z nas rozliczy się przed Bogiem, może w sakramencie pokuty, ale nie przed Tobą, nie przed Administracją tego forum.
A Twoja postawa przypomina mi tych z procesu Jezusa, stoją i krzyczą: "ukrzyżuj go, ukrzyżuj, złamał nasze prawa". Co z tego, że Barabasz jest złoczyńcą, skoro oni mają własną ofiarę.

To co niektórzy tutaj robią, to kopanie leżącego. Do krzywdy wyrządzonej przez męża/żonę, jeszcze dokłada się parę ciosów, ot tak, dla własnej satysfakcji, żeby udowodnić swoje racje.
Można i tak rozumieć ewangelizację, ja wolę inaczej.
Jeśli nie widzisz, nie rozumiesz, czym jest TRAGEDIA rozwodu, nie wypowiadaj się tak lekceważąco, uszanuj drugiego człowieka.

Mam wrażenie, iż wmawia się nam, że my koniecznie chcemy rozwodu, że jesteśmy zainteresowani wyrażeniem zgody. I że tak w ogóle, to wystarczy w sądzie powiedzieć NIE, a szanowny otworzy oczęta i wróci na łono rodziny.
Ale tak nie ma, w sądzie toczy się wojna i nie my ją wywołujemy, my stoimy pod murem, na roztrzelanie.
Może czas odróżnić, kto wywołał wojnę, kto tylko się broni? I broni swojego małżńnstwa wszelkimi dostępnymi środkami.
Zresztą, czy jakiegoś sędziego obchodzi nasz sprzeciw?
Ostatnio zmieniony przez elzd1 2008-04-06, 18:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-06, 17:40   

Ja również jestem katoliczką i staram się żyć wg zasad swojej wiary jak potrafię najlepiej.

Proponuję każdą dyskusję tego typu zamykać następującą regułką:

„W naszym kościele (w Polsce) nie wolno katolikowi zgodzić się na rozwód. W skrajnych sytuacjach dopuszczalna jest separacja. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości przeczytaj informacje w linkach: Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód? oraz W skrajnych sytuacjach: dlaczego separacja a nie rozwód?
Nie należy w tej kwestii prowadzić dyskusji. Wszelkie dywagacje będą usuwane przez administratora bez uprzedzania dyskutanta.”
 
 
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-06, 18:08   

Miriam napisała w chwili szczerości :

Kasia nie jest osamotniona w swoich poglądach- ja myślę i rozumuję podobnie.

To ja, szara zuza gratuluje//współczuję?.
Też nie na temat piszesz. Ale zgodnie z zasadą- której nikt !!!!!! nie podważa.
- i to jest ciekawe- ten wasz tok myślenia.
 
 
lodzia
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-07, 09:12   

NIE NAM TO WSZYSTKO OCENIAĆ... KAŻDY Z NAS STANIE PRZED PANEM I BEDZIE OCENIONY, KAZDY ZA SWOJE CZYNY... A MY TU CIAGLE OCENIAMY, KRYTUKUJEMY ITD.... I TAK NIC NAM PO TYM... ZOSTAWMY TO WSZYSTKO PANU :mrgreen:
 
