Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Czy to jest uczciwe?
Autor Wiadomość
rogor
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-24, 17:15   Czy to jest uczciwe?

Kochani :-D pomóżcie mi znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytanie: Dlaczego osobie żyjącej w związku niesakramentalnym nie wolno przystąpić do Komunii św. a np. palaczowi tytoniu (tyczy się to również wielu innych grzechów powszechnie akceptowanych, niezauważanych) wolno. Przecież i jeden i drugi żyje w ciągłym grzechu. Na każdej paczce papierochów jest napisane, że szkodzą, że palenie tytoniu zabija, mimo to ludzie palą, nawet księża. :evil: Ile razy widziałem palących w drodze z kościoła, przed chwilą byli na Eucharystii, przystępowali do Stołu Pańskiego, a teraz paląc papierochy popełniają samobójstwo na raty. Oni są tego świadomi, popełniają grzech dotyczący rzeczy ważnej i popełniają ten grzech dobrowolnie i wielokrotnie - jest to więc grzech ciężki. Dlaczego tu Kościół milczy? A rozwodnik, gdy uczciwie walczy długie lata o pojednanie, o powrót swojego sakramentalnego małżeństwa i ta walkę przegra do końca życia musi być sam. A wiadomo, że ten kto za bardzo zabrnie w samotność ten zwariuje ( Talmud)....Czy Bóg chce tego cierpienia?????Gdzie tu Miłość?????Gdzie logika i konsekwentne działanie??Proszę wybaczyć jeśli kogoś uraziłem. Kto pyta ten podobno nie błądzi.... :roll:
 
     
agnieszka78
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-24, 18:29   

a wyobrażasz sobie, że jest inaczej? że Kosciół, Bóg mówi OK związkom niesakramentalnym? co by się wtedy działo?
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-24, 18:54   

no bracie- teraz to strzeliłeś jak kulą w płot- zupełnie pomieszałeś pojęcia .
Szukasz furtki?
Bo nie kumam problemu- dlaczego masz żyć samotnie????- żyj jak chcesz- masz wolną wolę- wiesz co jest poprawne a co nie- a fajki to mają taki związek z tematem przewodnim- jak zorza polarna z kwitnieniem wiśni, czyli żaden.

A ty masz w sobie żal-to rozumiem- ale kierunek rozmyślań chyba raczej nietrafny nieco.
Małżeństwo- to nie jest paczka fajek.

Szukaj gdzieś indziej.
Tym razem pudło.

[ Dodano: 2008-06-24, 22:45 ]
rogor napisał/a:
A rozwodnik, gdy uczciwie walczy długie lata o pojednanie, o powrót swojego sakramentalnego małżeństwa i ta walkę przegra do końca życia musi być sam. A wiadomo, że ten kto za bardzo zabrnie w samotność ten zwariuje ( Talmud)....Czy Bóg chce tego cierpienia?????



- tak z podziwu wyjśc nie mogę nad głębokościa przemyśleń- odpowiadam na cytat- Bóg nie chce twojego nieszczęścia- stworzył psychologów- idż i pogadaj- bo chyba zabrnąłeś za daleko. I wariować zaczynasz.
 
     
agnes
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-25, 15:51   

Rogor,pewne tematy tutaj bolą.
Poczytaj to co wklejam,może to Ci trochę rozjaśni w głowie

http://www.mateusz.pl/ksiazki/mptig/mptig203.htm

Na dzień dzisiejszy tak jest ze kobieta, która podda się aborcji dostanie rozgrzeszenie a cywilny małzonek póki wraca do wspólnego domu ze wspólnym łózkiem nie dostanie i wygląda na to ze to się nie zmieni.
Ja tez zyję w takim związku bo walkę o swoje sakramentalne małżeństwo przegrałam,
a cywilnego nie śmiem rozbijać,tym bardziej ze jest z niego dziecko.
Nie mogę przystępowac do sakramentów i bardzo mi to dokucza ale nie mam do nikogo pretensji i nie kłócę się z Bogiem ze nie dostosował przykazań do mojej akurat sytuacji.
I chociaż sakramentalny mąż krzywdził mnie bardzo(i robi to nadal), to jednak jemu przysięgałam i skoro żyję z innym to nie wymagam aby Kościół pozwolił mi na przyjmowanie Komunii tak jak komus kto zyje z pierwszym mężem/żona jak należy.

