Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Źródła niezawodnej nadziei
Autor Wiadomość
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-10, 12:47   Źródła niezawodnej nadziei

Źródła niezawodnej nadziei

Bądź przyjacielem człowieka

Jedynym źródłem niezawodnej nadziei jest Boża miłość, dzięki której staje się możliwa miłość między ludźmi. Miłość urzeczywistnia się i wyraża tylko w jeden sposób: poprzez więzi. Gdy nie łączą nas więzi miłości, wtedy nie tylko tracimy nadzieję, ale umieramy.
Dramatyczny w konsekwencjach okazał się eksperyment cesarza niemieckiego - Fryderyka II (panującego w latach 1220-1250), który kierowany ciekawością nakazał grupie matek, by zaspakajały podstawowe potrzeby swych niemowląt, ale w taki sposób, żeby nie odzywać się do własnych dzieci i żeby się z nimi w żaden sposób nie komunikować. Fryderyk II chciał w ten sposób ustalić, w jakim języku zaczną mówić owe niemowlęta. Zakładał, że będzie to język hebrajski, grecki, łaciński, arabski albo język ojczysty rodziców tych niemowląt, które poddane zostały eksperymentowi. Cesarz nie doczekał się odpowiedzi na swoje pytanie, gdyż wszystkie niemowlęta zmarły na skutek tego, że nie otrzymały słów miłości i czułości od swoich matek. Losy ludzi są tak różne, jak różne są więzi, które przeżywają.

Więź z samym sobą

Na sytuację dziecka najbardziej wpływają jego więzi z rodzicami i z Bogiem. Stopniowo jednak dziecko zaczyna zajmować coraz bardziej wyrazistą postawę wobec samego siebie i odtąd sposób odnoszenia się do siebie wpływa również na sposób przeżywania więzi z Bogiem i z innymi ludźmi. Ten, kto odnosi się do samego siebie w sposób niedojrzały i skrajny, a zatem z wrogością lub z pobłażliwością, ten krzywdzi samego siebie i oddala się od nadziei. Właśnie dlatego przyjęcie z Bożą miłością samego siebie, czyli uczenie się dojrzałej postawy wobec siebie, to nie tylko wypełnienie Bożych pragnień (Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego - Mt 22,39), ale to także konieczny warunek trwania w niezawodnej nadziei.
Zajęcie dojrzałej postawy wobec samego siebie wymaga spełnienia wielu warunków. Pierwszym warunkiem przyjęcia samego siebie z dojrzałą miłością jest odkrycie własnej godności i wielkości. Ta godność i wielkość nie płynie z doskonałości człowieka, bo nikt z ludzi jej nie ma, ale z faktu, że jest kochany przez Boga nad życie i że kochają go jego bliscy, dla których jest skarbem. Człowiek jest wielki również dlatego, że - w przeciwieństwie do zwierząt - może nauczyć się myśleć, kochać i pracować. Pokochać siebie to zachwycić się miłością Boga i ludzi do samego siebie oraz uczyć się podobnej miłości.
Drugim warunkiem jest realistyczne uświadomienie sobie zagrożeń, jakim podlega człowiek. Każdy z nas jest zagrożony z zewnątrz, zwłaszcza przez ludzi cynicznych, którzy chcą nami manipulować i rządzić. Ikoną takiego człowieka jest biblijny Józef - syn Jakuba - sprzedany do niewoli przez własnych braci. Każdy człowiek jest zagrożony również przez samego siebie, jak syn marnotrawny, który miał mądrego i kochającego ojca, a mimo to, sam siebie skrzywdził. Ko widzi jedynie własną wielkość, albo jedynie zagrożenia, ten nie jest w stanie przyjąć siebie z dojrzałą miłością. W pierwszym przypadku popadnie w fałszywe poczucie bezpieczeństwa, a w drugim - w rozpacz.
Najtrudniejszym chyba warunkiem pokochania siebie jest stawianie sobie jasnych i stanowczych wymagań. Dojrzale kochać samego siebie to wymagać od siebie tego, by żyć zgodnie z Bożymi przykazaniami, gdyż Dekalog zabezpiecza i strzeże naszych największych marzeń oraz ideałów. Kto nie stawia sobie wymagań, ten lekceważy własny rozwój i stopniowo traci nadzieję. Natomiast człowiek, który przyjmuje samego siebie z Bożą miłością, codziennie staje się kimś większym od samego siebie. Dojrzałość osiągają ci ludzie, którzy przechodzą od spontanicznego skupiania się na sobie do dobrowolnego bycia darem dla innych i którzy postępują w sposób godny dziecka Bożego. Tylko tacy ludzie doświadczają niezawodnej nadziei dzieci Bożych.