 
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-07, 09:15   

Ha.............. a tylko troche empati było potrzeba.
Nie otwierałem kompa przez 2 dni............ a tu znowu burza.
Ludzie............ ,Andrzej,Kasia ,Miriam.............. nie każdy rozwiedziony jest rozwiedziony z własnej woli,czesto jest tak ,że wyraził zgodę na rozwód............bo juz nie miał siły przepychać się w sądach.Bo został przymuszony emocjonalnie,bo presja sądu,małżonka,świadków.......Bo rozwód został orzeczony wbrew jego woli,choćby ze względy na upływ czasu..... Jest coś takiego jak "oświadczenie woli złożone pod presją lub przymusem"często emocjonalnym i psychicznym. Zdarza sie chyba tak w sprawach rozwodowych????? Jest też spóżniona refleksja nad podjętż decyzją-zgodą.
Ważniejsze jest co po rozwodzie............ jak żyje ten/ta osoba kiedy został wydany wyrok o rozwiązaniu umowy cywilno-prawnej o zawarciu związku małżeńskiego.
Czy jest wierny/a złożonej przysiędze czy laduje w łóżku w najbliższej przyszłosci aby sie z kimś pocieszyć.
I TO BYŁO W MOIM STWIERDZENIU NAJWAZNIEJSZE.Co po rozwodzie.
Rozwód jest złem.
Czasami złem koniecznym .I czy sie to komuś podoba czy nie to jest czasami ZŁEM KONIECZNYM.
Bo przemoc,bo nałogi,bo odpowiedzialność podatkowa,bo odpowiedzialność finansowa,bo terror emocjonalny,brak szacunku,bo dołowanie .

Wczoraj na pytanie o rozwód cywilny odpowiadał w Katechizmie Porecznym ks.Piotr Pawlukiewicz ( www.sielskiefale.pl ) zakładka katechizm poręczny...odsyłam.

Sens (jak dla mnie) był taki......... rozwód jest czymś złym,ale nie zamyka on definitywnie podejmowania wysiłków o odrodzenie małżeństwa.
I nikt tak naprawdę nie ma prawa potepiać innego człowieka z tego(rozwodu) powodu,szczególnie tych trwających ,bedących wiernymi złożonej przysiędze.

Zeby cokolwiek powiedzeć,mieć prawo do oceny to trzeba by założyc buty tego potencjalnie potępianego i pochodzić tak z rok w tych butach(buty=życie).
Dajcie spokój .......szkoda pary w te przepychanki.
Zajmicie sie sobą,swoim sumieniem.To że ktoś nie wyraził zgody na rozwód,albo wyraził i zyje zgodnie z przykazaniami nie oddziela go od wiary,Boga,kościoła.

Kontrakt-ślub cywilny (wg mnie a taki tez zawierałem bo musiałem) jest umową cywilno-prawną.

Acha...... i oświadczam ,że nie mam zamiaru dyskutować nad tym z Tobą Andrzeju, czy z kimkolwiek innym-mimo że to do mnie zostało skierowane pytanie.

To jednak -mimo wszystko temat zastępczy............ taka dyskusja.Lepiej skupić sie na tym aby podzielić sie swoim doświadczeniem,siłą ,nadzieją z tymi co tego potrzebują.

Pogody Ducha
 
 
lodzia
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-07, 09:29   

rozwód jest czymś złym,ale nie zamyka on definitywnie podejmowania wysiłków o odrodzenie małżeństwa.
I nikt tak naprawdę nie ma prawa potepiać innego człowieka z tego(rozwodu) powodu,szczególnie tych trwających ,bedących wiernymi złożonej przysiędze.


podpisuje się pod słowami

Lepiej skupić sie na tym aby podzielić sie swoim doświadczeniem,siłą ,nadzieją z tymi co tego potrzebują.

a pod tymi tym bardziej :mrgreen:
 
 
Andrzej 
Mąż jednej żony


Imię małżonka/i: Kama
Staż małżeński: 25
Dołączył: 22 Mar 2006
Posty: 412
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-04-08, 12:45   Zgoda na rozwód jest znakiem złamania przymierza z Bogiem

Agnieszka78 otwierając temat „nie podoba mi się nazwa tego podforum- rozwód czy ratowanie„ napisała:

Agnieszka78 napisał/a:
wejdzie taki jeden z drugim mąż niewierny przypadkowo i zaraz widzi ze mu tu sobie piszemy o takich alternatywach dla nich, nawet jak w wyszukiwarkę wpisze sie kryzys to wychodzi ta strona z podpisem rozwód czy ratowanie, chociaż by było odwrotnie, czyli ratowanie małżeństwa czy rozwód, ale nie-rozwód jako pierwszy
to już lepiej powinno być paszport do piekła czy ratowanie małżeństwa hihihihihi :)