Co wtedy z przysięgą małżeńska?Skoro jej łamanie nie byłoby grzechem,to jaki byłby jej sens?

Przez 7 lat walczyłam z przemoca,pijaństwem,brakiem szacunku ze strony męża.
Zniosłam kilka separacji(z nikim sie w tym czasie nie wiązałam) i to zawsze ja wracałam-mozna powiedziec "na siłę" bo mąż chciał skończyc małżenstwo na samym początku,w czasie pierwszej 8-miesięcznej separacji.Wróciłam przerywając prestiżowe studia(studiowałam w innym mieście) bo wydawało mi się że rodzina jest najwazniejsza.Niewiele się zmieniło,po paru miesiącach poszarpał mnie przy teściach a zaraz potem urządził pijacka awanturę z rękoczynami.
Wyprowadzałam się i wracałam znowu.W międzyczasie prawie nieustanne rękoczyny,wyzwiska i alkohol.Ciągły kryzys.W czasie którejś poprawy zaszłam w druga ciążę,więc kolejne 4 lata walczyłam dla dziecka.

Uporczywe próby ratowania związku nie dały efektu,mąż wyjechał za granicę i okazało się że narobił na mnie długów gdzie się dało...Nie wytrzymałam i odeszłam po czym weszłam w ponowny związek.
Mąż zdawało się że oprzytomniał więc znowu podjełam kroki ratowania małżenstwa.No i kolejne półtora roku walki juz po rozwodzie. Niestety,nie udało się-mąż zmienił się ale na gorsze więc dałam spokój bo obserwujac jego zachowanie z boku zwyczajnie boje sie o swoje życie.
Nie wiem czy juz o tym pisałam,ale dodam jeszcze że mąż jest człowiekiem zwyczajnie niebezpiecznym.Od 9 lat uprawia kulturystyke.Prawie od początku zażywa sterydy(najrozmaitsze,ściągane ze wszystkich stron świata) które maja mu pomóc w uzyskaniu odp masy mięśniowej,nie stroniąc przy tym od alkoholu.Nie musze chyba dodawać jak taka mieszanka działa na rozum.

Niemozność pełnego uczestniczenia w zyciu Kościoła bardzo mi doskwiera ale takie konsekwencje musi ponisic katolik który zawiera drugie małżeństwo i musisz o tym pamiętać decydujac sie na taki krok.

Pozdrawiam

[ Dodano: 2008-06-25, 17:31 ]
A i jeszcze z tym porównywaniem małżeństwa cywilnego do palenia.Naprawde nie rozumiesz?
Jasne że i to i to jest złe.
Ale wchodząc w nowy związek łamiesz przysięge składana żonie i Bogu,dla mnie akurat jest to duzo większe zło niz "tylko" szkodzenie własnemu zdrowiu...
Ja tak to rozumiem,nie umiem lepiej wytłumaczyc...

[ Dodano: 2008-06-25, 17:36 ]
'A rozwodnik, gdy uczciwie walczy długie lata o pojednanie, o powrót swojego sakramentalnego małżeństwa i ta walkę przegra do końca życia musi być sam. A wiadomo, że ten kto za bardzo zabrnie w samotność ten zwariuje ( Talmud)....Czy Bóg chce tego cierpienia?????"

