Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
jak przetrwac pierwszą wigilie bez męża
Autor Wiadomość
basik464
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-21, 18:40   jak przetrwac pierwszą wigilie bez męża

Jestem w kryzysie małżeńskim od maja tego roku natomiast od wrzesnia w separacji. ponieważ mój mąż wyprowadził się do swojej nowo wynajętej kawalerki. Mieszkam z dwójka dzieci w wieku szkolnym. które bardzo kochają swojego tatę. Wydawało mi się ze przez 16 lat tworzyliśmy kochajacą się rodzinę i żadne zdrady małżeńskie itp nas nie dosięgną. Odkąd mąż rozpoczał w 2007 roku działalność gospodarczą bardzo się zmieniał. Miał coraz mniej czasu dla nas a ja buntując sie przeciw tej sytuacji nie wiedziałam, że on po prostu odejdzie bo chce na nowo ułożyc sobie życie. Najpierw mówił ze nikogo nie ma a miesiąc temu przyznał się że spotyka się z pewna kobietą (razem chodza do kina, na imprezy)a dla mnie nie miał czasu. Nie wyobrazam sobie jak przetrwam tę pierwsza wigilie bez niego . Nadal bardzo go kocham i chciałabym aby do nas wrócił, ale to raczej nie wchodzi w gre, bo on powiedział juz nic do mnie nie czuje. Kocha tylko dzieci i co tydzien sie z nimi spotyka. Tak bardzo boli gdy osoba z która jesteś od tylu lat która kochasz zadaje Ci taki cios i odchodzi. W wigilię chyba cały dzień przeryczę i nie będę w stanie zorganizoawać miłej atmosfery dla dzieci i mojej mamy. Wyobrażnia podsuwa mi co on prawie może robić z tą swoja nowa panienka i płaczę z żalu czemu to ona ma prawo być szcześliwa a nie ja. \przecież to my jesteśmy jego rodzina na dobre i złe? Czy słowa przysięgi małżeńskiej juz nic nie znaczą. Boję sie kolejnej rozmowy z nim bo albo mnie lekceważy albo dochodzi do sprzeczki i zawsze to psychicznie odchorowuje przez kilka dni. Proszę poradżcie jak dalej życ gdy jest sie niekochanym niepotrzebnym przedmiotem a nowa zabawka cieszy jak reklamowany towar. Chciałabym aby dzieci miały szcześliwe świeta bez moich łez i smutku tylko gdzie znależć taka receptę. Pisze chaotycznie i bez sensu ale mam cicha nadzieję że ktos mi odpisze i wesprze w tych trudnych dla mnie chwilach. :-( :-( :-(
 
     
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-21, 18:53   

Jak sobie poradziłam?
Prawde mówiąc ludzka pamięć (jak sie okazuje)ma tę cudowną zaletę, że.. bywa krótka :) Ja niewiele pamiętam z tego okresu. Ale nie będę Cię oszukiwała - jest ciężko. Za każdym "pierwszym" razem: pierwsze święta, pierwsze urodziny, pierwsza rocznica. Potem przysycha. Jak będzie u Ciebie - to zależy w dużej mierze od Ciebie.
Ja stworzyłam sobie "miłe" warunki. Byłam sama z rodzicami, z nikim sie nie widziałam, jakos przeleżałam, przespałam, poszło. Szczegółów nie pamiętam. Na pewno płakałam, no i zadawałam sobie pytanie "dlaczego".
Kolejne święta poszły już łatwiej. W dużej mierze dlatego, że NIE ROZPAMIĘTYWAŁAM, nie pytałam już "dlaczego". Przyjełam, że jest jak jest. Tegoroczne święta będą jeszcze lepsze. Z roku na rok jest latwiej. Za pierwszym razem siłą rzeczy jest smutno.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-21, 20:43   