Wiesz Agnieszko jakie słowo najczęściej osoby do nas trafiające na forum wpisują w wyszukiwarce? Właśnie rozwód. Dzięki temu, że w haśle „Rozwód czy ratowanie małżeństwa?” jest to najczęściej wpisywane słowo, takie osoby, które myślą o rozwodzie, albo, które szukają ratunku dla swoich małżeństw, mogły zawitać na nasze strony.

lena napisał/a:
sorry za zuchwalstwo, ale czy Ty Andrzeju mógłbyś udzielić jakiejś konkretnej rady jak wyjść z kryzysu, co zrobić gdy...., jak przekonac sąd do naszego "NIE".....nie jako administrator, ale jako Andrzej.

....jak dla mnie bardzo nieładnie i mimo iż nie jestem w takiej sytuacji(rozwodowej).....poruszyło mnie i współczuje osobom,
które w takiej się znajdują.

Nie zgadzam sie na rozwód, nie wyrazam zgody, ponieważ nie pozwala mi na to moja wiara, kłóci sie to z tym co przysiegałam/łem...."ale".... sąd mało to obchodzi i orzeka rozwód.
....i tu tkwi problem właśnie w "ale".

Lena, w tej sprawie nie jest najważniejsze jak zachowa się sąd rozwodowy. Nazywam go sądem rozwodowym, bo jak pokazuje życie, prawo i orzecznictwo sądowe w Polsce w sprawach o rozwód, jeśli strona powodowa nie wycofa pozwu, a będzie uparcie dążyła do rozwodu, to go z dużym prawdopodobieństwem prędzej czy później w końcu otrzyma. Myślę, że to co powinien przede wszystkim powiedzieć w sądzie pozwany małżonek, to dać przede wszystkim świadectwo swojej wierności przymierzu małżeńskiemu czyli Bogu. Bóg w tej sprawie jest najważniejszy. A więc przede wszystkim świadectwo, bo od niego wszystko co dobre, co wiąże się z uzdrowieniem małżeństwa zależy. Nie twierdzę, że jak ktoś się zgodził na rozwód - na zerwanie przymierza, to Bóg mu już drugiej szansy nie da na opowiedzenie się za Nim. Ale po co ryzykować, po co się męczyć bez sensu licząc tylko na własne siły – odcinając się od dopływu łaski?
Chodzi o to, by na sali sądowej dać świadectwo wiary w Boga. Wystarczy powiedzieć: „Kocham żonę (męża), przysięgałem żonie (mężowi) i Bogu, że pozostanę jej (jemu) wierny, że nigdy nie wystąpię i nie zgodzę się na rozwód, bo przysięga jest sakramentalna, jest świętym przymierzem z Bogiem, a moja zgoda na rozwód złamałaby to przymierze”. Jest to wielkie świadectwo, tym bardziej, że świadczący je może narazić się na nie dające się wykluczyć szydercze uwagi czy inne niezbyt przyjemne komentarze. Ale to jest właśnie ten mój krzyż wierności, którego nie wstydzę się za Chrystusem nieść. Takie świadectwa są dzisiejszemu światu niezwykle potrzebne.
Lena, i to jest moja odpowiedź na Twoje pytanie, bym udzielił konkretnej rady jak wyjść z kryzysu. To nie sąd cywilny jest tu najważniejszy, ale Bóg, bo to Jego mocą jest uzdrawiane małżeństwo. Na uzdrawiającą łaskę Bożą masz o wiele większy – o Niebo większy :) wpływ niż na sąd rozwodowy, który ani tak miłosierny, ani tak sprawiedliwy jak Bóg nigdy nie był, nie jest i nigdy nie będzie. W takiej sytuacji, gdy z punktu widzenia wierności Bogu zrobisz wszystko, a mimo Twojej niezgody orzeczony zostanie rozwód – to nie będzie on tragedią. Dlaczego? Bo gdy Bóg jest na 1. miejscu, gdy okazywana jest wierność przymierzu z Nim, gdy nie ma miejsca na „ale” tak w sercu, jak w słowie i czynie - to wtedy On prowadzi, daje pokój wewnętrzny, jasność umysłu, poprzez działanie Ducha św. wskazuje na konkretne rozwiązania prowadzące do uzdrowienia…
A jeśli chodzi o nałoga, to jego pomoc na forum jest cenna (i innych osób zresztą też :)).