Juz Ci Zuza napisała że nie ma przymusu byc samemu i Bóg niczego nie każe dlatego dał człowiekowi wolną wolę.
Zycie z kimś innym niz sakramentalny mąż/zona to códzołóstwo,grzech i raczej nic tego nie zmieni.
A co wybierzesz to już sprawa Twojej wolnej woli i sumienia.
 
     
rogor
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-28, 23:24   

Agnes bardzo Ci dziękuję. :-D Jestem w podobnej jak Ty sytuacji. Kocham Boga i tak bardzo pragnąłbym żyć tak by moje życie się Jemu podobało...Wiele lat tak żyłem i wierzę, że moje życie uporządkuję tak by znów być blisko Boga, by znów nie łamać Jego przykazań ani na trochę, by znów przystępować do sakramentów, bez których moje życie staje się puste.... :->
Kilka dni temu prosiłem moją sakramentalną żonę o kilka chwil rozmowy, prosiłem wiele razy zawsze byłem boleśnie odrzucony. Przegrałem sprawę w sądzie. Żądałem poszerzenia kontaktów z dziećmi sąd odrzucił mój wniosek...Sakramentalna żona zażądała by kontakty z dziećmi zabrać mi zupełnie, ta sprawa jeszcze się toczy. Ja nie sięgałem do kieliszka, raczej uciekałem sie ku Bogu...Przegrałem zostałem sam, zgnojony przez tą której ślubowałem. A i jeszcze jedno: Moja sakramentalna żona kilka razy chciała wsadzić mnie do pudła, na podstawie fałszywych oskarżeń...Ona mnie nienawidzi do szaleństwa, jest chora z nienawiści, nie przyjmuje przebaczenia, ani przebaczenia nie udziela. Co Bogu, co ludziom po tym, że będę cierpiał samotność, że łatwiej będzie mnie zniszczyć, samotnego zawsze łatwiej jest zniszczyć.... :?:
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-29, 10:26   

Rogor. Nie musisz cierpieć, masz wybór: albo wciąż odnawiać w sobie te myśli, albo przyjąć fakty. Nie zaniedbywać kontaków z dziećmi, choćby tylko w tym czasie, który masz ustalony. Cierpisz, oddaj to Panu Bogu, niech zrobi z Twojego cierpienia jakiś dobry użytek. Jest sens cierpieć bezowocnie?

Można żyć samotnie, mam kilku znajomych panów, którzy jak do tej pory wiernie wypełniają przysięgę, nie opuszczają swoich żon, chociaż one już dawno przekreśliły swoje małżestwo. Kobiet też znam wiele, tylko jakoś tak samotność panów jest bardziej widoczna. Podziwiam tych, których znam, mają więcej wiary ode mnie, dzięki nim udaje mi się nie popadać w skrajne myśli, nie tracę swojej cząstki wiary, są silni, jak to faceci.
Możesz też iść najłatwiejszą i złą drogą - wtedy po ludzku nie będziesz samotny.
Wiesz, mój mąż dla mnie umarł - umarł duchowo. I tak o nim myślę, jak o zmarłym, który potrzebuje pomocy. Więc modlę się za niego, bo czy można zmarłemu odmówić modlitwy?
Można powiedzieć: Panie Boże, nie widzę sensu, nie chcę tak żyć. Ale można przyjąć, bo czyć wiemy, jakie plany ma dla nas Stwórca?
Jezus też wątpił, też wołał że nie chce, bał się. A jednak .... wypełnił swoją misję.

Jezus mógł zejść z krzyża, ale wolał powstać z grobu.św. Augustyn
 
     
rogor
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-29, 22:12   

Tak ważnym jest by starać się uporządkować swoje życie. Może nie koniecznie trzeba być samemu, może niekoniecznie trzeba cierpieć. Ja wciąż pytam szukam, radzę się mądrzejszych , co studiowali , więcej wiedzą.
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-30, 21:19   

nie mam ochoty na walkę z wiatrakiem- wywaliłam więc swoje zdanie.
 
     
rogor
[Usunięty]

Wysłany: 2008-07-01, 22:05   

Bóg zabronił nawet joty, czyli najmniejszej litery zmieniać w Jego Objawieniu. Jak żyć? Jak żyć by życia nie zmarnować. Jak żyć by mieć życie wieczne?
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-07-01, 22:43   

"Tak ważnym jest by starać się uporządkować swoje życie."
To porządkuj, tylko nie tak, żeby kamień na kamieniu nie pozostał.

"Może nie koniecznie trzeba być samemu"

Niekoniecznie. Możesz kupić sobie tchórzofretkę lub świnki morskie.

