Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Pytanie odnośnie intercyzy
Autor Wiadomość
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-04, 14:31   

Twardy, dziękuję za obszerną odpowiedź. Uważam tak jak Ty. Z tym, że czasem trudno jest postawić granicę mówiąc "Mężu, nie zgadzam się na kredyt, nie złoże swojego podpisu na dokumentach". No i tak właśnie było w moim przypadku. Ja zaproponowałam mężowi rozdzielność, chcąc uchronić siebie i nasze przyszłe dzieci przed długami oraz uniknąć ciągłych awantur delikatnie to ujmując. Nie mogłam się na kredyt nie zgodzić, gdyż na żaden inny temat nie były prowadzone "rozmowy" :roll: ze strony męża i końca ich nie było widać. Jedyną opcją postawienia granicy było zaproponowanie przeze mnie podpisania rozdzielności (jako zachowanie swojego stanowiska i nieblokowanie mu jego wg niego "rozwoju") i uważam, że ta decyzja była rozważna i mądra. Mąż i tego nie chciał uczynić ;-) , bo korzystniej dla niego było się wspólnie rozliczać, ale i na to znalazła się sprytna rada. :-) w myśl zasady "Bądźcie sprytni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie".
 
     
ryan
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-04, 16:48   

Krzysztof i Twardy - to co piszecie jest piękne i ciężko z tym dyskutować, zresztą nie mam argumentów aby to podważać, bo powołujecie się na autorytet Boga i świętości sakramentu małżeństwa i bezgranicznego zaufania do małżonka które i ja......... miałem :cry: .......ale.....zgodzę się z Metanoja - zgodzę się właśnie jakby kwestiach cywilno-administracyjnych

A spójrzcie na taki przykład: Mąż chce założyć firmę, jak to firma może kiedyś za np 5 lat nie wypalić, raz zysk, raz strata. Kontrahenci męża nie będą miłosierni gdy będzie strata...tylko powiedzą dawaj gościu kasę za towar bo jak nie to komornik, to windykacja itd. A komornik ściąga z majątku wspólnego. Czy intercyza nie jest wtedy troską o rodzinę, o dzieci o dom? Jak żona po ludzku zareaguje gdy ich konto zrobi się puste bo windykacja, o co zapyta męża, czy będzie miała łzy w oczach i trzęsące się ręce za co będą żyli, za co kupią dzieciom jedzenie, co stanie się z ich domem? Pytam po ludzku...bo to nie jest skrajny przypadek...(oczywiście decyzja o rozdzielności majątkowej byłaby ich wspólną decyzją)

Metanoja...co Ty na to?
 
     
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-04, 19:04   

Ryan, no właśnie ja dlatego z troski o rodzinę i jej przyszłość nie zgadzałam się na wspólne ryzykowanie i inwestowanie nie-swoimi pieniędzmi. W dalszej kolejności był motyw zakończenia wiecznych gadek o pieniądzach które były jedynym tematem poruszanym przez męża i o tym, że blokuję mężowi rozwój. Znając mojego męża nie spocząłby gdyby nie zostałby złożony podpis na wnioskach kredytowych i wekslach inblanko które mi podsuwał i by mnie wykończył. Inne rzeczy odpuszczałam ;-) ale to było zbyt ważne i istotne. W takiej sytuacji podjęcie propozycji o rozdzielności i nakłonienie do niej męża było rozsądne i mądre. To jest wg mnie trzeźwe myślenie. Jeżeli jeden współmałżonek dąży za wszelką że tak powiem cenę do niepewnego bogacenia się ;-) i nie liczy się w tym z przeciwnym zdaniem współmałżonka, to w trosce o dobro rodziny (u mnie nawet jeszcze wtedy nie powiększonej, ale myślałam perspektywicznie o przyszłości dzieci :mrgreen: ) należy podjąć decyzję o rozdzielności, jeśli współmałżonek nie rozumie i nie szanuje innego zdania współmałżonka. Słowo Boże mówi jednoznacznie :"Korzeniem WSZELKIEGO!!! zła jest miłość pieniędzy" - poczytajcie sobie dalej rozwinięcie w liście do Tesaloniczan chyba. Mojego męża ta miłość pociągnęła na dno, jak przepowiada Pismo, a na nie chciałam na to dno iść i pogrążać dzieci i podjęłam w tym momencie odpowiedzialną decyzję. Odpowiedzialną za siebie chociaż. Ojciec w przypowieści o Synu marnotrawnym również dał synowi wolną rękę - jakże mogłabym zabronić mężowi jego "rozwoju" i jego drogi, którą tak bardzo chciał iść, za cenę poniżania mnie? Czy moje nie, bez rozdzielności, kosztem coraz większego cierpienia i przemocy miałoby sens? To była twarda granica. Przez mój krok dzieci są w pewnym sensie bardziej zabezpieczone i dzięki mnie zawsze mogą mieć bezpieczny dom - bez nalotów komornika, któryby na ich oczach zabierał im łóżka czy jakiś sprzęt - bo tak to się właśnie odbywa. Dwoje tonących w długach rodziców czy jedno, to jest różnica wielka. Szukam odpowiedzi na pytanie, jak z takim gigantycznym dłużnikiem prowadzić wspólne gospodarstwo domowe, czy ktoś wie? :roll: Bo moje serce przygotowuje się mentalnie na ewentualny powrót do siebie pod pewnymi warunkami, ale nie wiem, jak mieszkać pod jednym dachem z giga-dłużnikiem i jak z nim prowadzić gosp. domowe? Niestety ale serce mam takie, że ani myślę ponosić odpowiedzialność za długi męża kiedykolwiek - to jego decyzje i wybory i konsekwencje będzie ponosił zawsze sam :-> , bo inaczej będzie zawsze Piotrusiem Panem, którego wyręcza albo mamusia, albo żona.
 