nałóg napisał/a:
Ludzie............ ,Andrzej,Kasia ,Miriam.............. nie każdy rozwiedziony jest rozwiedziony z własnej woli,

Jeśli zgadzam się na rozwód, to jest udział mojej woli, chyba że jestem woli pozbawiony.

nałóg napisał/a:
czesto jest tak ,że wyraził zgodę na rozwód............bo juz nie miał siły przepychać się w sądach.

No, dla „świętego spokoju”. A najwięcej niepokoju jest w „w świętym spokoju”.

nałóg napisał/a:
Bo został przymuszony emocjonalnie,bo presja sądu,małżonka,świadków.......

W takich sytuacjach trzeba trzymać się blisko Pana Boga, a wtedy masz wsparcie, nie swoją a Bożą moc, by potrafić przeciwstawić się złu i do końca mówić NIE rozwodowi.

nałóg napisał/a:
Bo rozwód został orzeczony wbrew jego woli,choćby ze względy na upływ czasu.....

Skoro do końca mówi NIE, a rozwód wbrew jego woli jest orzeczony, to wtedy nie ponosi winy moralnej. Przed Panem Bogiem cały czas zaświadcza o wierności przymierzu z Nim i małżonkiem.

nałóg napisał/a:
Jest coś takiego jak "oświadczenie woli złożone pod presją lub przymusem"często emocjonalnym i psychicznym. Zdarza sie chyba tak w sprawach rozwodowych????? Jest też spóżniona refleksja nad podjętż decyzją-zgodą.

Pod jakim przymusem? Są torturowani przed sądem? Sąd ich torturuje? A co to nie ma ochrony prawnej przed szantażem, nie ma Policji, nie ma przyjaciół, którzy ochronią, nie ma „Niebieskiej Linii”?
Ale czy to zwalnia człowieka zgadzającego się na zło z odpowiedzialności za zerwanie przymierza z Bogiem? Przecież nie można mówić, że ktoś nie miał świadomości, że składa przysięgę przed Bogiem, świadkami i tłumem ludzi. Są przecież zdjęcia, filmy, życzenia, etc. A już z pewnością taką świadomość mają (lub zyskują większą) te osoby, które zaglądają na strony naszej wspólnoty. Bardzo rzadkie są przypadki, by ludzie uczestniczący w ślubnej ceremonii zaprzysiężenia nie zdawali sobie sprawy, z tego co robią, żeby byli całkowicie nieprzytomni. Żeby ich ksiądz wcześniej nie pouczył w jak wielkim wydarzeniu uczestniczą.

nałóg napisał/a:
Ważniejsze jest co po rozwodzie............ jak żyje ten/ta osoba kiedy został wydany wyrok o rozwiązaniu umowy cywilno-prawnej o zawarciu związku małżeńskiego.
Czy jest wierny/a złożonej przysiędze czy laduje w łóżku w najbliższej przyszłosci aby sie z kimś pocieszyć.
I TO BYŁO W MOIM STWIERDZENIU NAJWAZNIEJSZE.Co po rozwodzie.