Basik. W przeciwieństwie do Bajki, masz łatwiej, masz dzieci, więc nie da się przepłakać całego dnia. Dzieciaki nie są małe, rozumieją co się stało, cierpią, inaczej niż Ty, ale też bardzo mocno. Dla nich zrobisz wszystko to, co robiłaś przez wiele lat.
Ja również bałam się pierwszych Świąt, nic nie miałam zamiaru szykować, nic gotować, a o kolacji wigilijnej w ogóle nie myślałam. Ale jakoś się przemogłam, zrobiłam mniej potraw niż zwykle, z pewnych zrezygnowałam, przyszykowałam coś specjalnego na prośbę córki, czego nigdy nie robiłam. Płakałam dużo, i owszem. Bo niby dlaczego miałam nie płakać? Czułam się źle, było mi źle. I córce też. I przy składaniu życzeń obie się popłakałyśmy, przecież to zupełnie normalne.
I talerz był dodatkowy na stole, z przeznaczeniem dla taty. I choinka, ubrana skromniej niż zwykle.
Zaraz...... może nie było choinki??? Może skromniej ubrana była za rok?
Zobacz, jak Bajka napisała, pamięć ludzka jednak jest bardzo krótka. I dobrze.
Wiesz, było bardzo ciężko. Ale mąż nie może odebrać mi ze Świąt tego, co najważniejsze: radości z narodzin Jezusa. Bo w końcu o to chodzi, nie o prezenty, nie o potrawy czy pięknie ubraną choinkę. Może kolacja będzie skromniejsza, może w milczeniu, może... A może właśnie za bardzo zwracaliśmy kiedyś uwagę na te przyziemne sprawy, zamiast cieszyć się z przyjścia Dzieciny?
Będzie kolacja, będą prezenty. I Wy będziecie: Ty ze swoimi synami. I będzie Mama, więc to już kolejna osoba o którą trzeba zadbać.
Będzie dobrze, nawet jeśli popłyną łzy. To wielkie szczęście, że możemy płakać.
Wiesz, przestań myśleć o tym co mąz robi, tak naprawdę to nie wiesz, a scenariusze to najgorsza rzecz, jaką sobie można samemu zafundować. Po co Ci to?
Jak zaczną napływać obrazy, uciekaj w jakieś zajęcie, odwrawcaj uwagę, zajmij się czymś, choćby zmywaniem naczyń. Albo weź różaniec, który nawet bezmyślnie mówiony, naprawdę pomaga w smutkach.
Życzę Ci jak najwięcej pokoju w tych trudnych dniach. Z Panem Bogiem.

Bajka, Ciebie również pozdrawiam.
 
     
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-21, 20:48   

elzd1 napisał/a:

Wiesz, przestań myśleć o tym co mąz robi, tak naprawdę to nie wiesz, a scenariusze to najgorsza rzecz, jaką sobie można samemu zafundować. Po co Ci to?
Jak zaczną napływać obrazy, uciekaj w jakieś zajęcie, odwrawcaj uwagę, zajmij się czymś, choćby zmywaniem naczyń. Albo weź różaniec, który nawet bezmyślnie mówiony, naprawdę pomaga w smutkach.


Święte słowa Elu, Basik - pamiętaj o nich i trzymaj się nich. Naprawde metody podane przez Ele działają!

Elunia, uściski
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-21, 21:09   

Właśnie, Basiu. Ja też pamiętam jeszcze Wigilię, kiedy mąż był obok, złożył jakies zdawkowe życzenia, a następnego rana zwiał - do kolegów.........czyli do niej....To była dla mnie najgorsza Wigilia. A następna - to tak, jak piszą dziewczyny - nie zepsuć nastroju. Ja co roku spędzam Wigilię z rodzicami, z siostrą i jej rodziną. Razem z moja córeczką jest czwórka dzieci - więc nie ma czasu na rozpamietywanie. Bo dzieci daja radość. I choć czasem się zapomnę i wracam do tych chwil, kiedy.........To zaraz wracam - i jestem ta ciocią, która z dziećmi szaleje, bawi się. I cieszy się.

Basiu - idź w ludzi. Idź do rodziny, do bliskich, którzy Cię szanują i nie dadzą się smucić.
 