"może niekoniecznie trzeba cierpieć."

Niekoniecznie trzeba, ale niektórzy przyzwyczaili się lub polubili.

"Ja wciąż pytam szukam, radzę się mądrzejszych , co studiowali , więcej wiedzą."

No to długo sobie poszukasz, bo zawsze są ci jacyć mądrzejsi - na daną chwilę, sytuację. A może teraz zrób inaczej i nie szukaj, tylko usiądź i pomyśl.
 
     
yoshimitsu
[Usunięty]

  Wysłany: 2008-10-18, 23:30   Była żona chce do mnie wrócić

Witam
Odeszła ode mnie . Zażądała podziału majątku . Zabrała nasze dwie małe córeczki . Płacę jej alimenty . Ale ona teraz chciałaby wrócić,twierdzi ,że zrozumiała swój błąd i wie jak bardzo mnie skrzywdziła,że oddałaby wszystko , by to cofnąć . Problem tkwi w tym,że facet , którego sobie znalazła już nie jest jej facetem , natomiast ja jestem z kobietą , która ma też dziecko ze swojego małżeństwa , też córkę i mieszkamy razem u mnie w mieszkaniu , które spłaciłem byłej żonie , chociaż sam sobie na nie zapracowałem . Moja obecna partnerka wyprowadziła mnie z głębokiej depresji , w jaką wpadłem po rozwodzie .Moja ex twierdzi teraz,że zrobi wszystko , by nasze życie nie przypominało tego naszego sprzed rozwodu (obydwoje nie byliśmy święci ) . Chcę zaznaczyć,że stawałem na głowie , by ją odwieźć od tego pomysłu z rozwodem , ale ona była jakby obcym dla mnie człowiekiem wtedy , miałem wrażenie , że jej po prostu wcale nie znam . Są też nasze dzieci,które kochaja mnie ponad życie i ja je również . Moja obecna ( dzisiaj wyprowadziła się na tydzień , bym w końcu podjął decyzję) kobieta jest dobra dla moich dzieci i dla mnie . Nigdy się na niej nie zawiodłem i kocha mnie całym sercem . Nie wiem , czy dam radę podjąć właściwą decyzję . Powiem tylko , że gdyby nie córeczki , to nie przemknęłoby mi to nawet przez myśl , by do niej wracać . Wiem , że to niezgodne z zasadami wiary , ale czy teraz mam prawo zniszczyć kobietę , która oddała mi swoje całe serce i zawierzyła mi ? Z żoną byliśmy osiem lat po ślubie kiedy odeszła ode mnie i potraktowała mnie jak śmiecia , błagałem ją na kolanach , a ona powiedziała , że jestem dla niej niczym i nie obchodzi ją , co się ze mną stanie na odchodnym . Po rozwodzie minie niedługo rok . Z tą nową kobietą jestem od 8 miesięcy . Żona nigdy nie utrudniała mi kontaktów z dziećmi i dbała o nie w tym czasie jak najlepiej mogła . Nie szczuła ich na mnie . Twierdzi ,że kochała mnie nadal cały czas i nie śmiała wyjśc do mnie z propozycją powrotu,bo myslała ,że jej nienawidzę. Jednak mój niepokój wzbudziło jej zachowanie w czasie naszej rozmowy kilka dni temu , kiedy wyraziłem swoje niezdecydowanie w tej kwestii . Przechodziła od proszenia mnie poprzez groźby i szantaż ograniczaniem kontaktów z dziećmi do błagania mnie o powrót ( lub raczej zgody na jej powrót ) . Nie obyło się również bez rzucenia kilka razy pod moim adresem niewybrednych epitetów . Czy jest szansa , by ten związek odtworzyć ? Ze swoim partnerem zerwała jakiś miesiąc temu i wtedy zaczął się ten temat . Czy to będzie lepsze dla dzieci , a może odwrotnie - jeżeli dalej będą między nami kłótnie , to czy nie ucierpią bardziej ?
Bardzo liczę na Waszą pomoc . Dodam tylko,że każdy z mojej rodziny mówi,że ta nowa kobieta jest o niebo lepsza i każdy ją polubił , pomaga mi z moimi dziećmi , kiedy są u mnie , kocha je tak jak swoje . Najważniejsze jest dla mnie dobro dzieci.
czy jest jakieś wyjście z tej trudnej sytuacji
?