Tak to jest bardzo ważne. Ale dla tych, którzy otrzymali pozwy rozwodowe i czeka ich próba wierności – którzy będą decydować się czy nieść krzyż wierności Świętemu Przymierzu czy go odrzucić – to jest to nie mniej ważne. Bo nie można zakładać (a tak Lodziu odebrałem Twój post), że drogą do uzdrowienia małżeństwa jest rozwód. Że trzeba popełnić zło, by osiągnąć dobro. Że Bóg pragnie, by człowiek złamał przymierze z Nim, aby go potem ratować. Trzeba naprawdę zrobić wszystko, by do rozwodu nie doszło, a przynajmniej nie wyrazić nigdy nań zgody. Wtedy jest szansa by powstrzymać falę zła jaką wyzwala zgoda na zerwanie przymierza z Bogiem. By dać tak bardzo potrzebne dzisiejszemu światu świadectwo wierności. By pomóc innym przeżywającym kryzys małżonkom. By odwrócić katastrofalny trend rozpadających się w coraz szybszym tempie małżeństw. Od 2000 roku w Polsce dwukrotnie wzrosła liczba rozwodów. Więcej małżeństw się rozwodzi, niż zawiązuje.

nałóg napisał/a:
Rozwód jest złem. Czasami złem koniecznym .I czy sie to komuś podoba czy nie to jest czasami ZŁEM KONIECZNYM.

Możemy powiedzieć, że morderstwo, aborcja czasem też może być złem koniecznym?

nałóg napisał/a:
Bo przemoc,bo nałogi,bo odpowiedzialność podatkowa,bo odpowiedzialność finansowa,bo terror emocjonalny,brak szacunku,bo dołowanie .

Są to wystarczające powody żeby zrywać święte przymierze małżeńskie z Bogiem, by Go ciężko obrażać, by krzywdzić przez to innych małżonków i ich dzieci?

nałóg napisał/a:
Sens (jak dla mnie) był taki......... rozwód jest czymś złym,ale nie zamyka on definitywnie podejmowania wysiłków o odrodzenie małżeństwa.

Oczywiście, że nie zamyka – nie zamyka podejmowania wysiłków o odrodzenie małżeństwa na każdym etapie kryzysu małżeństwa – zarówno, gdy jest ono przed, w trakcie czy po rozwodzie.

nałóg napisał/a:
I nikt tak naprawdę nie ma prawa potepiać innego człowieka z tego(rozwodu) powodu,szczególnie tych trwających ,bedących wiernymi złożonej przysiędze.

Kościół, papież potępiając rozwody nie potępia tych co się rozwiedli, bądź się rozwodzą, jedynie głosząc swoją naukę ostrzega przed złem i jego zgubnymi skutkami. Nie można zarzucać Kościołowi czy papieżowi czy ludziom, którzy powtarzają jego słowa, że potępiają ich jako osoby. Napisalem tekst Jaka jest różnica między osądem osoby a osądem jego czynów? o odróżnianiu osądu człowieka (który tylko Bóg może dokonywać) od osądu jego czynów (do którego to osądu wszyscy jesteśmy wezwani). Jako osoby wierzące (uczniowie Pana Jezusa) nie możemy nie reagować na zło.

nałóg napisał/a:
Zeby cokolwiek powiedzeć,mieć prawo do oceny to trzeba by założyc buty tego potencjalnie potępianego i pochodzić tak z rok w tych butach(buty=życie).

My jako ludzie możemy poznawać jedynie po owocach, po czynach danego człowieka, czy są one dobre czy złe. Osąd człowieka należy pozostawić Bogu, bo tylko On zna serce człowieka. Jednak nie zwalnia nas to z obowiązku oceny postępowania, z obowiązku przeciwstawienia się złu. Stwórca daje moc do przetrwania i nie poddawania się złu. I to co tu na forum już nie raz pisałem, że kto prawdziwie kocha współmałżonka, nigdy nie wyrazi zgody na zło jakim jest rozwód. Z miłości małżeńskiej zakotwiczonej w Bogu czerpie sakramentalną moc, która jest potrzebna do przeciwstawienia się złu.
Odkąd moje małżeństwo znalazło się w niebezpieczeństwie, zagrożone rozwodem, podejmowałem naprawdę rozmaite starania by do rozwodu nie doszło. Ale niestety moje usilne starania prowadzące do pojednania z żoną, mimo mojej do końca wyrażanej niezgody na rozwód, nie przyniosły pozytywnego efektu. Rozwód został orzeczony. Jestem bardzo wdzięczny Bogu, że dzięki wierze, dzięki miłości do żony nie zgodziłem się na rozwód. Że dzięki Bogu moja miłość do żony może nieustannie wzrastać, mimo że od 10 lat żona związana jest z innym mężczyzną, że od 2000 roku nie przyjmuje wysyłanych w jej stronę (od czasu do czasu) sygnałów o moim pragnieniu spotkania się z nią… Wierzę, że dzięki tej sakramentalnej miłości szanse na uzdrowienie mojego małżeństwa nieustannie rosną. :) U Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. :)

