Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Czy wg Was mężczyzna chory psychicznie ma szansę na kobietę?
Autor Wiadomość
marcepan
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-29, 02:03   Czy wg Was mężczyzna chory psychicznie ma szansę na kobietę?

Witam,

Mam zupełnie inny problem niż zdecydowana większość użytkowników tego forum...

Jestem w wieku 22 lat. Jestem chory psychicznie. Nigdy nie byłem u psychologa/psychiatry, nigdy z nikim nie rozmawiałem o swojej chorobie. Nawet z rodzicami, tak już mnie wychowali, na pewno wiedzą, że coś jest ze mną nie tak, ale (z różnych powodów) wychowują mnie, tak jakby nic mi nie dolegało. Wiem, w końcu będę się musiał przełamać i pójść do psychologa, a teraz do konkretów:

Sądząc po objawach mam coś w połączeniu autyzmu z nerwicą.
Całe moje życie niszczy to, że mówię dziwnie, niewyraźnie, w ogóle mam problemy z przekazaniem swoich myśli. Często muszę powtórzyć wymawiane zdanie, by ludzie mnie zrozumieli. Dużo osób unika ze mną kontaktów / boi się być ze mną wśród innych ludzi, gdyż wstydzą się, gdy obcy ludzie zaczynają sie gapić jak zaczynam dziwnie mówić. Dużo łatwiej mi idzie jak mam powiedzieć tekst, który znam na pamięć.
Oprócz tego dziwnie wykonuję czynności ruchowe. Np. czasami dziwnie chodzę (zależy od dnia, od tego czy o tym myślę itd), zawsze mi kiepsko szło z wf-u itd.
Dodatkowo dostałem od "Boga" także inne dolegliwości, które powodują, że ludzie zwracają na mnie uwagę (np. w tramwaju, pociągu) - dziwne ruchy głową, oczami itd. Staram się je kontrolować (bo są one wykonywane przeze mnie całkowicie świadomie - ach ta nerwica), ale nie zawsze mi się to udaje, więc pewnie nie zdziwicie się, że czasami ludzie się ze mnie śmieją, mam mało kolegów, dużo osób się mnie wstydzi itd.

Ok, trochę tutaj napisałem swoich "wad". Wprawdzie trochę ogólnie, ale to dlatego, bo bardziej ważna jest dla mnie dalsza część postu. Nie odpisujcie mi za dużo na temat mojej choroby - do tego pisałem już posty na innych forach, poświęconych takiej tematyce.

Dlaczego w ogóle napisałem ten post? Od jakiegoś czasu marzę o znalezieniu swojej drugiej połówki / dziewczyny. Aczkolwiek, jak się domyślacie pojawia się tutaj dużo problemów. Wiem, że najlepiej było by pójść do psychologa, bo tylko w "realu", będzie mógł mnie najlepiej ocenić i mi pomóc. Najpierw jednak chciałbym się spytać o Wasze zdanie, na podstawie ogólnych cech, które Wam przedstawiłem (wydaje mi się, że dałoby się wystawić jakąś przybliżoną diagnozę na podstawie tego).

Gdyby nie "chęć miłości", to teoretycznie mógłbym być do końca życia singlem i prowadzić w miarę szczęśliwe życie. W końcu z różnych analiz statystycznych wychodzi, że dużo osób żyje w samotności. Mam swoją pasję, wiąże się ona z kierunkiem moich studiów, na których dobrze mi idzie. Sądzę, że mimo moich poważnych problemów, nie powinienem mieć w przyszłości problemów z pracą, gdyż kierunek jest przyszłościowy. A i nie napisałem wcześniej, że bardzo dużo czasu spędzam przy komputerze. Nie chodzę na żadne imprezy itd. Lubię kino, spacery (czyli takie miejsca, gdzie inni ludzie nie zwracają uwagi na moje problemy)

A teraz odnośnie moich "sercowych" problemów:

Chciałbym być z jakąś kobietą, móc się do niej przytulić, znaleźć w niej wsparcie.
Co mogę jej dać: mogę jest odwzajemnić swoją miłość, pamiętać o ważnych dniach, pieniądze (wydaje mi się, że to może być ważny argument - zwłaszcza dla dłuższej znajomości). Nie planuję w przyszłości żadnych zdrad itd. - przywiązuję się do ludzi.

