Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Epizod
Autor Wiadomość
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-11, 21:50   Epizod

Epizod

Bardzo dawno temu a może wprost przeciwnie właśnie dzisiaj, właśnie tu obok ciebie.........Bardzo daleko albo bardzo blisko tuż za rogiem tuż pod twoim nosem, dzieją się wydarzenia podobne do tego, które kiedyś, gdzieś, komuś się przydarzyło.

Pewnego razu, bo tak najczęściej zaczynają się te opowieści wędrował po przez ścieżki życia człowiek, zmęczony, smutny z opuszczoną głową ciężko powłóczył nogami podążając powoli przed siebie. Życie nie oszczędzało mu trosk i przykrych zdarzeń, kłopotów. Wędrował tak długi czas aż pewnego dnia dotarł do pięknego jeziora, położonego między wzgórzami. Wokół niego porastały drzewa i krzewy, na łagodnych brzegach leżały pojedyncze kamienie, było to bardzo piękne ciche, spokojne miejsce. Błękit nieba, na którym jak statki płynęły obłoki, zieleń roślin w pełnej gamie odcieni i łagodna lazurowa toń jeziora połyskująca w promieniach słońca, jeziora, w którym, przeglądały się jak w lustrze przelatujące ptaki. W wodzie dzikim tańcem poruszały się najróżniejsze stworzenia, wszystkie gatunki ryb wędrując od brzegu do brzegu. Wokół było cicho, ciepło i tylko lekki wiatr wirował wśród gałęzi i zataczał kręgi nad taflą jeziora.

Ale ów zmęczony, smutny człowiek nie widział tego wszystkiego, nie czuł na swojej twarzy ciepłych promieni słońca, na policzkach delikatnych muśnięć wiatru. Szedł, szedł a właściwie powłóczył nogami stawiając krok za krokiem, powolutku ciągle przed siebie ze spuszczona nisko głową, smutkiem na twarzy, taką kamienną powaga, a w oczach odbijała się pustka, zwątpienie, szedł tak bez celu byle tylko nie stać w miejscu, byle iść. Nie wiedział, dokąd, nie wiedział, po co, nie wiedział nic. Kiedy dotarł do wody próbował wspiąć się na wzgórza, ale drzewa skutecznie blokowały drogę, wiec zaczął chodzić brzegiem jeziora tam i z powrotem w końcu nie wiedząc, dlaczego usiadł na pobliskim kamieniu, który zagradzał mu drogę.
Siedząc wpatrywał się w spokojną toń jeziora, bezkres wody nie widząc horyzontu. Myślał......nie, nie myślał nie potrafił myśleć, może nie chciał, a może się bał, nikt tego nie wie.

W pewnym momencie usłyszał ciepły, łagodny aksamitny głos, obok niego pojawiła się dziwna postać. Próbował spojrzeć w jej stronę, ale promienie zachodzącego słońca świeciły mu prosto w oczy, takie smutne, puste bez żadnego wyrazu, nic nie widział. Słyszał tylko ten głos, głos pięknej kobiety, która delikatnie wyciągała w jego stronę dłoń, piękną, silna a zarazem taką nieśmiałą, tak jakby bała się go dotknąć. Jakby czuła, że swoim delikatnym dotykiem może zrobić mu krzywdę. Jej radość, subtelny uśmiech był tak piękny, tak dobry, czysty, że ten zmęczony smutny człowiek nie potrafił oderwać od niej wzroku, myśli. Słuchał tylko, jakie słowa pięknymi melodyjnymi dźwiękami płynęły z jej ust.
Następnego dnia historia się powtórzyła i następnego również a ów mężczyzna zapragnął poznać, zobaczyć te kobietę, której głos, słowa, ciepło przenikało jego ciało aż do szpiku kości, zapadały głęboko w serce i powodowały ze biło coraz szybciej i cieplej.