nałóg napisał/a:
Dajcie spokój .......szkoda pary w te przepychanki.
Zajmicie sie sobą,swoim sumieniem.To że ktoś nie wyraził zgody na rozwód,albo wyraził i zyje zgodnie z przykazaniami nie oddziela go od wiary,Boga,kościoła.

Nie oddziela go od wiary, Boga, Kościoła. Jednak uświadamianie jak wielkim złem jest wystąpienie o rozwód i zgoda na rozwód, że jest to jak napisała Miriam, pozbawienie się uzdrawiającej sakramentalnej łaski Bożej wskutek samowolnego, jednostronnego zerwania z Nim przymierza, które skutkuje złem zgorszenia, krzywdzącym wiele innych małżeństw i ich dzieci. Pokuta, nawrócenie, uświadomienie sobie zła wyrządzonego swojemu małżeństwu, przeproszenie Boga za zerwane przymierza z Nim, za brak do Niego zaufania, za zło zgorszenia wyrządzone innym małżeństwom, pojednanie z Bogiem i otwarcie się na pojednanie ze współmałżonkiem dopiero może przywrócić stan uświęcającej, uzdrawiającej łaski sakramentu małżeństwa w sercach małżonków łamiących Przymierze.

nałóg napisał/a:
Kontrakt-ślub cywilny (wg mnie a taki tez zawierałem bo musiałem) jest umową cywilno-prawną.

Ale rozwód cywilny jest w swym zewnętrznym przynajmniej wyrazie znakiem zerwania świętego przymierza z Bogiem, powoduje zgorszenie, przyczynia się do rozpadu innych małżeństw. Człowiek, który w sercu jest wierny małżeńskiemu przymierzu, wierny jest także w czynach. Bo na tym polega spójna postawa człowieka wiary; reprezentuje tę samą postawę jednocześnie w myślach, słowach i czynach. A czyny są najważniejsze, bo z nich przede wszystkim będziemy sądzeni. Wiara bez dobrych uczynków jest martwa.
W nauce Kościoła w Katechizmie mowa jest o rozwodzie cywilnym – o moralnym zakazie rozwodów cywilnych, bo innych przecież nie ma! Istnieje jedynie dopuszczalne przez Kościół alternatywne w skrajnych sytuacjach rozwiązanie - separacja nie powodująca konfliktu sumienia.
Dlaczego kiedyś ludzie nie rozwodzili się, nie było instytucji rozwodu, rozwód nie wchodził w rachubę, jedynie separacja…

nałóg napisał/a:
Acha...... i oświadczam ,że nie mam zamiaru dyskutować nad tym z Tobą Andrzeju, czy z kimkolwiek innym-mimo że to do mnie zostało skierowane pytanie.

Dlatego zamkniemy teraz niniejszym postem tę dyskusję. Połączę ten temat z wcześniej zamkniętym, bo jest on jego kontynuacją.

nałóg napisał/a:
To jednak -mimo wszystko temat zastępczy............ taka dyskusja.Lepiej skupić sie na tym aby podzielić sie swoim doświadczeniem,siłą ,nadzieją z tymi co tego potrzebują.