     
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-04, 22:36   

ryan napisał/a:
A spójrzcie na taki przykład: Mąż chce założyć firmę, jak to firma może kiedyś za np 5 lat nie wypalić, raz zysk, raz strata. Kontrahenci męża nie będą miłosierni gdy będzie strata...tylko powiedzą dawaj gościu kasę za towar bo jak nie to komornik, to windykacja itd. A komornik ściąga z majątku wspólnego. Czy intercyza nie jest wtedy troską o rodzinę, o dzieci o dom? Jak żona po ludzku zareaguje gdy ich konto zrobi się puste bo windykacja, o co zapyta męża, czy będzie miała łzy w oczach i trzęsące się ręce za co będą żyli, za co kupią dzieciom jedzenie, co stanie się z ich domem? Pytam po ludzku...bo to nie jest skrajny przypadek...(oczywiście decyzja o rozdzielności majątkowej byłaby ich wspólną decyzją)


Ryan, Rozwijając Twój przykład, to można byłoby powiedzieć, że po co się żenić skoro tyle jest rozwodów?
Przecież nam również może się nie udać. Nasze małżeństwo "może kiedyś za np 5 lat nie wypalić".

Ja prowadzę, firmę ponad 20 lat i gdy ją otwierałem nawet do głowy nie przyszła mi myśl o rozdzielności majątkowej. Jestem po rozwodzie i .....po podziale majątku. W wyniku porozumienia podzieliliśmy się majątkiem po połowie, a nawet żona (za moją zgodą) otrzymała więcej niż połowę majątku.
I co? Może powinienem pomyśleć wcześniej i przeprowadzić rozdzielność majątkową? Bo może kiedyś się rozwiedziemy i żona zabierze mi połowę firmy?
Nie! Nie zrobiłem tego i wcale nie żałuję.
Czym wtedy byłaby moja miłość? Biznesem?
Czym byłoby nasze małżeństwo? Umową? Z paragrafami, z drobnym druczkiem?

Do czasu odejścia żony, przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil. Bez zabezpieczeń finansowych. Bez postawy "kocham Cię, ale...". I dla nich warto było nie mieć rozdzielności majątkowej.

A pieniądze?...........to są tylko pieniądze.
I to nie moje pieniądze, ale Boga. Dzięki niemu je zarobiłem i dzięki niemu będę je miał lub nie w przyszłości.


Metanoja1 napisał/a:
Bo moje serce przygotowuje się mentalnie na ewentualny powrót do siebie pod pewnymi warunkami, ale nie wiem, jak mieszkać pod jednym dachem z giga-dłużnikiem i jak z nim prowadzić gosp. domowe? Niestety ale serce mam takie, że ani myślę ponosić odpowiedzialność za długi męża kiedykolwiek - to jego decyzje i wybory i konsekwencje będzie ponosił zawsze sam :-> , bo inaczej będzie zawsze Piotrusiem Panem, którego wyręcza albo mamusia, albo żona.