Wreszcie ów sen się ziścił pewnego popołudnia. Słońce skryło się za jeden z obłoków i jego oczom ukazał się cud postaci z ust której płynęły te ciepłe, pełne wiary, nadziei słowa. Była śliczna, na wysokie czoło spadała krótko obcięta grzywka, jej oczy płonęły cudownym blaskiem, w którym co jakiś czas pojawiały się iskry, były cudne takie zielone jak trawa wokół, jak drzewa rosnące na wzgórzach przy jeziorze, usta zaś takie pełne, purpurowe, wręcz cudowne.
Kiedy się uśmiechała tworzyły tak cudowny kształt jakby serce odbijało się w jej wargach i właśnie stamtąd płynęły te proste, ciepłe, serdeczne słowa, z tych anielskich pięknych ust. Postać, nawet aniołowie zazdrościli jej kształtów, była prawie doskonała, prawie, bo znów pojawiło się słońce i oplotło ją swymi promieniami, Jakże mu zazdrościł mężczyzna siedzący na kamieniu, jakże pragnął tego, co było dane słońcu.

Powoli zaczęli rozmawiać, wymieniać poglądy, dzielić się troskami, opowiedział jej też swoją historię, pooraną bruzdami doświadczeń, które nie oszczędził mu los, powierzył jej swoje sny, marzenie, tęsknoty, zaufał, uwierzył, zapragnął. Choć tego nie robił od dawna zaczął na nowo uczyć się uśmiechać, zaczął marzyć tak nieudolnie nieśmiało, ale przecież musiał, chciał się uczyć tego od nowa.

Poczuł, że zaczyna żyć, zaczyna dostrzegać to, co go otacza, rozpoznawać kolory, barwy. Czuł, że się dzieje z nim coś dziwnego, że w jego sercu dzieje się dziwna przemiana, zaczął odczuwać ciepło, poczuł delikatne muśnięcia wiatru we włosach, usłyszał po raz pierwszy od dawna śpiew ptaków w koronach zew. To były piękne doznania, takie niebieskie jak błękit nieba, lazurowe jak wody jeziora. Poczuł, że jest człowiekiem. Uwierzył ze jest ważny, że jest potrzebny, że ktoś o nim myśli, że ma cel, jest ktoś, dla kogo może żyć, komu sprawiać radość, o kogo się troszczyć, dbać pielęgnować, ktoś, komu może zaufać, powierzyć wszystkie swoje troski i radości, ktoś, kto poda rękę w potrzebie i przyjmie jego dłoń z otwartym sercem.

Mijały dni i jego życie nabierało sensu, przeszkody stawały się takie malutkie, takie nie ważne, i tak łatwo można było je pokonać, tak prosto, było mu tak dobrze z tym ciepłem, radością w sercu.

Pewnego razu poczuł się tak pewny i mocny, że postanowił nauczyć się pływać, mimo że bał się wody odważnie wszedł do jeziora, woda była taka ciepła, spokojna, a połyskujące słońce zachęcało do następnego kroku naprzód. Czuł się taki wolny, taki bezpieczny, może, dlatego że na brzegu stał ktoś, na kogo liczył, komu wierzył, komu ufał, wiedział, że w każdej chwili może liczyć na pomoc, że ktoś poda mu dłoń wyciągnie, uratuje, pomoże wyjść. Zanurzył się w wodzie to było takie cudowne uczucie, zjednoczyć się z tym pięknym jeziorem, poczuć jego rytm, rytm życia, bicie, uderzanie, nie, delikatne muskanie fal na swoim ciele, kropel wody, w których odbijały się promienie słońca. Chciał, pragnął dzielić się tymi doznaniami z kimś, kto stał na brzegu patrząc przed siebie, z kimś, kto był mu tak bliski.

W pewnym momencie poczuł coś dziwnego, poczuł, że toń jeziora zaczyna go wciągać, zaczyna wchłaniać i mimo że próbował się ruszyć to nagle zabrakło sił, jakiś dziwny bezwład ogarnął jego ciało. Nie potrafił się poruszyć, nie potrafił nic powiedzieć, z jego ust wypływały tylko pojedyncze nie zrozumiałe słowa. Całą siłą woli wyciągnął w stronę stojącej na brzegu ręce w błagalnym geście proszącym, o pomoc. Stała tak blisko, tak piękna w promieniach słońca, na tle zieleni lasu, stała nieruchomo jak kamień, cicha nieobecna.......Patrząc daleko przed siebie. Próbował wołać, ale słowa grzęzły w ustach, tylko ręce, ręce wyciągnięte w jej kierunku prosiły wołały pomóż, ratuj.......................