Czy myślicie, że ktoś taki jak ja może mieć dziewczynę (a później ewentualnie małżonkę)?

Co sobie pomyślą o mnie jej rodzice, znajomi? Jak to przeżyć?

Boję się mieć dzieci (mogą odziedziczyć moją chorobę). Raczej wolałbym w ogóle ich nie mieć - będę musiał uważać.

A może jeśli uważacie, że nie powinienem szukać swojego partnera (w końcu nie każdy się do tego nadaje) - w jaki sposób miałbym wówczas zaspokajać swoje biologiczne popędy? Mam chodzić do domu publicznego/umawiać się na płatny seks?

Jeszcze raz napiszę, że ja już siebie zaakceptowałem, potrafiłbym być sam ze sobą (no i z rodzicami). Ale moje "serduszko" kogoś potrzebuje. A jak czytam na Waszym forum, o tych wszystkich porzuconych i nieszczęśliwych kobietach, to łykam nadzieję, że życie daje mi szansę, gdyż ja nigdy bym nie doprowadził do zdrady, nie odszedł bym od kobiety (no chyba, że ona ode mnie). Ale czy moje wyobrażenia nie są zbyt mgliste?

Co o tym myślicie? Z góry dziękuję za odpowiedzi.
 
     
Agunia
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-29, 07:38   

jeżeli chcesz komuś siebie podarować to najpierw dowiedz się co ci jest jak można to leczyć czy też opanowywać....

Ponad to straszenie mnie zabolało:

"w jaki sposób miałbym wówczas zaspokajać swoje biologiczne popędy? Mam chodzić do domu publicznego/umawiać się na płatny seks? "

JEST TO ABSOLUTNIE INSTRUMENTALNE POTRAKTOWANIE DRUGIEGO CZłOWIEKA I MIłOśCI

warto się zastanowić czy to serce potrzebuje kobiety czy inna część ciała....
 
     
markow
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-29, 07:58   

Witaj! Jesteś w wieku, w którym zaczynasz brać odpowiedzialność za swoje życie. Cieszę się, że planujesz, że masz marzenia. Z optymizmem patrzę, że chcesz zmienić swój los. Unikałbym w Twoim przypadku tak krytycznego spojrzenia na przypadłość, która Cię dotyka. Bez konsultacji ze specjalistą nie będziesz w stanie sobie pomóc i prawidłowo kierować swoim życiem. Polecałbym dobrego neurologa, bo wygląda to na zaburzenie neurologiczne i niekoniecznie musi pozbywać Cię szansy na założenie rodziny.
Liczę również na to, że inne osoby z forum będą w stanie pomóc Ci w konkretny sposób np. kierując Cię do dobrego i odpowiedniego w Twoim przypadku specjalisty.
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-29, 09:04   

A skąd Ty wiesz, że jestes chory, skoro nie byłeś u specjalisty? Ja bym radziła na początku psychiatrę - może zdiagnozuje Twoją chorobę. Ładne są twoje marzenia, ale chyba pozostaną niespelnione, jeśli za siebie się nie weźmiesz. Nie taki diabeł straszny jak go malują - może tak naprawdę Twoja choroba nie jest czymś starsznym, może można ja wyeliminować - ale nie dowiesz się tego, jeśli nie zaczniesz działać.
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-29, 09:06   

„Jestem chory psychicznie. Nigdy nie byłem u psychologa/psychiatry, nigdy z nikim nie rozmawiałem o swojej chorobie. Nawet z rodzicami, tak już mnie wychowali, na pewno wiedzą, że coś jest ze mną nie tak, ale (z różnych powodów) wychowują mnie, tak jakby nic mi nie dolegało.
Sądząc po objawach mam coś w połączeniu autyzmu z nerwicą.”

No, chłopie, chyba przesadzasz. Raczej jesteś z typu: schizofrenik, ale raczej farbowany niż prawdziwy. Nie opieraj się raczej na mojej opinii. Taki duży chłop, a jeszcze nie poszedł do specjalisty, kurcze.

”Całe moje życie niszczy to, że mówię dziwnie, niewyraźnie, w ogóle mam problemy z przekazaniem swoich myśli.”