Metanoja, za swoje decyzje każdy musi ponosi odpowiedzialność sam. Twój mąż również.
Co innego zawierać rozdzielność majątkową na wszelki wypadek, a co innego gdy ktoś ma już pełno długów jak Twój mąż.

Cieszę się jak czytam, że Twoje serce przygotowuje się mentalnie na ewentualny powrót do siebie.
Moim zdaniem, w przypadku Waszego pojednania, wspólność majątkowa nie byłaby dobrym rozwiązaniem, a jej brak nie byłby niczym niewłaściwym.
 
     
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-05, 12:44   

Cytat:
Co innego zawierać rozdzielność majątkową na wszelki wypadek, a co innego gdy ktoś ma już pełno długów jak Twój mąż.

Twardy, tyle, że sens podpisania rozdzielności jest właśnie przed ryzykiem powstania długów i ja tak właśnie oszacowałam, gdyż przewidywałam, że pomysły męża doprowadzą do katastrofy finansowej. Uczyniłam to przed podjęciem przez męża zobowiązań finansowych.
Jak już ktoś ma pełno długów, to robienie rozdzielności majątkowej jest nie wiem, czy nawet możliwe (nie wiadomo bowiem jak zliczyć i podzielić te długi, które już są, bo nie wiadomo czasem ile jest tego długu i kiedy odezwie się kolejny wierzyciel). Jeżeli jest możliwa rozdzielność kiedy już ktoś ma pełno długów, to po to, by ochronić się przed kolejnymi tworzonymi od dnia podpisania umowy.
 
     
ryan
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-05, 15:01   

twardy napisał/a:

Do czasu odejścia żony, przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil. Bez zabezpieczeń finansowych


Tak jak ja, piękne chwile przez całą młodość i połowę dorosłego życia . Gdy zostałem z niczym (inwestowalem w nie swoją nieruchomość - i nie było podziału pół na pół tego co tam włożyłem), zmieniło mi się podejście. I pewnie długo takie zostanie - wszystko za świeże jest...

A jak powinno być - właśnie tak jak piszecie z Krzysztofem, nie sposób podważyć.
 
     
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-05, 18:31   

Ja twierdzę tak: gdyby nie obowiązywało małżonków prawo cywilne (tu: odpowiedzialność zbiorowa ;-) - dla mnie idiotyzm totalny w prawie), tylko Boże czyli sam Sakrament, to nie było by sprawy i nikt by nie myślał czy rozważać rozdzielność czy nie, ale tkwiąc w strukturach prawa cywilnego i karnego :mrgreen: powinniśmy się w nich umieć odnaleźć i je brać pod uwagę w życiu, bo można się pogrążyć a także swe dzieci.
 
     
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-05, 18:37   

ryan napisał/a:
twardy napisał/a:

Do czasu odejścia żony, przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil. Bez zabezpieczeń finansowych


Tak jak ja, piękne chwile przez całą młodość i połowę dorosłego życia . Gdy zostałem z niczym (inwestowalem w nie swoją nieruchomość - i nie było podziału pół na pół tego co tam włożyłem), zmieniło mi się podejście. I pewnie długo takie zostanie - wszystko za świeże jest...

A jak powinno być - właśnie tak jak piszecie z Krzysztofem, nie sposób podważyć.


Ryan, przykro mi. Może to mało dla Ciebie pocieszające, ale sądzę, że i tak lepiej zostać z niczym niż zostać z długami, więc głowa do góry nos w chmury. Nie przejmuj się.
 
     
Krzysztof123
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-08, 13:05   

Metanoja1 napisał/a:
No to co Krzysztofie radzisz, jeśli jeden współmałżonek chce otworzyć firmę zaciągając na poczet tego niebotyczny kredyt na rozwinięcie działalności, a drugi współmałżonek jest temu przeciwny, uzasadnia to tym, że nie chce ponosić ryzyka, uważa że pomysł jest zły, a tamten go naciska i argumentuje, że brak zgody współmałżonka jest zahamowaniem jego rozwoju, który on sobie zaplanował. :-) Co ma zrobić ten współmałżonek, który tego nie chce, nie chce brać w tym udziału.

szukać kompromisu .
Ja pisałem intercyzie małżeńskiej jako z góry powziętego planu podziału tego co ma łączyć. Zasze przy podejmowaniu decyzji MAŁŻEŃSKICH należy kierować się dobrem rodziny a nie jednostki.
 