Pozdrawiam i przepraszam,że tak to chaotycznie opisuję
 
     
Maria Anna
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-19, 06:57   

To jest forum katolickie - odpowiedzi będa tylko jedne.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-19, 09:38   

Tak MarioAnno, odpowiedzi prawdopodobnie będą jedne. I o to chodzi, żeby być wiernym Bogu, nie rozmieniać się na drobne.

yoshimitsu napisał/a:
teraz mam prawo zniszczyć kobietę , która oddała mi swoje całe serce i zawierzyła mi ?

To nie tej kobiecie przysięgałeś "....że cię nie opuszczę aż do śmierci". Tę przysięgę składałeś żonie, " że ....w zdrowiu i chorobie".
To żona Ci zawierzyła, Ty żonie, ta kobieta również pewnie innenu mężczyźnie, a teraz poplątaliście sobie życie, pomieszaliście się, oczekujecie, iż będzie dobrze.
Co to znaczy, że ona Ci zawierzyła? Możesz jaśniej?

yoshimitsu napisał/a:
Czy jest szansa , by ten związek odtworzyć ?

Zawsze jest szansa, jesli oboje tego chcą i potrafią wybaczyć urazy.

yoshimitsu napisał/a:
każdy z mojej rodziny mówi,że ta nowa kobieta jest o niebo lepsza i każdy ją polubił ,

Rodzina i przyjaciele często są pośrednią przyczyną rozwodów, wtrącają się, wydają wyroki i opinie, skłócają małżonków radzą najłatwiejsze i najgorsze wyjście, zupełnie jakby mieli w tym jakiś cel. Często robią to, by uspokoić swoje własne brudne sumienie, albo (zwłaszcza matki), by nie wypuścić swoich ukochanych dzieci spod skrzydeł. Ale to nie jest ich życie, nie ich wieczność. Jeśli słuchasz ludzi, nie Boga .... sam sobie odpowiedz. Mądry człowiek umie oddzielić życzliwość i troskę od wścibstwa i złej woli.

yoshimitsu napisał/a:
Czy to będzie lepsze dla dzieci , a może odwrotnie - jeżeli dalej będą między nami kłótnie , to czy nie ucierpią bardziej ?

Na takie pytanie nikt Ci nie odpowie. Wiadomo, dla dzieci najlepiej jest, gdy mają pełną zdrową rodzinę, nie zaś nowe "ciocie" i nowych "wujków" co kilka mieięcy.
Od Was jak będziecie żyć.
Myśłę, że powrót żóny jest możliwy, tylko wcześniej poprzedzony wspólną terapią, żeby wyjaśnić różnice, uspokoić emocje, byście wzajemnie pozbyli się urazów do siebie, które wybuchną przy pierwszej okazji, jeśli nie będą przepracowane.
Nie wiem jakie epitety padały z ust Twojej żony, nie musisz pisać. Ja również obdarzam męża takowymi, zarzucam mu choćby tchórzostwo i egozim. Dla niego to też obelga.
A w zlości czy żalu gada się różne rzeczy.
Przemyśl, bo Twoja zgoda może przynieść i dobre i złe efekty. I zastanów się, czy potrafisz wyzbyć się urazów i złości.
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-19, 09:52   

Moja obecna ( dzisiaj wyprowadziła się na tydzień , bym w końcu podjął decyzję) kobieta jest dobra dla moich dzieci i dla mnie

współczuje kobiecie i podziwiam za mądrość!

Tydzień?.....dużo czy mało?
Wystarczy aby powiedziec TAK żonie (i takie pewnie dostaniesz odpowiedzi)..... ale czy wystarczy na zaufanie zwłaszcza w obliczu gróźb,szantażu,wyzwisk....?
Czy wystarczy na zaufanie kobiecie ktora niszczy, rani, obraża....odchodzi do i innego,zyje z nim....twierdząc jednoczesnie,że cały czas kochała,ale brakło jej odwagi....ktora pragnie , żąda powrotu, bo wlasnie została sama?