No to chyba ktoś za Ciebie napisał ten post. Dla mnie jak najbardziej jesteś sprawny – umysłowo, więc chyba sobie wmawiasz niektóre rzeczy. Być może masz bardzo niskie poczucie własnej wartości i mocnoś nieśmiały, więc być może stąd Twe problemy.

„Często muszę powtórzyć wymawiane zdanie, by ludzie mnie zrozumieli.”

Kotku, być może to zwyczajne jąkanie się. To nie jest „nieuleczalne”. Dobry specjalista sobie poradzi.

„Dużo osób unika ze mną kontaktów / boi się być ze mną wśród innych ludzi, gdyż wstydzą się, gdy obcy ludzie zaczynają sie gapić jak zaczynam dziwnie mówić.”

Codziennie przechodzę koło szkoły dla głuchych. Widzę dzieci dziwnie zachowujące się (gesty, niewyraźny bełkot): na początku zdumiona ukradkiem się przyglądałam (ech ta przypadłość ludzka). Dzieciaki w ogóle nie zwracają uwagi na ludzi gapiących się – są radosne, kłócą się albo dyskutują, a więc nienormalnie to ja musiałam wyglądać, gapiąca się na nie.

„Oprócz tego dziwnie wykonuję czynności ruchowe. Np. czasami dziwnie chodzę (zależy od dnia, od tego czy o tym myślę itd), zawsze mi kiepsko szło z wf-u itd.
Dodatkowo dostałem od "Boga" także inne dolegliwości, które powodują, że ludzie zwracają na mnie uwagę (np. w tramwaju, pociągu) - dziwne ruchy głową, oczami itd. Staram się je kontrolować (bo są one wykonywane przeze mnie całkowicie świadomie - ach ta nerwica), ale nie zawsze mi się to udaje”

Raczej to też nie jest coś super nadzwyczajnego – wg mnie natręctwo ruchowe. Ty się tak tego wstydzisz, że pewnie się ono nasila u Ciebie w miejscach publicznych.


„więc pewnie nie zdziwicie się, że czasami ludzie się ze mnie śmieją mam mało kolegów, dużo osób się mnie wstydzi itd.”


Nie dziwię się, bo ludzie też się dziwnie i głupio zachowują, spotykając ludzi z takimi problemami.
Skąd wiesz, że się wstydzą? Masz mało kolegów, bo tak się sam siebie wstydzisz, że się pewnie na innych zamykasz. A jak już ktoś może się zainteresuje, to prawdopodobnie sobie myślisz, że tylko w celu wyśmiania, więc pewnie nasila się jąkanie i natręctwo ruchowe i … zmykasz czem prędzej, nie dając się poznać jako fajny facet. Popatrz na swoich rodziców. Są super. Traktują Cię normalnie, bo jesteś normalny. Podejrzewam, że przy nich, w ich towarzystwie połowy z tych objawów, które opisałeś, nie masz, bo pewnie przy nich czujesz się bezpiecznie. A oni wiedzą, że mają w domu fajnego studiującego, mądrego syna, więc co niby mają widzieć.

„Od jakiegoś czasu marzę o znalezieniu swojej drugiej połówki / dziewczyny.”

Ło matko, to raczej nie tu szukaj. Zapisz się na jakieś kółko zainteresowań na uczelni.
Tu raczej zajęte kobitki i potłuczone przez mężów sakramentalnych.

„Wiem, że najlepiej było by pójść do psychologa, bo tylko w "realu", będzie mógł mnie najlepiej ocenić i mi pomóc.”

Jak wiesz, co robić, to po chorobę jasną starasz się diagnozować internetową. Wal wreszcie do tego specjalisty i przestań się nakręcać!

„Chciałbym być z jakąś kobietą, móc się do niej przytulić, znaleźć w niej wsparcie.
Co mogę jej dać: mogę jest odwzajemnić swoją miłość, pamiętać o ważnych dniach, pieniądze (wydaje mi się, że to może być ważny argument - zwłaszcza dla dłuższej znajomości). Nie planuję w przyszłości żadnych zdrad itd. - przywiązuję się do ludzi.”

Chłopie, ok., znajdziesz babę, pod warunkiem że w końcu zaczniesz działać w Realu, a nie tu pitolić.