     
Krzysztof123
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-08, 13:19   

ryan napisał/a:


A spójrzcie na taki przykład: Mąż chce założyć firmę, jak to firma może kiedyś za np 5 lat nie wypalić, raz zysk, raz strata. Kontrahenci męża nie będą miłosierni gdy będzie strata...tylko powiedzą dawaj gościu kasę za towar bo jak nie to komornik, to windykacja itd. A komornik ściąga z majątku wspólnego. Czy intercyza nie jest wtedy troską o rodzinę, o dzieci o dom? Jak żona po ludzku zareaguje gdy ich konto zrobi się puste bo windykacja, o co zapyta męża, czy będzie miała łzy w oczach i trzęsące się ręce za co będą żyli, za co kupią dzieciom jedzenie, co stanie się z ich domem? Pytam po ludzku...bo to nie jest skrajny przypadek...(oczywiście decyzja o rozdzielności majątkowej byłaby ich wspólną decyzją)

Metanoja...co Ty na to?


Jeśli chodzi o założenie firmy na którą godzą się oboje małżonkowie ale chcą zabezpieczyć swój majątek to jest szereg narzędzi prawnych, które nie powodują podziału rodziny a umożliwiają ich prawna ochronę. Nie rozumiem dlaczego przedsiębiorcy upierają się przy separacji, rozdzielności, intercyzie - właśnie dlatego jest takie powszechne przyzwolenie na rozwody bo to przecież tylko rzut kamieniem od wcześniejszych decyzji.
Postępując uczciwie nie trzeba się obawiać starty majątku. Jeśli chodzi o zapłatę za kupiony towar - to należy to zrobić. Jeśli chodzi o odzyskanie pieniędzy za towar sprzedany na podstawie faktury z odroczonym terminem płatności to zanim będzie się takimi operować należy uzbierać taki kapitał by jego część można było zamrozić właśnie w odroczonych płatnościach. Kto rzuca się na głęboką wodę ? Do tego czasu sprzedaż na zasadzie kodeksowej więc towar za umówiona cenę.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-08, 14:28   

Wg mnie rozdzielność majątkowa czy intercyza jest w pewnych warunkach jak najbardziej wskazana.
Przywoływany przykład z prowadzeniem firmy czy z pełnieniem funkcji członka zarządu formy jest jak najbardziej na miejscu.
Nawet najbardziej uczciwy przedsiębiorca , dochowujący należytej staranności w przestrzeganiu prawa może mieć poważne problemy nie ze swojej winy(np.Kluska czy wielu innych ). Wchodzi kontrola do firmy i na wszelki wypadek -na poczet ewentualnych kar czy uszczupleń blokuje rachunki bankowe firmy. Po trwającej np.rok kontroli firma pada a wierzyciele pozywają przedsiębiorcę (lub członka zarządu w przypadku niezaspokojenia się z majątku firmy) za długi firmy.
Podobnie jest w przypadku gdy trafi się na nieuczciwego kontrachenta . Czasami ten kontrachent wcale nie musi byc nie uczciwy........ przypadek losowy..... wypadek, choroba.....zawirowanie na rynku, np.susza i brak zbiorów........ Pewien znany ekonomista i znawca prawa podatkowego wyraził się tak: jak się prowadzi firmę na własny rachunek lub jest się w zarządzie firmy kapitałowej to należy mieć świadomość , że któregoś poranka wpadną "chłopaki" w kominiarkach i blokując twarde dyski zabiorą na "dołek" na 48 h a potem zaczyna się taniec.
Znam przypadek gdy taka sytuacja miała miejsce i po 3 latach sąd uznał bezzasadność postepowania organów celno-podatkowych, a odpowiednie urzędy nie chcą zapłacić odsetek od zablokowanych środków i nienależnie pobranych ceł i podatków . Nie mówiąc już o tym okresie gdy ta rodzina miała ogromne problemy z finansami. Uratowała ich właśnie rozdzielność majątkowa.
Zdrowy rozsądek podpowiada właśnie rozdzielność majątkową czy intercyzę. Tak jak pisała Metanoja....... chroni to też współmałżonka i dzieci przed ryzykiem utraty wszystkiego i pójścia pod most lub na garnuszek opieki społecznej.Chroni tez przed -co się zdarza-brakiem rozsądku u współmałżonka.
Nie szafujcie tutaj wiarą i Ewangelią czy sakramentem małżeństwa.
Krzysztof123 napisał/a:
Postępując uczciwie nie trzeba się obawiać starty majątku.
Mam pytanie Krzysztof???? czy nie utraciłeś znacznej części majątku będąc uczciwym? Bo druga strona zrobiła coś by Cię go pozbawić.....
Najlepiej gdy taka decyzja jest uzgodniona i zaakceptowana przez strony.
Uważności wymaga tez stosowania prawa spadkowego i przyjmowania lub odrzucania spadku.
PD
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-08, 15:16   