Więź z bliźnimi

Więź z samym sobą nie wystarcza do tego, by trwać w miłości, a w konsekwencji by doświadczać niezawodnej nadziei. Nie jest dobrze człowiekowi być samemu, gdyż każdy z nas - na podobieństwo Boga - jest spotkaniem. Tak jak więź z samym sobą w części zależy od tego, w jaki sposób inni ludzie odnoszą się do nas, tak również nasza więź z bliźnimi zależy nie tylko od nas, ale - podobnie jak taniec - jest efektem wzajemnego oddziaływania na siebie obu stron.
Dla tych, którzy kochają, zagrożeniem ich nadziei jest spotkanie z ludźmi, którzy nie kochają, lub którzy kochają mało, albo w niedojrzały sposób. Zagrożenie to staje się tym bardziej radykalne, im bardziej osobiście i na trwałe wiążemy się z tego typu ludźmi. Egoiści, a także ludzie niedojrzali i nieszczęśliwi dążą do tego, byśmy byli dla nich naiwną ofiarą, a nie mądrym darem. Ten bowiem, kto jest mądrym darem, stawia innym ludziom twarde wymagania po to, by oni również mogli uczyć się miłości i byli szczęśliwi. Właśnie dlatego największe wymagania stawiają ci, którzy najbardziej kochają. Tymczasem ten, kto nie chce lub nie potrafi kochać, pragnie przyjmować miłość od innych, jednak on sam nie staje się darem. Taka postawa prowadzi do toksycznych więzi, opartych na manipulacji, krzywdzie, przemocy czy przewrotności. Nic nie odbiera człowiekowi nadziei bardziej niż chore więzi. Ludzie, którzy nie kochają, dążą - nie zawsze świadomie - do tego, by nas z czegoś okraść. Czasem chcą naszego towarzystwa, naszej atrakcyjności, radości, cierpliwości. Czasem - naszych umiejętności, pracowitości, czy pieniędzy. Czasem pragną czegoś więcej. Próbują okraść nas z naszej czystości, wolności, z naszych największych wartości, marzeń i ideałów. To są złodzieje, którzy usiłują ukraść nas samych, naszą świętość i szlachetność. Chcą nas pozbawić naszych więzi z Bogiem, z samym sobą i z tymi, którzy nas naprawdę kochają.
Jednym z największych dramatów w relacjach między ludźmi jest kradzież małżeństwa. Taka sytuacja ma miejsce wtedy, gdy ktoś doprowadza drugą stronę do złożenia przysięgi małżeńskiej, mimo że on sam wie, iż nie ma zamiaru, lub nie potrafi, dochować takiej przysięgi wobec współmałżonka. Kradzież małżeństwa w tym znaczeniu dokonuje się zwykle przez oszustwo (udawanie kogoś lepszego), wzbudzanie litości (jestem bezradny, ale ty mnie uratujesz), manipulację (np. doprowadzając do współżycia seksualnego). Kto wejdzie w tego typu toksyczny związek, ten nie jest w stanie uchronić siebie i swoich dzieci od bolesnego cierpienia. Największym dramatem dla kobiety czy mężczyzny jest pomyłka w wyborze współmałżonka i rodzica własnych dzieci. Taka sytuacja jest znacznie bardziej radykalnym zagrożeniem nadziei niż trudności materialne, poważna choroba, czy inne najdotkliwsze nawet ciężary życia.
Dojrzale kochać drugiego człowieka to być nie tylko dobrym, ale też mądrym darem dla innych. To zatem być darem, który stawia stanowcze wymagania. Jeśli ten, kogo kocham, nie odpowiada miłością na miłość, lecz krzywdzi mnie, to - dopóki tak postępuje - pozostaje mi już tylko kochać go na odległość, czyli naśladować postawę mądrze kochającego ojca wobec marnotrawnego syna. Kochać dojrzale, to w taki sposób dobierać słowa i czyny, by wprowadzać kochaną osobę w świat dobra, prawdy i piękna. Trafny dobór słów i czynów to największy kunszt w miłości. Obowiązują tu dwie zasady. Pierwsza z nich brzmi: to, czy kocham ciebie, zależy ode mnie, ale to, w jaki sposób wyrażam miłość, zależy od Ciebie i od twojego postępowania. Zasada druga jest równie ważna: to, że kocham ciebie, nie daje ci prawa, byś mnie krzywdził. Obydwie te zasady potwierdził Chrystus, który ludzi dobrej woli uzdrawiał, rozgrzeszał, przytulał, stawiał za wzór, bronił przed krzywdą. Natomiast tych, którzy byli cyniczni, upominał, wzywał do nawrócenia i rozwalał im stoły. Tylko takie słowa i zachowania stwarzały tym ludziom szansę na refleksję i zmianę postępowania.
Nadzieja płynie nie tylko z tego, że kocham na wzór Jezusa, ale też z tego, że łączę się z ludźmi, którzy kochają mnie w podobny sposób. Największym umocnieniem nadziei jest budowanie więzi z kimś, kto pomaga mi dojrzale kochać! Ale to ode mnie zależy, czy przyjmę ten dar!
Jedna z moich studentek zmieniła się zupełnie pod wpływem spotkania z własnym dzieckiem na początku ciąży. Zerwała wszystkie toksyczne więzi i zatroszczyła się o to, by dojrzale pokochać samą siebie, bo tylko wtedy może dojrzale pokochać swoje dziecko. Człowiek, który kocha i jest kochany, jest człowiekiem największej nadziei.

ks. Marek Dziewiecki


http://www.zrodlo.krakow....2007/24/10.html
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 8