Ale nikt nie chwycił wyciągniętej dłoni, nikt nie złapał mocno nie wyciągnął, nie pomógł wydostać się z wody.
I tak powolutku ze strachem w oczach, bólem w sercu, żalem w duszy ów człowiek zanurzył się w otchłań jeziora, nawet lustro wody nie drgnęło, kiedy ciało, dusza istnienie mężczyzny spoczęło na jego dnie w zupełnej ciszy. Jakby nic się nie stało, nic nie wydarzyło po niebie płynęły okręty obłoków, nad woda szybowały ptaki przeglądając się w jego spokojnej tafli i wiatr, wiatr szeptał tylko wśród liści na drzewach i echem powracał z nad jeziora szszsz.......Pomóższszszsz....... Szszszszratuj.....Szszsz.....Proszeszszsz.......... I tylko pustka, tylko wokół cisza................................

A morał?????? Nie będzie morału, bo i bajka to nie jest, historia nie, epizod, zdarzenie zaledwie a skoro cisza wszędzie, była, gdy się pojawił niech i teraz będzie.......................

----------------------------------------------------

Znalezione w sieci
 
     
Elik
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-12, 21:45   

Elu, mnie bardziej odpowiada to opowiadanie :-)

Historia znad stawu

Nad stawem mieszkał samotny człowiek. Kiedyś był bardzo bogaty miał wielki dom, rodzinę i mnóstwo przyjaciół. O nic się nie troszczył, bo i po co skoro nic więcej nie potrzebował. Jednak pewnego dnia stracił dom, rodzinę i życzliwych ludzi. Długo błąkał się nieszczęśliwy po świecie, aż wreszcie osiadł w samotni nad zielonym stawem. Tu dzień po dniu zastanawiał się nad swoim losem. - "Moje życie nie było dobre, więc teraz cierpię". Im więcej o tym myślał, tym bardzie) stawał się smutny. Nie radowały go przemijające pory roku ani śnieg, ani kwitnące drzewa, ani złote ważki nad stawem, ani purpurowe liście dzikiego wina. Teraz też o nic się nie troszczył, bo i po co, skoro wszystko mu zobojętniało. Sam także bardzo się zaniedba]. Wychudł, przygarbi] się i przestał] się golić. Wokół niego nawet przyroda znieruchomiała - ptaki przestały śpiewać, ryby w stawie nie pluskały się wesoło, pałki wodne zwiesiły smutno podłużne główki i nawet ogień w kominku coraz częściej przygasał Pewnego wieczoru człowiek usiadł przy stole podparłszy głowę dłońmi. Przed nim ledwie tliła się mizerna świeczka.

- Najlepiej zniszczyć, to wszystko, co takie marne. Inaczej nic dobrego z tego nie będzie. Najpierw zgaszę tę lichej świeczkę, potem wykoszę nadłamane trzciny, rozpędzę milczące ptaki i powyławiam ospałe ryby. Zabiorę się za to jutro rano. Teraz pójdę spać.

Zanim jednak człowiek zdąży] przygotować sobie posłanie ktoś zapuka] do drzwi. Mieszkaniec chatki nie zdążył się odezwać, gdy w izbie pojawiła się jakaś postać. Trudno było w półmroku zobaczyć rysy jej twarzy, ale było w niej coś tak niezwykłego, że nawet dobrze jej nie widząc można było czuć bijące od nie] ciepło i dobro.

- Jestem wędrowcem - cicho powiedział niespodziewany gość. - Szedłem trzy dni i trzy noce bez odpoczynku. Czy mogę u ciebie przenocować?

- Bhuu - wyjąkał człowiek i natychmiast zamilkł.

- No, to jak? Ugościsz mnie?