Nie zgadzam się z Tobą, że jest to temat zastępczy. Ten temat dopóki będzie istniała instytucja rozwodu, a więc publiczne znieważanie Boga, publiczne łamanie zawartego z Nim i współmałżonkiem przymierza, publiczne zgorszenie – to temat będzie zawsze bardzo ważny i aktualny.
Masz rację nałogu, że wszyscy potrzebujemy nadziei opartej na wierze w Bożą moc sakramentu, zwłaszcza wtedy, gdy Pan Jezus jest na każdej sprawie rozwodowej najważniejszym świadkiem, i że mówiąc NIE rozwodowi mówimy tak naprawdę Bogu: TAK WIERZĘ TOBIE JEZU, ŻE DASZ MI WYSTARCZAJĄCO DUŻO SIŁY BYM MÓGŁ/MOGŁA DAĆ ŚWIADECTWO WIERNOŚCI PRZYMIERZU Z TOBĄ I ŻONĄ/MĘŻEM, A JEDNOCZEŚNIE BY WRAZ Z TYM ŚWIADECTWEM PROCES UZDROWIENIA MOJEGO MAŁŻEŃSTWA (I INNYCH TAKŻE, BO DOBRE ŚWIADECTWO JEST ZARAŹLIWE :)) MÓGŁ SIĘ WE WSPÓŁPRACY Z TOBĄ MOIM BOGIEM – JUŻ NA SALI SĄDOWEJ ROZPOCZĄĆ, NAWET JEŚLI WBREW MOJEJ NIEZGODZIE SĄD ORZEKNIE ROZWÓD. Dopóki walczysz we współpracy z Bogiem o sakramentalne małżeństwo – o jego uzdrowienie, jesteś zwycięzcą… A plan takiej walki mógłby np. wyglądać tak jak w 2. punkcie proponuje Zuza w swoim poście skierowanym do Rzaby – w temacie przez Rzabę założonym pt. ”przegrałam…” (*), pod warunkiem że wybijającym się motywem tej walki, obok deklarowanej miłości do męża, będzie rzeczywista i wyartykułowana przed sądem miłość do Boga. Może to być głośno wypowiedziane: Nie zgadzam się na rozwód bo przysięgałem żonie, którą kocham. Przysięgałem przed Bogiem, który jest tu na sali sądowej obecny jako największy świadek i obrońca naszego małżeństwa. I nikt nawet papież nie może Mnie z tej przysięgi zwolnić. A ja nie mogę wykonać żadnego znaku, który byłby złamaniem tego świętego trójstronnego przymierza.

nałóg napisał/a:
Pogody Ducha

:)


(*)
zuza napisał/a:
2, możesz powiedzieć nie i udowodnić że jest szansa na ratunek- bo kochasz, oceniasz że mąz kieruje się emocjami i pragniesz dac mu szansę bo nie masz pewności że nie zmieni zdania- wtedy tez może się batalia rozpocząć- bo nadal mówisz nie.
Możesz dodać - że twoje nie- nie wynika ze złości- że zdajesz sobie sprawę że nie zmusisz do miłości oraz że wiesz że możesz spowodować że sytuacja się skomplikuje- ale tak czujesz- i tym kierowana mówisz nie.
Drugi sposób też nie gwarantuje że nie rozpocznie się walka- ale daje ci komfort- bo nie atakujesz. I ty o tym wiesz.



PS. Moją intencją nie było potępienie kogokolwiek, kto wystąpił o rozwód lub wyraził zgodę na rozwód. Lodzię i inne osoby, które mogły się poczuć urażone formą mojej wypowiedzi – przepraszam.
_________________
"Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie" (Święty Ignacy Loyola)
"Najpierw modlitwa, potem przebłaganie, dopiero na trzecim miejscu - daleko "na trzecim miejscu"- działanie" (Święty Josemaria Escriva)
„Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (List św. Pawła do Filipian 4:13)
„I nie uczynił tam wielu cudów z powodu ich niewiary” (Ew. Mateusza 13:58)
"Przysięga małżeńska i jej konsekwencje" - ks. dr Marek Dziewiecki
www.sychar.org ::: www.skype.sychar.org ::: www.rws.sychar.org
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,3 sekundy. Zapytań do SQL: 9