No fajnie, że nie planujesz zdrad. Mój mąż też nie planował, ale po 20 latach zdradził. Mało osób planuje z premedytacją, ale to akurat już patologia.
Tak, teraz się uważasz za „felernego”. Spotkasz dziewczynę, ona pokocha „felernego”. Felerny, dzięki jej pomocy przestanie być felerny. No i zacznie się zainteresowanie felernego innymi kobietami i na odwrót (no bo pamięta o ważnych datach, ma kasę). Po co napisałam to? Żeby zacząć być z kimś, najpierw trza uporządkować siebie, a potem zapraszać kogoś do swojego życia.
Nie odwrotnie.

Myślę, chłopie, że jesteś dobry zadatek na męża, bo jesteś świadomy wielu rzeczy. No tylko, pliss, zabierz się w końcu za siebie. Nie pitol tu. Są fajne fora katolickie dla młodzieży i tam szukaj wsparcia.
Trzymaj się
 
     
marcepan
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-31, 00:28   

Dziękuję za ciepłe słowa, aczkolwiek niestety naprawdę mam te problemy o których pisałem :( Ba, są one nawet większe (pisałem tylko w skrócie te najważniejsze). Pewnie po tym co napisałem ciężko Wam to sobie wyobrazić, ale objawy sprawiają, że moje życie jest ZUPEŁNIE inne niż przeciętnej osoby w moim wieku. Kilka razy usłyszałem też to, że jestem chory (chory w sumie to mało powiedziane...) od różnych osób (nie wprost, nie zawsze mówili do mnie), ale gdy mogłem starałem się jak najszybciej zmienić temat rozmowy. Nie znam jeszcze nikogo, komu mógłbym w pełni zaufać.

Tak, zgadza się, muszę z tym pójść do specjalisty, ale znając życie zostanie tak jak jest... Inna sprawa, to, że tą pierwszą rozmowę chciałbym załatwić całkowicie anonimowo (nie chciałbym, żeby moje informacje były gdziekolwiek odnotowane - przynajmniej ten pierwszy raz).

A teraz wracając do tematu:

Rzeczą, której najbardziej się boję, to to, że moje dzieci mogłyby odziedziczyć moją chorobę (nie daj Boże w jeszcze bardziej skumulowanej formie). Dzieci z reguły są bardzo ważne dla rodziców (zwłaszcza żony), są one powodem do dumy itd. Ja to jednak widzę bardzo czarno w swoim świetle :( Widzicie jakieś rozwiązanie tego problemu?

Po drugie boję się tego jak zostałbym odebrany przez rodziców/znajomych mojej dziewczyny. Boję się, że stanowczo nie zostałbym przez nich zaakceptowany. Niestety zewnętrznie na pierwszy rzut oka widać, że coś ze mną nie tak. Może w środku jest coś mądrzejszego, ale i tak umiejętności społeczne/interpersonalne/ruchowe mam poniżej średniej...

Po trzecie obawiam się, jak moje znajomości z dziewczyną będą się układały po paru latach. Na początku, moja dziewczyna będzie mnie akceptować (gdyż będzie we mnie zakochana), ale co będzie potem? Pytanie nie jest wyssane z palca, gdyż czytałem o tym na jakimś forum...
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-31, 01:29   

Chłopie, trzeba było od razu napisać, że przyszedłeś sobie pogadać, bo i tak nie zamierzasz niczego w swoim życiu zmieniać.
No bo niby skąd ja mam wiedzieć, czy Twa choroba dziedziczna, czy nie?! Jak Ty nawet u lekarza nie byłeś. No przecież lekarzy obowiązuje tajemnica.
Ja jasnowidząca nie jestem. Coś mi się wydaje, że Ty boisz się iść z tymi przypadłościami, bo nie daj Boże, okaże się, że... nie masz tylu przypadłości, o ilu piszesz. Kurcze, wtedy miałbyś dopiero problemy...
Czy rzeczywiście na innych forach nie chcą z Tobą gadać?
 