- Cóż... dawno nie widywałem ludzi. Nie umiem już chyba z nikim rozmawiać, a co dopiero ugościć...

- Wystarczy, że pozwolisz mi się przespać w kącie. Rano napiję się wody i pójdę dalej - uśmiechnął się wędrowiec.

- Skoro tak niewiele potrzebujesz, to zostań - mruknął człowiek. Sam się sobie dziwił dlaczego zgodził się przenocować dziwnego gościa. Normalnie przepędziłby takiego intruza na cztery wiatry, ale teraz powstrzymała go życzliwość i troska, które wraz z przybyszem wypełniły każdy zakamarek chatynki.

- Pozwól więc, że dam ci trochę więcej światła - i wędrowiec podszedł do stołu z dogasającą świeczką. Położył dłoń na tlącym się knotku, który w tej samej chwili zapłonął jasnym, mocnym ogniem. Wokół zrobiło prawie tak jasno jak w dzień, a do tego ciepło i przytulnie. Zdumiony człowiek poczuł, że dzięki światłu świecy jego ponura izdebka nabrała życia i stała się prawdziwym domem. Po raz pierwszy od wielu lat lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy. Usiadł przy stole naprzeciwko dziwnego gościa i odważnie popatrzył mu w oczy. To, co potem się wydarzyło jest wielką tajemnicą. Blask poranka zajrzał już przez okno, a dwie postacie nadal tkwiły przy stole. Tylko, że jedna z nich klęczała i płakała. Po jakimś czasie drzwi od domku otworzyły się i dwóch przyjaciół stanęło na progu. Chwilę patrzyli w niebo i na drzewa wsłuchując się w wesoły świergot ptaków. - A ja już myślałem, że one nigdy nie zaczną śpiewać... - wyszeptał człowiek ocierając łzy, które wciąż spływały mu po policzkach.

- Niedługo muszę iść dalej, więc chodźmy jeszcze nad staw - wędrowiec postąpił kilka kroków. Pod dotknięciem jego stóp ożywiały się przywiędłe trawy i kwiaty, a pszczoły i różnorakie owady budziły się z letargu. Kiedy obydwaj stanęli nad stawem, niezwykły gość wszedł pomiędzy nadłamane trzciny i pałki wodne przemawiając do nich jak do dzieci. Na dźwięk jego głosu jedna po drugiej prostowały się jak żołnierze w szeregu. Potem dotknął ręką lustra wody i natychmiast jego powierzchnia zmarszczyła się i rozkołysała od pluskających się w niej ryb. Prawdziwe życie wróciło nad staw, a w sercu człowieka zagościły dawno zapomniane radość i spokój. Nie mógł uwierzyć, że został uzdrowiony pomimo tego, że prawie całe swoje życie zmarnował i stracił już na wszystko nadzieję. - Nawet nie potrafię ci podziękować, a przecież ty okazałeś mi tyle dobra... - człowiek odwrócił rozpromienioną twarz do wędrowca, ale za jego plecami już nikogo nie było.

http://www.adonai.pl/opowiadania/bajki/?id=17
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-12, 21:51   

Eliku. Tyż piknie.
Może to był ten sam staw, tylko z drugiego brzegu?
Poza tym, Twoje opowiadanie powinno być w dziale "świadectwa' , moje z "zagrożeniach duchowych" :-)
 
     
Elik
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-12, 21:58   

Elu, ale każdy może wybrać swoją stronę stawu ;-) wiesz ja myślę, że tak łatwiej......
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-12, 22:00   

No masz rację. Dlatego pięknie, że dałaś inne spojrzenie. Tym łatwiej wybrać.
 
     
Elik
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-12, 22:10   

elzd1 napisał/a:
Poza tym, Twoje opowiadanie powinno być w dziale "świadectwa' , moje z "zagrożeniach duchowych"
rozbawiło mnie to Twoje ujęcie sprawy, ale chyba masz rację :mrgreen:
pozdrawiam, życząc dobrej nocy i jak to nałóg pisze "pogody ducha"
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-12, 22:17   

:-)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9