Mysle,że nie tylko odwagi Jej brak.

Czy jest szansa , by ten związek odtworzyć ?

Szansa jest zawsze......kiedy taka wola dwojga odpowiedzialnych ludzi.
Można powiedzieć TAK i przy pomocy odpowiedniej terapii odbudować co zostało zniszczone i stworzyć szczęśliwy związek, ale mozna tez powiedzieć NIE i takowa szanse z góry przekreslić.

Yoshimitsu.....napisałes na forum katolickim ktorego celem jest ratowanie sakramentalnych małżenstw.....więc mniemam ,że jesteś wierzacy, a skoro tak.... szukaj odpowiedzi w swoim sercu i w Bogu.
 
     
yoshimitsu
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-19, 10:01   

Dziękuję Wam bardzo za pomoc... To,co w tej chwili czuję , można opisac tylko w jeden sposób - boję się , potwornie się boję , jestem sam w domu i miotam się pomiędzy swoimi skrajnymi emocjami . Macie rację , że nie można liczyć na bezstronność w opiniach członków rodziny czy przyjaciół , tutaj wiadomo , każdy powie :
"nie pakuj się drugi raz w to samo bagno"
"przypomnij sobie , co ona Ci zrobiła"
"odejdzie drugi raz , a Ty będziesz cierpiał jeszcze bardziej"

Czy nie okażę się podłym draniem , wyrządzając taką krzywdę mojej obecnej partnerce ? Chciałbym , by moje życie wyglądało normalnie ... Nie chcę krzywdzić innych . Czy nie da się żyć tak , by żyjąc zgodnie z nakazami Boga , nie trzebabyło po drodze wyrządzać krzywdy tym , którzy są naszymi najlepszymi przyjaciółmi ??
Obawiam się , że wyrzuty sumienia będą zbyt silne , by to sie nie położyło cieniem na naszym życiu z żoną . Wiem , że to nie bedzie łatwe , nie oczekuję , że coś się samo rozwiąże . Sam pochodzę z rodziny , gdzie byłem systematycznie wykańczany psychicznie przez ojczyma i nie chcę tego samego dla naszych dzieci. . . Jeżeli się na to zdecyduję , to zrobię wszystko , by się scenariusz już nie powtórzył . Ale czy to wystarczy ? A może życie , które teraz prowadzę , jest dla mnie wygodniejsze , łatwiejsze i boję się podjąć próby , która będzie mnie kosztowała dużo wysiłku - może to mój zwykły zawoalowany egoizm przeze mnie przemawia i dlatego w ogóle się waham ? Sam nie wiem , co się ze mną w tej chwili dzieje ...

Wiem o tym , że to forum katolickie , dlatego postanowiłem tutaj poszukać pomocy , przeczytałem wczoraj sporo historii tutaj , żałuję , że nie trafiłem tutaj rok temu , byc może z Waszą pomocą udałoby mi się uratować moje małżeństwo .

Do piątku muszę podjąć decyzję - decyzję , która zaważy znacząco na życiu sześciu osób ... To dlatego chcę postąpić słusznie , najsłuszniej jak to tylko możliwe , proszę zrozumcie mnie ,zrozumcie moje niezdecydowanie . Zdaję sobie sprawę , że dla większości ludzi na tym forum odpowiedź jest czywista i jednoznaczna , jednak ja najwyraźniej nie jestem takim silnym człowiekiem jak forumowicze . Moje zasady nie są tak jasne i przejrzyste . Zawracam Państwu głowę , ponieważ nie wymyśliłem niczego mądrego przez ostatnie cztery tygodnie i Wasze opinie są i będą dla mnie bardzo ważne .

Czy jest tutaj może ktoś , kto był w podobnej sytuacji i mógłby mi powiedzieć , jak postąpił ?

Pozdrawiam serdecznie
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 9