     
Estera
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-21, 22:13   

Basiu,
ja tez w tym roku po raz pierwszy spedzam swieta bez meza. Juz teraz dopadl mnie kryzys i atmosfera swiateczna wcale nie cieszy...Ciesz sie, ze beda Twoje dzieci, mama.
Ja takiej mozliwosci nie mam- do rodzicow nie moge pojechac, bo nie moge wziazc tak dlugiego urlopu, a mieszkam zbyt daleko by przyjechac na 2-3 dni. Dzieci nie mam wiec nie organizuje wigilii u siebie. Wyjezdzam do znajomych, do rodziny z dziecmi- wychode do ludzi, choc pierwsza mysla bylo zostac w domu, wyspac sie, jakos to bedzie...Nie wiem, czy duzo bede plakac- wiem, ze w tym roku jest tak, ze nie moge byc ani z mezem, ani z moja rodzina, gdzie tak bardzo lubilam Wigilie mojej mamy. I skoro nie moze byc inaczej niz jest, musi byc cos dobrego w tym, co bedzie- Bog musi dac nam sily, moze nie bedzie tak radosnie, moze beda lzy i smutek, ale na pewno nie bedzie tak co rok.
Pomysl tez w ten wieczor o wszystkich samotnie spedzajacych Swieta- nie jest oczywiste, ze ma sie rodzine, bliskich- to dar.
Ciesze sie, ze nie bedziesz w ten wieczor sama- pomysl co mogloby Wam sprawic radosc? Co tobie zrobiloby dobrze, Twoim dzieciom, mamie...
Wiem, ze to wszystko jest takie trudne i niesprawiedliwe.
Ale kto wie- moze beda jeszcze swieta z mezem
 
     
chris
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-22, 08:04   

moja żona stanowczo wczoraj oznajmiła, że nie ma zamiaru spędzać razem wigilii.
Dla córek to bardzo ważne, aby wigilia była z mamą i tatą. Starsza powiedziała, że skoro nie będzie razem, to nie będzie wogóle, nie siądzie do kolacji. na co mama jej oznajmiła, że skoro nie chce to wcale nie musi.
Zona stwierdziła, że zawsze już będą podwójne urodziny i wigilie też będą dwie, u niej i u mnie. A dzieci chcą wiele rzeczy, ale niekoniecznie muszą je dostawać...
Nie tego uczyłem nasze córeczki...
 
     
basik464
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-22, 22:39   

Kochani dziekuje za tak szybka reakcję i wsparcie. Bajka, wiem , że ode mnie zalezy jak spedzę te pierwsze swięta bez męża. Jest ciężko tym bardziej ze nadal go kocham , ale nie poddam się i sprobuję stworzyć dzieciom "w miarę " udane swieta i nie tylko. Elzd 1 dzięki za mądre słowa. Już od dawna uciekam w zajęcia, żebu bnie myśleć o nim i o niej, ale to nie do końca się udaje, bo myśli biegną w jednym kierunku. \a modlitwa owszem, bardzo mi pomaga, choć po całym dniu nie zawsze mam na nia siły. Od pewnego czasu wieczorem staramy się z dziecmi razem modlić. Wierzę, że Bóg to doceni i wysłucha naszych próśb. Wanboma. Dzięki za Twoje madre przesłanie "Ciesz się zyciem, gdyz jest ono fenomenem! To wspaniała podróż! Aby do przodu! Bog Cie bardzo kocha - nie zapominaj o tym!" Jak dobrze, że są na świecie ludzie, którzy mimo, że się nie znają to potrafia obcej anonimowej osobie pomóc i podtrzymać na duchu.
Estera. Ciebie rozumiem najbardziej. Będę z myślami z Tobą podczas tegorocznych świat. Nie czuj sie nigdy samotna, bo zawsze jest z Tobą Bóg. Wiem, co to znaczy brak osoby- choćby tylko jej obecności czy przytulenia. To tak trudno przezwyciężyć, ale wtedy myślę sobie że jeszcze wrócą kiedyś radosne dni i będe jeszcze szczęśliwa.
Chris. Przykro, gdy dzieci, które przecież bardzo kochamy musza być uczestnikami niepowodzeń małżeńskich.Ja tez to już przerabiałam, ale wierzę, że Twoje córeczki przysporzą Ci mimo wszystko wiele radości podczas tegorocznych świat.
Jeszcze raz dzięki za Wasze rady i słowa.
Od teściów, z którymi nie spotykam sie od wrzesnia dostałam takie oto życzenia:
Niech światłość, która zajaśniała w Betlejem rozświetli Wasze mroki Swiąt Bożego Narodzenia i stanie się lampą na Waszej ścieżce Zycia w Nowym Roku.
MYślę, że słowa te są tak dobitne i wyrażają wielką mądrość. Tak więc i ja kochani Wam tego życzę.
 