Kto prowadzil wlasna dzialalnosc gospodarcza w Polsce lub ma wspolmalzonka prowadzacego taka dzialalnosc powinien skorzystac z rady Jezusa, bez wzgledu na wlasne przekonania czy chciejstwa:
(16) Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! Ew. Mateusza 10:16
(8) I pochwalił pan nieuczciwego rządcę za to, że rozsądnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są wśród podobnych sobie niż synowie światłości. Ew. Łukasza 16:5-8
Rady naszego Zbawiciela zawsze dotycza calosci naszego zycia nie tylko konkretnej sytuacji w jakiej je wypowiadal, a wiec po ludzku trzeba zachowujac boze prawo zabezpieczyc siebie i bliskich zgodnie z ludzkim prawem przed problemami jakie moga wyniknac z sytuacji w jaka sie pakujemy.
Milosc do wspolmalzonka pozwala wiec w przypadkach prowadzenia dzialalnosci na wlasny rachunek uczynic zapis rozdzielnosci, aby w klopotach byc mu podpora materialna, a nie nastepna troska o utrzymanie i zabezpieczenie dachu nad glowa.
 
     
Krzysztof123
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-14, 07:25   

Nałóg napisałeś:
"Mam pytanie Krzysztof???? czy nie utraciłeś znacznej części majątku będąc uczciwym? Bo druga strona zrobiła coś by Cię go pozbawić.....
Najlepiej gdy taka decyzja jest uzgodniona i zaakceptowana przez strony.
Uważności wymaga tez stosowania prawa spadkowego i przyjmowania lub odrzucania spadku"

Zakładając firmę czy ogólnie mówiąc działalność gospodarczą wiesz w jakim zakresie będziesz ją prowadzić chyba, że stosujesz tzw. zasadę "spontanu" ale w tym przypadku należy się już spodziewać dosłownie wszystkiego i nie potrafię tez w stosunku do takiej działalności nic powiedzieć.
Jeśli chodzi o działalność ukierunkowaną jest podstawowa zasada. Najpierw się dorobić na drobnicy by wyeksponować środki którymi można będzie obracać i pozwolić sobie na ewentualna stratę.
Pan Kluska poległ na przepisach dotyczących Citu, Vatu i tym podobnych daninach na rzecz państwa. Nie pytał wcześniej jak należy interpretować poszczególne przepisy tylko je stosował u siebie w taki sposób by jak najwięcej skorzystać. Jak sam powiedział, gdyby wiedział wcześniej, że te służby w taki sposób zareagują na jego dklaracje nigdy nie zdecydowałby się na takie posunięcia. W takim przypadku najlepiej pytać. Pytać samego urzędu skarbowego czy Zus.
Znam dla przykładu wiele przypadków kiedy ludzie korzystają z zatrudnienia poprzez umowę zlecenie czy tez umowę o dzieło by obniżyć koszty firmy. Niestety .... jeśli jest to jedyne zatrudnienie pracownika to jak kolwiek by się nazywało np. ZUS jest obowiązkkowy i prędzej czy później będzie trzeba uregulować te należności a służby te nie muszą się śpieszyć bo maja na to 10 lat.
Więc jeśli się nie wie to należy pytać. A główne pytanie dotyczy intercyzy małżeńskiej czy ją stosować u siebie więc odpowiadając na Twoje pytanie - owszem straciłem ale gdybym miał jeszcze raz podejmowac ta decyzję zrobiłbym dokładnie tak jak za pierwszym razem. Małzeństwo dla mnie jest niepodzielne w żaden sposób. Nie chcę nawet w to wątpić. Razem do czegoś dążymy i razem borykamy się z trudnościami.
A wcześniej tez pisałem jak ustrzec się przed długami w stosunku do rodziny. Właśnie poprzez sprzedaż detaliczną na początek. Z ręki do ręki. Jeśli nie mam na dalszą działalność czy płynność firmy to przecież nie będę wystawiał faktur z odroczona płatnością.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10