     
micszpak
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-31, 02:18   

Drogi Marcepanku, czy Ty się z nas śmiejesz? Młody, studiujący facet twierdzi, że cierpi na chorobę psychiczną, bo zauważył u siebie jakieś dolegliwości neurologiczne?
Masz rodziców, kolegów na studiach, sąsiadów, otoczony jesteś ludźmi znajomymi i nieznajomymi... i twierdzisz, że wielu z nich gapi się na Ciebie, widzi Twoją CHOROBĘ i odrzuca Cię lub odrzuci (kiedyś, w przyszłości), a boisz się iść do lekarza, aby nie stracić anonimowości? Przecież skoro Twoje dolegliwości widoczne są na pierwszy rzut oka, nie ukrywasz ich, swoją twarz, swoją mowę, swój sposób poruszania się podpisujesz swoim imieniem i nazwiskiem! Nie korzystając z pomocy lekarza sam rezygnujesz z "anonimowości", z walki z dolegliwościami w zaciszu gabinetu lekarskiego, kanapy terapeuty i apteki! Wystawiasz swoją fizyczność na ataki obcych i to, co powinno zamykać się w kręgu Twojej intymności, wysuwasz innym przed nos - - -
Każdy z nas ma takie rzeczy w sobie, które chowa przed światem. Cała fizjologia wymaga dyskrecji. Nawet zdrowa i normalna. Choroba wymaga tej dyskrecji jeszcze więcej. Mi właśnie ukruszył się ząb i wcale nie chcę pokazywać tego ludziom. Popędzę do lekarza, żeby coś mi wwiercił, coś wkleił - i dopiero zacznę pozować do zdjęć! Każdy z nas - powtarzam: każdy - boryka się ze swoim ciałem.
Widziałeś alkoholika w olanych spodniach i zabrudzonej wymiocinami kurtce, leżącego na środku miasta pod murem? On pewnie wstydzi się iść na leczenie. I pewnie też ktoś go kocha mimo wszystko.

Znam wspaniałych, zdrowych, pięknych ludzi, którzy zostali zdradzeni i porzuceni, ale znam też ułomnych, szpetnych, otyłych lub wychudzonych, kalekich lub cierpiących na przewlekłe choroby, którzy mają wokół siebie kochających bliskich i są niezmiennie szanowani. Na to nie ma reguły i nawet szkoda Twojego czasu na gdybanie, jak ułożyłoby się akurat Tobie z jakąś dziewczyną.

Być może masz po prostu jakiś nerwowy tik, który dałoby się zminimalizować np. lekiem uspokajającym lub rozkurczowym, odpowiednimi ćwiczeniami itp. Czasami małe ataki padaczkowe dają też taki obraz, znam ludzi, którzy normalnie z tym żyją, mają rodziny, pracują. Teraz są na to b. skuteczne leki. Diagnostyka mózgu jest też doskonała, można dokładnie zbadać, jakie są przyczyny tików, przykurczy, drgawek i innych takich!!!!
Przecież Ty o tym wszystkim wiesz.
I wiesz, że być może jedna malutka biała pigułeczka może Ci pomóc. Więc jeśli naprawdę piszesz do nas, bo potrzebujesz rady, to wreszcie - po licznych rozważaniach i wizytach na różnorakich innych forach - natychmiast idź do lekarza. Nawet do rodzinnego, zwyczajnego internisty, któremu ufasz. On przeprowadzi z Tobą wywiad, spojrzy w kartę i zadecyduje, co dalej. Myślę, że dalej nie zdarzy się nic strasznego. Dzieci w Polsce otoczone są podstawową opieką medyczną i gdyby Twoje schorzenia były poważne, już podczas bilansów zostałyby zdiagnozowane.
Więc nie wyolbrzymiaj, tylko idź się o tym przekonać.
Dla Twojej dziewczyny bowiem większym problemem mogą okazać się Twoje hipochondryczne zapędy, niż te całe dolegliwości.
No, ale właściwie nie pytałeś, czy masz się leczyć :-( .
Chciałeś tylko usłyszeć tutaj, czy TAKI CHORY masz szansę na kobietę. No więc masz. Ale niezależnie od tego i tak lepiej by było, gdybyś był zdrowy. Do leczenia trzeba odrobinkę odwagi. Prawdziwy facet powinien być odważny w każdej sytuacji, niezależnie od tego, czy jąka się i ma tiki, czy walczy o byt swojej rodziny, czy zmaga się z nieuleczalną chorobą. Przy odważnym facecie kobieta czuje się bezpiecznie.
Dlatego zdobądź się na odwagę, a reszta ułoży się po Twojej myśli.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-31, 08:06   

Tiaaaaaa............. żeby chciało się chcieć.............................
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 9