     
rzaba
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-23, 21:58   

pierwsza wilgila... dostałam prezent na gwiazdke w postaci wyjazdu... daleko, w nieznane, z nieznanymi ludzmi... zaryzykowalam i pojechałam, bo wiedziałam, ze mąz i tak jej ze mna nie spedzi ( zaplanował soebie spocjalsni dyzury w pracy, zreszta od miesiacy miał juz swój dom w innym miescie, nie widywalismy sie...) zadzwoniłam... zadzwonilam by złozyc mu zyczenia, zrobił to samo... a dzis, a w zasadzie jutro moje drugie swieta, ktore spedze sama... tymrazem w domu... dzis ugotowałam barszcz dla siebie samej... chyba juz całkiem mi odbiło... owszem pojde na chwile do rodziny, spotakam sie z tata, ale po godzinie czy dwóch wroce do pustego domu... nie wiem jak dam radę, nie wiem czy obejdzie sie bez łez, bez wspomnien jak to było przez te wszystkie lata kiedy byslismy raze, gdy była nasza pierwsza choinka, potem kazda kolejna... staram sie nie myslec i nie wybiegac w przyszłosc do jutra, bo oszaleje... maz znowu wział duzury, mozliwie najwiecej... poprsoilam go jednak o spotaknie gdy przyjedzie odwiedzic rodzine w przerwie, powiedział, ze zadzwoini i umowimy sie na złozenie zyczen... wiec czekam... czekam choc nie wiem na co... bo to tylko moze rozbudzic moja nadzije... nadziej na cos co nie wraca, a ja znowu zaczne zyc zludzeniami...
 
     
basik464
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-23, 22:51   

Widzisz rzaba ja też czekam choć nie wiem na co i tez ciągle mam nadzieję, że będziemy jeszcze razem bo on wróci i zapragnie nadal z nami być. Dzieciaki w niedziele pytały go czy spędzi z nami wigilie ale odmówił. Stwierdził, ze będzie z rodzicami lub u siebie. Przyjdzie do nas a raczej do dzieci w drugi dzień świat. I tez nie wiem jak będzie przebiegać to nasze spotkanie. Bo on ma dwa oblicza. Czasem rozmawia ze mną jak gdyby nigdy nic a znów innym razem ignoruje mnie i traktuje jakbym wcale nie istniała. Tak wiec Ty rzaba jeszcze masz nadzieje na wspólne życzenia i to nie tylko złudzenia. Może to jakies małe kroki do przodu na wspólna dalsza przyszłość. Ja jestem taka naiwna,że ludzie nie sa tacy zatwardziali i żli. Nie potrafia tylko okazywać swoich uczuć i swoja dobroć i miłość ukrywaja pod maską obojętności . Ja być może ten czas gdy mąż przyjdzie do dzieci przesiedze jak mysz pod miotłą sama w pokoju a on tylko posiedzi te dwie godziny u dzieci w pokoju i wcale się nie zobaczymy. Zadnych życzeń żadnych gestów nic ... Ale może za rok będzie lepiej ?
 
     
chris
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-23, 23:19   

witaj rzabko, Twój mąż chce się spotkać, to świetnie. Tylko pamiętaj spokój. Nie daj się wciągać w żadne niepotrzebne rozmowy. zrób to na "chłodno". Widać, że ucieka w pracę, to dobrze. znaczy że rozmyśla. a co do wigilii nie martw się aż za bardzo. ja, chociaż miałem zaproszenie na wigilię u rodziców, odmówiłem. Spędzę ją sam. Córeczki mają być ze mną do 17.00, a potem mam je odwieźć żonie. tak zrobię. w pierwszy dzień świąt będę się z nimi widział. chciałem zrobić kolacją razem z córkami, ale starza (12 lat)powiedziała, że skoro nie ma wigilii z mamą i tatą, to nie będzie wogóle. podzieli się opłatkiem i idzie spać.
wczoraj zaproponowałem żonie wspólną wigilię, ale odmówiła, woli ją spędzi z rodzicami, bo jak twierdzi ona ma jużz swoją rodzinę...
Trzymaj się.
Zawsze jest puste nakrycie do stołu, może ktoś przyjdzie...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 9